Dla słuchaczy rozgłośni o. Rydzyka nic nie jest tym, co się wydaje przeciętnemu odbiorcy innych mediów.
11 lutego br. toruński sąd skazał szefa Radia Maryja na grzywnę za prowadzenie publicznej zbiórki pieniędzy bez wymaganej zgody Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zbierano na Telewizję Trwam, założoną przez redemptorystę Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej, odwierty geotermalne prowadzone przez fundację Lux Veritatis oraz budowę kościoła w Toruniu.
Dla części opinii publicznej kara była aktem sprawiedliwości wobec zakonnika, który stawia się ponad prawem (zgoda
MSWiA nakładałaby na redemptorystę obowiązek publicznego rozliczenia się co do złotówki ze zgromadzonych środków). Dla słuchaczy toruńskiej stacji to kolejny przejaw prześladowań państwa rządzonego przez kosmopolitycznych liberałów z Platformy i podległego mu aparatu represji wobec wielkiego patrioty, który na przekór wrogom Polski ma odwagę głosić prawdę.
Taki obraz rzeczywistości od lat konsekwentnie kształtuje
Radio Maryja. I dzięki temu obrazowi o.
Tadeusz Rydzyk w oczach swoich sympatyków po wyroku nie stracił, lecz zyskał. Zyskał, bo to on - a nie inne media - przekazuje moherowym beretom informacje o postępowaniu sądowym. Wierzą tylko jemu. A redemptorysta komentując orzeczenie sądu nie mówi o zbiórce na geotermię, swoją uczelnię i fundację, tylko o datkach na kościół - wotum wdzięczności narodu za
Jana Pawła II, w którym zawisnąć ma obraz z prywatnej kaplicy ojca świętego w Watykanie.
Skojarzenie nasuwa się jedno - do prześladowań duchownych przez komunistyczne władze. Ojciec Rydzyk jawi się więc jako niezłomny męczennik. To pierwsze zwycięstwo duchownego i mistrza socjotechniki, symboliczne.
Drugi triumf ma wymiar bardziej wymierny. Szef toruńskiej rozgłośni wykorzystuje wyrok do mobilizacji słuchaczy do wspierania finansowego Radia Maryja i "dzieł przy nim powstałych", jak mówi się w jego mediach o Fundacji Lux Veritatis, WSKSiM i TV Trwam. W poniedziałek, podczas spotkania rodziny Radia Maryja w parafii św. Jakuba w Olsztynie o. Rydzyk opowiadał o planach wzniesienia świątyni w Toruniu, karze za zbieranie funduszy na jej budowę i oznajmił, że nie zapłaci grzywny... bo nie ma z czego.
- Nie zapłaciliśmy jeszcze. I nie zapłacę, bo nie mam skąd. Bo nie mam pensji, ani nic - mówił zakonnik. I by podkreślić skalę prześladowań, dodał: - Najwyżej mnie zamkną. Ogłoszę wtedy, kiedy będę miał iść do więzienia.
Wyrok nie jest prawomocny i adwokaci o. Rydzyka po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia zapewne się od niego odwołają. Do egzekucji więc droga daleka. Wizja szefa Radia Maryja za kratkami, to kolejny świadomy zabieg redemptorysty. Po takich słowach wielu słuchaczy dla których duchowny jest największym autorytetem, powie sobie: nie mogę pozwolić, by ojciec dyrektor przez jakieś marne 3,5 tys. zł trafił do celi. I dokona przelewu na konto stacji.