W ubiegłym roku ministerstwo ogłosiło przetarg na dostawę 700 tys. szczepionek tężcowo-błoniczych, które powinni być podawane młodzieży w 14. i 19. roku życia. To obowiązkowa, darmowa szczepionka podawana u lekarzy rodzinnych i w gabinetach szkolnych. Przetarg prowadził zakład zamówień publicznych, jednostka działająca na zlecenie Ministerstwa Zdrowia. Dwoma najważniejszymi kryteriami przetargowymi były cena i brak w szczepionce związku rtęci, czyli tiomersalu.
- Związek rtęci używany do konserwowania szczepionek podejrzewano o wywoływanie autyzmu, choć stosowano go w absolutnie minimalnych dawkach, poniżej dopuszczalnej normy rtęci dla człowieka. Ale sam fakt, że to rtęć, która może szkodzić, spowodował wycofanie jej z prawie wszystkich szczepionek - wyjaśniał "Gazecie" dr Paweł Grzesiowski z Narodowego Instytutu Leków. - Związek między autyzmem a podaniem szczepionki nigdy nie został potwierdzony w badaniach naukowych - dodaje prof. Andrzej Zieliński, krajowy konsultant ds. epidemiologii.
Twórca ruchu antyszczepionkowego dr Andrew Wakefield przyczynił się do tego, że wielu rodziców bało się zaszczepić dziecko. Niedawno został przez Brytyjską Komisję Medyczną wykreślony z rejestru lekarzy, a jego twierdzenia uznano za nieetyczne, nieuczciwe i niegodne profesji, jaką wykonywał.
Krakowski Biomed spodziewał się wygranej w przetargu. - Nasz produkt dorównywał jakością konkurencji, a byliśmy najtańsi. Jedną dawkę oferowaliśmy za 1,55 zł - mówi Grzegorz Stefański, prezes firmy. Wygrała jednak firma Imed Poland z ceną 4,58 zł za sztukę. - Czyli trzy razy drożej, niż my. Zakup będzie kosztował ministerstwo półtora miliona złotych więcej - wylicza Stefański.
Biomed od ubiegłego roku odwoływał się od specyfikacji i wyniku przetargu, pisał do minister Ewy Kopacz listy z pytaniem, dlaczego kupuje drożej, choć mogłaby taniej. W odpowiedzi przeczytał, że wyjaśnień ma szukać u prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, bo to do niego należy rozstrzyganie sporów przetargowych. UZP jednak odesłał nas do resortu zdrowia. - Przetarg został rozstrzygnięty zgodnie z kryteriami oceny ofert. Przygotowując je, komisja przetargowa uwzględniła wnioski biegłych powołanych do udziału w jej pracach - odpowiada Piotr Olechno, rzecznik ministerstwa.
Firma, która wygrała, zadeklarowała, że jej produkt jest całkowicie wolny od związku rtęci. W tych proponowanych przez Biomed są jej śladowe ilości. - W przetargu zaproponowaliśmy szczepionkę wytworzoną w nowej technologii, której wdrożenie kosztowało firmę około miliona złotych. Teraz nasz produkt zawiera tak nikłe ilości tiomersalu, że zdaniem fachowców prawie go nie ma - twierdzi jednak Stefański. I pokazuje certyfikaty Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. "Szczepionka zawierająca śladowe ilości tiomersalu może być traktowana na równi ze szczepionką wolną od tiomersalu" - napisała prof. Bożena Bucholc z Państwowego Zakładu Higieny.
Biomed tłumaczy, że nie używa związku rtęci do konserwacji, a śladowe jego ilości pochodzą z wcześniejszych etapów produkcji. Według prawników Biomedu możliwości wyjaśniania, dlaczego firma przegrała, skończyły się. Dlatego o sprawie zawiadomili CBA.
- Przedstawiciele firmy zgłosili się do nas z wątpliwościami. Teraz nasi agenci analizują te informacje pod kątem sprawdzenia, czy doszło do naruszenia lub złamania prawa - informuje Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy CBA.
Marta Staniszewska, prezes Imed Poland, nie chciała się wypowiadać o sprawie.
Pełnomocniczka rządu ds. walki z korupcją
Julia Pitera mówi, że należy teraz czekać na ustalenia funkcjonariuszy: - Choć przyznaję, że to dziwna sytuacja, bo przecież wszystkie szczepionki zostały przez urząd rejestracji produktów leczniczych dopuszczone do sprzedaży w Polsce, a więc nieszkodliwe.
Przeczytaj także: Samorządy dobrze wydały pieniądze na szczepionki.