Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Sobota wieczór. Spotykamy się w warszawskim ratuszu. Akcja trzymana jest do ostatniej chwili w tajemnicy. Nie wiem, do jakich klubów pójdziemy. Już raz całe przedsięwzięcie trzeba było przekładać - ktoś w Paryżu rozmawiał o nim głośno w autobusie. Kluby się dowiedziały.
Założenie jest takie: w 15 miastach Europy - m.in. w Paryżu, Sztokholmie, Budapeszcie, Warszawie, Anvers, Bilbao, Belgradzie - do klubów nocnych idą podstawieni testerzy. W Warszawie wchodzą Afrykanie i Polacy. Ale w innych miastach są to też Arabowie, Romowie, Azjaci. Akcja wszędzie odbywa się w tym samym czasie.
W Polsce to nowość - To testy dyskryminacyjne - mówi Kinga Wysieńska z Instytutu Spraw Publicznych, który razem ze Stowarzyszeniem Interwencji Prawnej i Forum na Rzecz Różnorodności organizuje polski "klubing".
Kinga tłumaczy: - Nierówne traktowanie w dostępie do różnych sfer życia może wynikać z uprzedzeń. Ale trudno to udowodnić. Testy dyskryminacyjne są narzędziem pokazującym, że dane zachowanie to rzeczywiście dyskryminacja.
Testy są popularne w
USA, w Australii, w Europie Zachodniej. Prowokacjom poddawane są kluby, restauracje. Sprawdza się taksówkarzy, pracodawców, a nawet kierowców autobusów. Podstawieni klienci - np. para hetero i geje - próbują wynająć
mieszkania. W Polsce to nowość. W zeszłym roku Instytut Spraw Publicznych badał tak rynek pracy - rozesłano setki podobnych
CV podpisanych wymyślonymi nazwiskami - polskimi i obcobrzmiącymi. Wynik: Polaków na rozmowy zapraszano częściej.
W klubowym teście bierze udział 12 osób - po sześciu Afrykanów i Polaków. Są w podobnym wieku - od 25 do 35 lat. Muszą być też podobnie ubrani, tak by wejść do klubu nocnego z selekcją: niebieskie koszule, ciemny swetry, ciemne spodnie i odpowiednie buty.
Dobry wieczór, mogę wejść? W ratuszu spore zamieszanie - dwóch chłopaków ma nieodpowiednie koszule. Są zapasowe. Szybko przebierają się. Wcześniej były szkolenia. Wszyscy wiedzą, że do ochroniarza na bramce zwracają się: "Dobry wieczór, chcielibyśmy wejść". Najlepiej po polsku. Czekają na odpowiedź. Jeżeli pada "nie", to pytają dlaczego. Po wyjaśnieniach wychodzą.
Ktoś rzuca, że jak wchodzi się do klubu, to nie mówi się "dobry wieczór". Zostaje jednak pierwotna wersja.
Uczestnicy są już podzieleni: trzy grupy po dwie pary. Każda para ma wejść do dwóch modnych klubów. Plan jest taki: najpierw wchodzą Afrykanie, chwilę później Polacy. Udają, że się nie znają. W kieszeniach mają ukryte dyktafony.
- Jak każdy student lubię chodzić na imprezy - opowiada tuż przed wyjściem w miasto jeden z Afrykanów. Studiuje w warszawskiej prywatnej uczelni Collegium Civitas, w Polsce mieszka od 2009 roku. Wie, że o wynikach testu będzie głośno. Prosi, by nie podawać jego nazwiska - tak jak wszyscy inni afrykańscy testerzy. - Często zdarza się, że mnie nie wpuszczają do klubów - mówi student. - I nie chodzi tu o strój, bo jak idę do klubu, to jestem dobrze ubrany. Chodzi o mój kolor skóry. Kiedy pytam, dlaczego nie mogę wejść, najczęściej słyszę: "nie, bo nie".
Bierze udział w teście dyskryminacyjnym, bo chce, by coś się zmieniło. I ma nadzieję, że jak media nagłośnią problem, to coś się zmieni.
Dziś imprezy nie ma Wyruszamy przed 23. Nasza grupa ma w planie Enklawę i ZOO. Są na Mazowieckiej - to zagłębie najmodniejszych nocnych klubów Warszawy. Na ulicy tłum młodych ludzi, mnóstwo taksówek. Co chwila ktoś w z nich wysiada. Przed klubami stoją małe kolejki. Do Enklawy wchodzą Afrykanie. I zaraz wychodzą. Nie udało się. - Usłyszeliśmy, że dziś nie ma imprezy - mówią. Polakom jednak się udaje. Po wyjściu zastanawiają się: - Może Afrykanie trafili na zły moment, że akurat nie wpuszczali. Bo przed nami też nie wpuścili grupy Polaków, a byli lepiej ubrani od nas.
Jeden z nich mówi: - Nie wierzę, że Afrykanów nie wpuszcza się ze względu na kolor skóry. Większe problemy moją pewnie Czeczeni, bo są uważani za agresywnych. Może Afrykanie wyglądali na starszych i dlatego ich nie wpuścili.
Do ZOO bez problemów wchodzą jedni i drudzy. Obok jest Mono Bar. Na szybko postanawiamy, że tam też spróbujemy. Afrykanie nie weszli: - Powiedzieli nam, że dziś wejście tylko na zaproszenie - mówią. Idą Polacy. Wchodzą bez zaproszeń. - Nikt nas nie zatrzymywał, nie pytał o żadne zaproszenia - relacjonują po chwili.
Afrykanin, student Uniwersytetu Warszawskiego z Gambii: - To upokarzające. Zobacz, tu nie chodzi u ubranie, bo jesteśmy ubrani podobnie. Rozmawiam z innymi kolegami z Afryki. Wielu z nas to się zdarza. I nic nie możemy zrobić.
Próbujemy jeszcze w Nine Club. Afrykanie nie mają problemów, jeden z nich może nawet przed kupnem biletów wejść do środka i rozejrzeć się.