- Miałam jeden z najlepszych wyników po egzaminie wstępnym na aplikacje notarialną, jednak żadna z kancelarii w gdańskim okręgu nie chce mnie przyjąć. I choć zgodnie z prawem o notariacie Izba ma obowiązek wyznaczyć aplikantom patrona, nie robi tego - mówi Basia.
Aplikacja notarialna trwa 2,5 roku. Odbywa się pod okiem patrona notariusza i składa z pracy w jego kancelarii, zajęć teoretycznych w izbie oraz stażu w sądzie w wydziale ksiąg wieczystych. Na koniec egzamin decyduje, czy kandydat zostanie notariuszem.
Do 2005 r. aplikanci adwokaccy, radcowscy i notarialni dostawali się na aplikacje po egzaminie samorządowym, czyli przygotowanym przez izby. Od tamtej pory zdają egzamin państwowy. Otwarcie zawodów prawniczych wywołało jednak problem - aplikantów jest więcej i brakuje dla nich opiekunów.
W ubiegłym roku notariusze twierdzili, że z powodu zbyt łatwego egzaminu "wypuszczono" zbyt dużo aplikantów. Winą obarczali
Ministerstwo Sprawiedliwości. Rzeczywiście: w 2009 r. na 1408 osób, które przystąpiły w Polsce do egzaminu, zdało aż 1071. Ministerstwo posłuchało i egzamin w 2010 roku był trudniejszy. Na 1069 zdających zaliczyło go tylko 227. Wśród nich Basia. - I co z tego, że egzamin nie był łatwy? Obeszłam wszystkie kancelarie notarialne w gdańskim okręgu. Dostawałam trzy rodzaje odpowiedzi: nie przyjmujemy aplikantów, bo nie chcemy robić sobie konkurencji, przyjmujemy tylko osoby znajome oraz chętnie byśmy panią przyjęli, ale nie mamy miejsca - opowiada Basia.
Niedoszła aplikantka zwróciła się do Izby Notarialnej w Gdańsku - przypominając, że ma obowiązek zapewnić jej patrona. Nie doczekała się pozytywnej reakcji.
Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości w Polsce 54 są osoby bez patronów, choć egzamin zdały jeszcze w 2009 r. Połowa to aplikanci z Gdańska. Do tego dochodzą tacy ludzie jak Basia - którzy zdali egzamin w 2010 r.
Minister próbuje wymóc na izbach przyjęcie aplikantów. Izby bronią się, przygotowując wewnętrzne uchwały, że nie można zmusić notariusza, by przyjął aplikanta.
- Minister może zwrócić się do Sądu Najwyższego o uchylenie sprzecznych z prawem uchwał samorządu notarialnego i to robi - mówi Joanna Dębek, rzecznik prasowy ministra sprawiedliwości. -
Sąd Najwyższy we wszystkich sprawach podzielił stanowisko ministra, podkreślając obowiązek rad do wyznaczenia patronów aplikantom.
Dlaczego izby i na to nie reagują? - Wykonujemy zalecenia ministra - mówi Agnieszka Sinkiewicz, rzecznik prasowy Izby Notarialnej w Gdańsku. - Niestety, nie każdy notariusz spełnia się w roli patrona. Nie jest to tylko kwestia chęci, ale przede wszystkim predyspozycji dydaktycznych i realnych możliwości kancelarii. Nie chcemy żadnego notariusza zmuszać do bycia patronem. Z pewnością nie służyłoby to kształceniu adeptów notarialnych, a do jakości ich nauki przykładamy szczególną wagę. W ubiegłych latach nasze możliwości kształcenia zostały przecenione i teraz powoli kończymy rozładowywać zator.
Dopóki zator trwa, aplikant jest w potrzasku, bo nie może zarabiać w kancelarii notarialnej, ale nie może też pracować jako prawnik poza nią. Prawo o notariacie mówi: "Notariuszowi nie wolno podejmować zajęcia, które by przeszkadzało w pełnieniu obowiązków albo mogło uchybiać powadze wykonywanego zawodu. Nie wolno mu w szczególności zajmować się handlem, przemysłem, pośrednictwem i doradztwem w interesach". Dotyczy to też aplikantów.
- Skończyłam prawo, a teraz muszę je łamać. Nie mogę pracować w kancelariach radcowskich czy adwokackich. By gdziekolwiek pracować, muszę prosić o zgodę tę samą izbę, która nie potrafi mi zapewnić aplikacji. Słyszałam, że rok temu zgodzili się na pracę aplikanta w banku. W bankach nie ma miejsc, ale
CV złożyłam. Żeby się utrzymać, pracuję na czarno.
- Zamierzamy przyjąć na aplikację wszystkie osoby, które mają do tego prawo, to obecnie priorytet w izbie. Możemy jednak lokować aplikantów w miarę pojawiania się miejsc w kancelariach patronów. Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach rozwiążemy problem osób uprawnionych do odbywania aplikacji w naszej izbie - obiecuje notariusz Agnieszka Sinkiewicz.