Przyjechało stu delegatów z całego kraju. Omawiali sytuację społeczno-gospodarczą. - "Solidarność" będzie się upominała o ludzi, którzy żyją na progu ubóstwa. A jest ich ponad milion. Pierwszego lipca rozpoczynamy europejską prezydencję. Chcemy pokazać Europie, że w Polsce nie jest tak pięknie, jak mówi premier Tusk - stwierdził przewodniczący KK Piotr Duda.
Związkowcy twierdzą, że od początku roku zgłasza się do nich coraz więcej osób ze skargami na drożyznę.
-
Podwyżki podstawowych produktów są szokujące i najbardziej uderzają w bezrobotnych, emerytów i osoby, które mają minimalne zarobki. Ta sytuacja jest szczególnie widoczna w Łodzi, gdzie
bezrobocie wynosi prawie 13 proc., a rząd odebrał pieniądze na aktywizację osób bez pracy - mówił Waldemar Krenc, przewodniczący łódzkiej "S".
Związkowcom nie podobają się też projektowane zmiany w OFE. Nazywają je pseudoreformami. Chodzi przede wszystkim o to, że nie było konsultacji oraz że planowane 40 proc. zysku z prywatyzacji zamiast na fundusze poszło na łatanie dziur budżetowych.
"S" domaga się debaty o systemie emerytalnym i zapowiada powołanie własnych grup negocjacyjnych: prawników i negocjatorów, którzy będą bronić pracowników zwalnianych z zakładów.
- Chcemy, by rząd usiadł z nami do rozmów. Premier Tusk nie chciał. Wyznaczył wicepremiera Pawlaka, ale to, co nawet udaje się uzgodnić, nie przechodzi przez rząd - narzekał przewodniczący Duda. - Jestem człowiekiem konsensusu, ale nie ma z kim rozmawiać. Dlatego musimy się bronić.
Delegaci "S" uznali, że to najlepszy moment do zorganizowania protestów. Jeszcze nie ustalono ich formy. Wiadomo, że pierwszy odbędzie się już w piątek w Katowicach - w manifestacji ma uczestniczyć 5 tys. osób - a następny w Gdańsku.
Przeczytaj także: Janusz Śniadek solidarny z PiS