http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

CBA na łowach w Rybnie

Bogdan Wróblewski
2011-03-12, ostatnia aktualizacja 2011-03-11 20:36

Mariusz Kamiński, były szef CBA
Mariusz Kamiński, były szef CBA
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Para agentów CBA latem 2009 r. zjechała do ślicznej wioski na skraju Mazur - Rybna k. Działdowa. Mieszka tu teściowa Janusza Kaczmarka, byłego szefa MSWiA. Biuro do dziś nie chce odsłonić kulis tej tajnej operacji

Rybno Pomorskie leży wśród lasów i jezior. Szczyci się piękną okolicą, średniowiecznym rodowodem i tym, że od lat panował tam święty spokój. Zmąciła go tajna operacja CBA zarejestrowana pod numerem 015/07. Tyle wiadomo oficjalnie o wizycie pary agentów Biura w Rybnie.

Teraz sąd w Działdowie chce się dowiedzieć, czy agenci nie pozwolili sobie na zbyt wiele. Ale nie może, bo CBA uporczywie zasłania się tajemnicą. Nie mogąc jej przełamać, właśnie zapytał Trybunał Konstytucyjny, czy ustawa o CBA nie daje jej szefowi zbyt wiele swobody. Kolejny raz sąd zwraca uwagę, że mamy takie prawo, w którym nad operacyjnymi działaniami służb nikt nie ma kontroli.

A było tak: początek wakacji 2009 r. Honorata i Janusz Kaczmarek spędzali na wsi, w Rybnie. W ślad za nimi - jak się później okazało - ciemnym autem (tak zapamiętali sąsiedzi) przyjechało dwoje agentów CBA. 23 i 24 czerwca kręcili się po wsi, zaszli do komisariatu (ale nie chcieli się wylegitymować) i podjechali na "ranczo".

Tak się we wsi mówiło o prywatnej klinice Centrum Medycyny Biologicznej (CMB) dr. Władysława Rybickiego. Odszukali dwie byłe pracownice lekarza. Pytali o pacjentów i o Kaczmarków. We wsi to "wymachiwanie legitymacjami CBA" zrobiło wrażenie.

O dr. Rybickim zrobiło się głośno w mediach wiosną 2008 r. Centrum stosowało metody medycyny niekonwencjonalnej - m.in. indywidualnej modulacji adaptacji i dostrojenia. Honorata Kaczmarek zajmowała się tam marketingiem. A leczyli się jej mąż, biznesmen Ryszard Krauze, ks. Henryk Jankowski, inni politycy i celebryci. - Lekarstwa dostarczałem nawet prezydentowi Kaczyńskiemu - wspomina Kaczmarek. CMB miało gabinety w Gdyni, Rybnie i Warszawie.

Tropem spotkań w CMB ABW poszła już latem 2007 r.; potem CBA i dziennikarze (TVN, "Polityka"). Miało to związek z podejrzewaniem Kaczmarka o przeciek o operacji CBA w Ministerstwie Rolnictwa w 2007 r. W ostrzeżeniu Andrzeja Leppera pośredniczyć miał Krauze.

W czerwcu 2009 r. sprawa przecieku leżała już w gruzach, a media spekulowały o jej umorzeniu. Ale ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński postanowił ujawnić asa, którego trzymał w rękawie. Na początku lipca zgłosił się do prokuratury na przesłuchanie i oświadczył, że ma "wiedzę", która pomoże rozwikłać zagadkę.

Jeszcze raz prokurator przeanalizował tysiące billingów, przesłuchał też kilka osób z kręgu wspólnych znajomych Kaczmarka i Krauzego. Za pośrednictwem konsula w Hiszpanii wysłał pytania do dr. Rybickiego, który tam wyemigrował. As z rękawa nie pomógł. Śledztwo przeciekowe zostało umorzone.

Tymczasem Honorata Kaczmarek, dowiedziawszy się o nalocie CBA na Rybno, napisała prośbę do ówczesnego prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego, że jeśli służby muszą tropić jej męża, to niech czynią to tak, by nie szkodzić rodzinie. - Chodziło mi zwłaszcza o mamę, która ma ponad 80 lat, mieszka sama, a pomagają jej życzliwi sąsiedzi - wyjaśnia Honorata Kaczmarek. Skończyło się na śledztwie w sprawie nadużycia władzy przez funkcjonariuszy.

Już dwa razy zostało umorzone, choć - jak czytamy - "nie można wykluczyć, iż realizując czynności o charakterze rozpoznawczym, funkcjonariusze CBA przekroczyli uprawnienia (...) i działali na szkodę Honoraty Kaczmarek". Ale nie ma też "możliwości potwierdzenia". Bo szef CBA, już nowy, Paweł Wojtunik nie odpowiada na pytanie, o co w Rybnie "rozpytywali" agenci CBA.

To tajemnica operacji 015/07. Wojtunik dodaje tylko, że nie chodziło o Janusza i Honoratę Kaczmarek. Ale jak to sprawdzić?

Z lakonicznej odpowiedzi szefa Biura wynika też, że Mariusz Kamiński podpisał 31 marca 2007 r. ściśle tajne zarządzenie o "pracy operacyjnej CBA". Wojtunik odmawia wglądu do niego nawet prokuraturze. Są więc podejrzenia, czy nie zezwala agentom na więcej niż przepisy ustawy o CBA.

Na koniec wyszło na jaw, że agenci zostali wysłani do Rybna na "osobiste polecenie" zastępcy Mariusza Kamińskiego. Ale raport z ich czynności nie został zarejestrowany w Biurze. Zniknął! - To mnie bardzo dziwi - mówi Honorata Kaczmarek.

Sąd dostrzega możliwość popełnienia przestępstwa wewnątrz CBA i stawia pytania, czy w Rybnie: - "wbrew przepisom ustawy nie zwerbowano do współpracy osób wyłączonych z takiej możliwości", - "czy nie zbierano przy okazji i nie użyto do celów pozaprawnych danych wrażliwych" (np. dokumentacji medycznej).

I czy - zgodnie z konstytucją - szef CBA ma prawo nie odpowiadać na pytania prokuratury i sądu, chroniąc tajemnice służby. "Brak jest możliwości skutecznej kontroli działań CBA w przypadku podejrzenia popełnienia przestępstwa przez jego funkcjonariuszy" - czytamy we wniosku sędziego Artura Andrysewicza do Trybunału Konstytucyjnego.

Chodzi o art. 28 ustawy o CBA, który szefowi CBA daje prawo do arbitralnego decydowania, które z tajnych informacji Biura ujawni prokuraturze. Jeśli odmawia ich ujawnienia, prokuratura i sąd stają bezradne wobec pytania: czy doszło do złamania prawa?

Zdaniem sędziego Andrysewicza skala ochrony informacji operacyjnych w CBA "stawia pod znakiem zapytania sens działań prokuratury i możliwość rzetelnej kontroli sądowej". Narusza zaufanie do państwa, godzi w prawo obywatela do sądu, narusza europejską konwencję praw człowieka. No i uniemożliwia rozstrzygnięcie sprawy pokrzywdzonej Honoraty Kaczmarek.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    55 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':