- Tata mnie w to wciągnął - mówi o żużlu Dominika Czarnecka, 15-latka z Torunia. - Już jako dziecko zaczęłam się interesować wszystkim, co związane z wyścigami na torze: jazdą, wynikami, techniką, maszynami, nawet kosztami sprzętu.
Właśnie takich osób szuka toruński Unibax. Ale wśród chłopców.
- W Unibaksie dowiedziałam się, że nie ma szans na trening, że nawet nie mogę być przyjęta, bo nie będę w stanie trenować jak chłopacy. Wiem, że to bardzo drogi sport, ale jestem pewna, że gdyby dano mi szansę, nie zawiodłabym oczekiwań - mówi Dominika.
Żużel uważany jest za sport typowo męski. Tysiące kibiców oglądają w Polsce rywalizację na rozpędzonych maszynach, które trudno utrzymać na często nierównym torze. Zawsze tylko mężczyzn. Rola kobiet na torach ogranicza się jedynie do machania w skąpych strojach kolorowymi parasolami, dzięki którym zawodnicy wiedzą, na jakim torze się ustawić.
Sportowej rywalizacji kobiet zabraniały przepisy. Zmieniono je, gdy o swoje prawa w 2008 r. walczyła Kinga Wachowska. Pochodząca z Wielkopolski dziennikarka zaczęła nękać Polski Związek Motorowy, by zgodził się na jej treningi. - Były odmowy, odmowy, odmowy. I zasłanianie się regulaminem - wspomina Wachowska.
O równouprawnienie walczyła także
Partia Kobiet. - Panowie, świadomie czy nie, utrwalacie stereotypy, dzięki którym polscy mężczyźni muszą uchodzić za najbardziej zakompleksionych w Europie - pisała do PZMot szefowa partii Anna Kornacka. W końcu Główna Komisja Sportu Żużlowego się ugięła: zaakceptowała wspólne treningi z mężczyznami, zdobywanie przez kobiety licencji pozwalającej na starty w zawodach oraz udział w meczach.
Teoretycznie. Praktyka jest inna.
Dzwonię do toruńskiego Unibaksu, pytam, czy można zapisać nastolatkę do szkółki żużlowej. Kobieta, która odbiera klubowy numer telefonu, odpowiada: - Nie wiem, podam numer trenera.
A trener Jan Ząbik nie pozostawia złudzeń: - Były chętne, ale rezygnowały. Może i mogą potrenować, ale startować? Nie, bez szans. Nie ma sensu, żeby były jak maskotki w klubie, przecież nie wystartują w zawodach.
Ząbik dodaje, że "klubowy sprzęt lepiej przeznaczyć dla chłopców, bo rokują na przyszłość".
W Grudziądzu próbuję zapisać kobietę do szkółki I-ligowego GTŻ. W sekretariacie - podobnie jak w Toruniu - zdumienie.
- Co z tego, że kobieta może trenować żużel? - pyta trener GTŻ Robert Kempiński. - To bez znaczenia. Kobieta w szkółce się nie przyda. Kluby mają problemy finansowe, a na kaprysy nas nie stać. Sprzęt kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych, lepiej go dać chłopakom.
Trenerzy tłumaczą, że kobieta na żużlu sobie nie poradzi, ponieważ ręce ma słabsze niż mężczyzna. - Ale na crossie czy w rajdach enduro dobrze sobie radzą - odpowiada Wachowska.