W wielu szpitalach pielęgniarki, tak jak lekarze pracują na kontraktach. Dostają dzięki temu więcej pieniędzy (choć muszą sami opłacać obowiązkowe składki), szpitalowi odpadają koszty zatrudnienia, do tego łatwiej domknąć grafik dyżurów - nie trzeba przestrzegać ograniczeń dotyczących tygodniowego czasu pracy.
OZZPiP chce, by ustawa o lecznictwie (która dotyczy szpitali-spółek) zakazywała zatrudniania pielęgniarek na kontraktach. Na wniosek szefowej związku Doroty Gardias posłowie z podkomisji przyjęli nawet taką poprawkę, ale - po protestach pielęgniarek kontraktowych - wycofali się z niej.
Zdaniem Gardias zapis o etacie gwarantuje lepsze warunki pracy i bezpieczeństwo pacjentów. - Pielęgniarki są zmuszane do przechodzenia na kontrakty. A potem pracują nawet 300 godzin miesięcznie - twierdzi Gardias.
Minister
Ewa Kopacz odpowiada, że zaledwie pięć procent pielęgniarek ma kontrakt. A
Trybunał Konstytucyjny orzekł, że mają one prawo wybrać formę zatrudnienia. Zabranie im więc tego byłoby niekonstytucyjne.
- Kontrakty są dla nas korzystne. Dlaczego OZZPiP, do którego nie należymy ma decydować o naszym losie - oburzała się Elżbieta Wrona, szefowa Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Kontraktowych.
Wczoraj wieczorem po zakończeniu debaty o ustawach OZZPiP zapowiedział, że nie opuści Sejmu, jeśli jeszcze tej nocy nie zbierze się komisja zdrowia. Po godz. 21 Kopacz poprosiła komisję o przerwę i rozmawiała z Gardias. O 23 komisja zaczęła znowu obradować. I głosami PO ustaliła: szpital może oferować etat lub kontrakt.
Wówczas kobiety z OZZPiP zdecydowały, że nie wyjdą z Sejmu.