- Jest to przykra sprawa dla Kancelarii poprzedniej kadencji, bo tutaj gołym okiem widać, że w grę wchodzi podejrzenie nieuczciwości. Tzn. wykorzystania osobistej znajomości dla załatwienia sprawy, gdzie osobiste znajomości nie powinny w grę wchodzić. Ta sprawa jest tym bardziej przykra, że ona rzuca cień na bardzo prawego człowieka, jakim był pan profesor prezydent Kaczyński. Właśnie dla obrony pamięci prezydenta Kaczyńskiego w tej sprawie trzeba wszystko od początku do końca wyjaśnić - powiedział Nałęcz w Radiu Zet.
TVN24 podał w poniedziałek, że pod wnioskiem o ułaskawienie, którego dokonał prezydent Kaczyński podpisał się Piotr Kownacki, ówczesny szef jego kancelarii.
Sprawę opisał
dziennik "Polska" - Adam S., przedsiębiorca z Kwidzyna, z którym mąż Marty Kaczyńskiej Marcin Dubieniecki założył spółkę, został w "trybie nadzwyczajnym" ułaskawiony przez Kaczyńskiego. Ułaskawienie nastąpiło 9 czerwca 2009 r. Trzy tygodnie wcześniej S. założył spółkę z Dubienieckim. Jak poinformowała "Gazeta", prokurator generalny był przeciwny ułaskawieniu.
S. przez blisko osiem lat oszukiwał urząd skarbowy i Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Za podpisywanie się pod fikcyjnymi listami obecności wypłacał kilku niepełnosprawnym po 100-200 zł. W ten sposób poświadczał ich rzekomą pracę w jednej z jego firm w Kwidzynie. Wyłudził z PFRON ponad 120 tys. zł, a skarb państwa stracił co najmniej 30 tys. zł. W śledztwie i przed sądem interesy Adama S. reprezentował Marek Dubieniecki, ojciec Marcina.
***
Przeczytane: Łukasz Warzecha "Lech Kaczyński. Ostatni wywiad", Prószyński i S-ka, s. 123-124 Z wymiarem sprawiedliwości wiąże się jedna z najistotniejszych prerogatyw prezydenta, czyli prawo łaski. Jakie zasady jego stosowania Pan przyjął? Lech Kaczyński: Podczas mego urzędowania w Ministerstwie Sprawiedliwości dokonaliśmy gruntownej weryfikacji ułaskawień i odkryliśmy, że prawo łaski było przez prezydentów Wałęsę i Kwaśniewskiego wykorzystywane bardzo często, choć przez tego drugiego w nieco mniejszym zakresie.
Znana była sprawa Słowika, który został ułaskawiony, będąc znanym przestępcą. Chodziło zresztą o jakiś niewielki wyrok, niedotyczący głównej sfery działania tego pana. Trafiliśmy wtedy również na kilka innych nazwisk gangsterów, nie tak znanych. Na temat motywacji tych ułaskawień pojawiały się różne dziwne pogłoski, o których nie chcę tutaj mówić. Po sygnale z mojej strony
Aleksander Kwaśniewski gwałtownie ograniczył liczbę udzielanych ułaskawień.
Ja uznaję ułaskawienie za środek nadzwyczajny. Może być zastosowany, aby ulżyć komuś w sytuacji, gdy kara wydaje się istotnie nieadekwatna do winy. Dla przykładu, dla jednej osoby kara zakazu sprawowania jakiegoś rodzaju stanowisk nie jest w ogóle dolegliwa, bo on takich stanowisk nigdy nie sprawował, dla innego zaś będzie niezwykle uciążliwa.
Zgodnie z tymi zasadami ułaskawiam sprawców drobnych przestępstw, głównie poprzez wykreślenie ich z rejestru skazanych.
Podam panu przykład: nauczyciel w niewielkiej miejscowości - wiadomo, że w takich miejscach to jest zajęcie dające niezłą pozycję społeczną - został złapany, gdy prowadził
auto pod wpływem alkoholu. Miał we krwi 0,6 promila.
Zabrano mu prawo jazdy, a jako karany stracił pracę nauczyciela i poszedł pracować za znacznie mniejsze pieniądze do lokalnej administracji. Jego czyn był oczywiście godny potępienia, ale kara, jaką poniósł - gwałtowna degradacja społeczna - była nieadekwatna do przewinienia. Nie doszło tam przecież do żadnego wypadku, nikt nie poniósł najmniejszej szkody.
Widzę, że wczytuje się pan w prośby o łaskę. - W niektóre - tak. Inne odrzucam z góry: gwałty czy rozboje, niezależnie od sytuacji osobistej sprawców. Z reguły nie ułaskawiam też sprawców przestępstw przeciwko rodzinie. Zabójstwa biorę pod uwagę tylko w sytuacji przekroczenia granic obrony koniecznej. W takich wypadkach zdarzały mi się ułaskawienia, także w postaci zmniejszenia wymiaru kary, ale chodziło o kobiety, które w desperacji zamordowały swoich prześladowców, czy to byli mężowie, czy konkubenci.
Raz zdarzyło mi się ułaskawić osobę skazaną z handel narkotykami. Jednak wtedy chodziło o bardzo niewielką ilość narkotyku, a sprawcą była kobieta, która nie wywodziła się ze środowiska gangsterskiego, natomiast bardzo wiele w życiu wycierpiała, również dlatego, że była ofiarą bardzo ostrej, przewlekłej choroby. To był pojedynczy tego typu przypadek.