http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zasłużone święto kobiet

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2011-03-10, ostatnia aktualizacja 2011-03-09 23:03

Dzień Kobiet to zaraz po Nowym Roku najbardziej lubiane dziś święto w Rosji - o wiele ważniejsze niż Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Cerkwi się to nie podoba, bo 8 marca to w zasadzie zawsze czas Wielkiego Postu, kiedy prawosławnemu nie wolno jeść nie tylko mięsa, ale i ryb czy mleka, nie mówiąc już o piciu alkoholu

Wacław Radziwinowicz
fot. Agencja Gazeta
Wacław Radziwinowicz
SERWISY
A tu - zgodnie ze zwyczajem wprowadzonym przez bolszewików - huczne obchody i pijaństwo. Przy tym najwięcej pije się nie w domu w samo święto, ale w ostatni dzień roboczy przed 8 marca, i to w pracy. Wtedy jest tak zwany krótki dzień, czyli w teorii pracę kończy się już o 13, a w praktyce nikt nawet nie myśli jej rozpoczynać. Panie od rana rozstawiają na biurkach czy w warsztatach mięsno-warzywną sałatkę, wędliny i inne zakazane przez poszczącą Cerkiew zakąski. Panowie obowiązkowo przynoszą goździki.

To święto i te kwiaty należą się Rosjankom. Bo kobietom w ich kraju nie żyje się słodko. Wystarczy spojrzeć na serwisy społecznościowe, na których Rosjanki przedstawiają synów i córki. Chłopcy na zdjęciach stoją zwykle w pozach niedbałych, z głową w dół i miną obrażonych książąt. A dziewczęta gładko przyczesane patrzą prosto w obiektyw - zgodnie ze starym przepisem na wzorową dziewczynę, która powinna być "ślicznotką, mądralą, sportsmenką i komsomołką" jednocześnie.

To nie znaczy, że wszystkie panienki w tym kraju są takie. Ale matki rozpieszczające synów chciałyby córki widzieć właśnie takimi, bo wiedzą, że szykują je do ciężkich życiowych przejść.

Mieszkam tuż obok szkoły. I codziennie rano widzę, jak matki odprowadzają dzieci na lekcje. Niosą ciężkie tornistry chłopców, dziewczynki tornistry taszczą same. Po południu na zajęcia sportowe pod szkołę przychodzi trzech chłopców z dwiema kobietami i dziewczynką. Oni zgarbieni z rękami w kieszeniach. One niosą ich kije hokejowe.

Niedawno w stołówce uniwersyteckiej w centrum Moskwy spotkałem kobietę z dwojgiem dzieci. Chłopiec na oko 11-letni rzucił kurtkę na stół i usiadł naburmuszony. Siostra, może o rok starsza, powiesiła ją, przyniosła mu jedzenie, siadła nad swoim talerzem i grzecznie jadła. On cały czas burczał na matkę.

Chłopiec rosyjski wie, że może grymasić, bo jest w swoim kraju towarem deficytowym, a więc cenionym. Mężczyzna, jak mówią statystycy, żyje tu o 13 lat krócej od kobiety. Milion młodych mężczyzn służy w armii. Kolejne 700 tys. jest poza zasięgiem dziewcząt, bo siedzi w więzieniach.

Do tego statystyczny mieszkaniec kraju co roku wypija 90 butelek wódki. Ile musi spożyć zdrowy młody mężczyzna, żeby wypełnić tę normę za siebie, niemowlęta, starców, chorych... Eksperci twierdzą, że minimum 250 gramów codziennie. A to znaczy, że kolejne miliony wypadają z obiegu.

Rosyjski chłopak czy młody mężczyzna może więc być pewny, że popyt na niego zawsze będzie i bez większego trudu znajdzie sobie taką, która go przygarnie, pozwoli mu grymasić, nakarmi. A dziewczyna musi się szykować do tego, że będzie sobie radzić sama. Dziś prawie połowę dzieci w Rosji wychowują porzucone przez partnerów samotne matki. W wielu moskiewskich przedszkolach nie obchodzi się już przypadającego 23 lutego Dnia Mężczyzny. Dzieci po prostu nie mają kogo zaprosić na to święto.

Los Rosjanek zaczęli jednak zmieniać emigranci. Mieszkanki Dalekiego Wschodu coraz częściej wychodzą za przybyszy z Chin, gdzie - odwrotnie niż w Rosji - jest deficyt kobiet. A Chińczycy piją znacznie mniej niż Rosjanie i potrafią troszczyć się o rodziny.

Symbolem ciężkiego losu samotnych kobiet jest - zwane jeszcze od czasów radzieckich "miastem narzeczonych" - centrum przemysłu tkackiego Iwanowo. Rosjanie wciąż są przekonani, że to oddalone o 300 km od Moskwy miejsce jest pełne gotowych na wszystko, wygłodzonych i łatwych dziewcząt. Mylą się, Iwanowo się zmienia. W ostatnich latach ciągną tam emigranci z Kaukazu i Azji Średniej, którzy żenią się z samotnymi tkaczkami. A one chętnie wychodzą za przybyszy, którzy mają te same zalety co Chińczycy - zgodnie z zasadami islamu nie piją i są przywiązani do rodzin. Iwanowo przestaje więc być "miastem narzeczonych", a staje się miastem coraz bardziej muzułmańskim.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    70 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':