http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Moda na Izrael i propalestyńskie zaczadzenie

Paweł Smoleński
2011-03-21, ostatnia aktualizacja 2011-03-18 18:52

Co się wydaje

ZOBACZ TAKŻE
Zacznę od strony pleców, czyli - od podziękowań, jakie Ewa Jasiewicz, dziennikarka brytyjska o polskim rodowodzie, umieściła na końcu debiutanckiej książki "Podpalić Gazę". W litanii wdzięczności znajdziemy i takie zdanie: "Hajdar skłonił mnie, abym napisała tę książkę z większym zaangażowaniem politycznym i dzięki temu jest ona odważniejsza, mocniejsza w wymowie i bardziej użyteczna".

Niech wdzięczność Jasiewicz będzie z Hajdarem na wieki, gdyż - doprawdy - popełniła pozycję zaangażowaną. Nie jest to literatura faktu, opisująca Gazę w czasie izraelskiej operacji "Płynny ołów" na przełomie lat 2008-09 (trzy tygodnie walk, 1453 zabitych, w tym 13 Izraelczyków). To nie żaden "raport z oblężonego miasta", jak reklamuje wydawca, nie doceniając autorki. Jasiewicz - dam głowę, że nieświadomie - pokusiła się o rzecz o niebo ambitniejszą. Dostajemy do rąk autowiwisekcję modnego w krajach Zachodu propalestyńskiego i antyizraelskiego zaczadzenia i fanatyzmu, którego echa zdają się docierać do Polski. Lepszej pozycji na ten temat dotąd nie czytałem.

"Podpalić Gazę" ułożyła się autorce w trzy części. Tylko środkowa opisuje to, co działo się w Strefie podczas izraelskich bombardowań i ataków. Wiadomo, że ich skala przeraziła świat i samych Izraelczyków. Zdaje się, że aż taka brutalność (np. pociski z białym fosforem) nie była uzasadniona. Nie mam też najmniejszych wątpliwości, że obecna tam wówczas Jasiewicz angażowała się w pomoc, jeździła karetkami do rannych, widziała gruzy i niepotrzebną śmierć. Jak również że cierpiała nad nieszczęściem Palestyńczyków (w Gazie zginęło ponad sto kobiet i ponad 400 dzieci). Bardzo to ludzkie, lecz książce nieprzydatne, bo emocjonalnie - rozedrgane, językowo - nieporadne, reportersko - niepełne.

Jasiewicz nie pyta, dlaczego w Gazie zginęło tylu cywilów. Może dlatego, że izraelskie wojsko strzelało ponad miarę. A może kiedy zamienia się w bunkier dom pełen cywilów, giną również cywile (proszę nie mydlić mi oczu, że tak samo było w Powstaniu Warszawskim, bo nie było). Nie interesuje jej, czemu Hamas prowadził (i nadal prowadzi) ostrzał Izraela z dachów i okien szkół i szpitali. Nie zastanawia się, po co islamistycznym bojownikom żywe tarcze złożone z rodaków, bez względu na wiek i płeć. Krwawy konflikt między Hamasem a Fatahem Jasiewicz sprowadza do kilku akapitów, nie zająkując się nad okrucieństwem obu stron ze wskazaniem na Hamas (zrzucanie przeciwników z dachów wysokich budynków). Gdyż dla niej Hamas to emanacja palestyńskiej demokracji (czym, zapewne nieświadomie, obraża Palestyńczyków) - a że przejął pełnię władzy w Gazie w wyniku zbrojnego puczu (Jasiewicz nazywa to "konsolidacją władzy") i strzelał w izraelskie miasta (co z tego, że marnymi rakietami i często niecelnie), to, by tak rzec, mały pikuś.

Równie kuriozalna jest zrelacjonowana przez Jasiewicz historia Izraela, czyli dzieje podłości w pigułce. Nawet nie Izraela, lecz nieistniejącej krainy zwanej przez autorkę "Palestyną 1948". "Palestyna 1948" nie ma rządu, lecz "reżim" (aż ciśnie się peerelowski szlagwort o "izraelskiej soldatesce"). Nie było - w jej interpretacji historii - nic takiego jak wojna o niepodległość (uznany przez ONZ Izrael został napadnięty przez sąsiadujące z nim państwa arabskie), lecz żydowska napaść na palestyńskich sąsiadów. O masakrze w wiosce Deir Jassin - Izraelczycy mordują arabskich cywilów - Jasiewicz aż krzyczy, i ma rację. O wycięciu niemal do nogi kibucu Kfar Etzion - cisza. A np. wojna sześciodniowa to dla niej bezprzykładna agresja Izraelczyków na miłujących pokój Arabów, choć było na odwrót.

Jasiewicz z upodobaniem przytacza arabskie nazwy izraelskich miast ("Askelan - obecnie Aszkelon" itp.). Chyba nigdy nie widziała co najmniej dwujęzycznych (hebrajski, arabski, często jeszcze angielski) izraelskich tablic drogowych. Przecież nie o to jej chodzi, ile o podkreślenie nielegalności istnienia Izraela. To tak, jakby Pomorze należało do Polski wbrew prawu. W takim oglądzie świata Polska jest w Breslau (obecnie Wrocław) nielegalnie, podobnie jak Ukraina we Lwowie (obecnie Lviv), a Litwa w Wilnie (obecnie Vilnius).

Z części zaś trzeciej, poświęconej Polsce ostatniego dwudziestolecia, dowiedziałem się - o zgrozo - że „Izrael jest modny”. Oraz że polskie media są stronnicze i „zmilitaryzowane”, a Warszawa to miasto zasłon: „kuszące kotary zachodniej obietnicy wolnorynkowej pozostały i dziś nadal zasłaniają ludziom pole widzenia”, zaś Marek Edelman „bronił dialogu z palestyńskimi »organizacjami bojowymi «, takimi jak Dżihad Islamski i Hamas”. Czy aby Jasiewicz ma na myśli tę samą Warszawę i tego samego Marka Edelmana, z którym miałem okazję kilkakroć rozmawiać?

Zapytacie, kto stoi za tym całym polskim okropieństwem? Ameryka - troszeczkę. Kapitalizm - ociupinkę. Kolejne rządy RP - rzecz jasna. I - zgaduj-zgadula - oczywiście Izrael. Puzzle ułożone. Bingo. Wszak nie od dziś wiemy, że Żydzi w Polsce mącą. A jeśli zapomnimy, ochoczo przypomni nam Jasiewicz.

Papier, jak wiadomo, cierpliwy. Biedaczysko zniesie nawet Ewę Jasiewicz, zwłaszcza że nie tylko ona ma w głowie to, co ma. Wydawca książki napisał, że autorka „rozbija stereotyp »islamskiego terrorysty «”. Można tak reklamować „Podpalić Gazę”, ale można też pierwszym lepszym cytatem z dowolnej książki kucharskiej, bo i jedno, i drugie nie ma z pisaniem Jasiewicz nic wspólnego. Żal mi więc też wydawcy, ale tylko trochę; w końcu wydał, co wydał, na własne życzenie.

Najbardziej i bez żartów żal mi Palestyńczyków. Nie mogą dogadać się z Izraelem ze swojej i nie ze swojej winy. Mają na głowie Hamas. Dostawali baty od Jordańczyków, Egipcjan, Syryjczyków, Libańczyków. Wystarczy, by obdzielić kilka narodów.

A teraz jeszcze Jasiewicz. Co oni zawinili, że los zdarzył im takiego kronikarza i obrońcę?



Ewa Jasiewicz "Podpalić Gazę", wydawnictwo WAB, Warszawa 2011

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':