- Rodzice nie żyją, wychowuje mnie babcia. W szkole orłem nie byłem, poszedłem do zawodówki. Liczyłem, że w warsztacie samochodowym nauczę się zawodu. Podziękowali mi jednak, bo okazało się, że ministerstwo nie wyda na mnie pieniędzy - zadzwonił do redakcji 17-latek spod Łomży. Chodzi o ok. 150 zł miesięcznie plus składki na
ZUS.
Od kilku lat w szkołach zawodowych nie ma warsztatów, uczniowie sami lub za pośrednictwem Ochotniczych Hufców Pracy szukali miejsc, gdzie mogliby się uczyć zawodu.
Wojewódzkie Komendy OHP przyjmowały wnioski o refundację kosztów zatrudnienia, a Komenda Główna OHP przelewała na konto pracodawców pieniądze z Funduszu Pracy. Dzięki temu młodzież mogła się uczyć w zakładach fryzjerskich, piekarniach, restauracjach, warsztatach samochodowych itd.
We wrześniu 2010 r. szefowie firm znowu zatrudnili młodzież i złożyli wnioski do OHP. Ale Komenda Główna do dziś ich nie podpisała.
- Zatrudniliśmy młodzież, wypłacamy wynagrodzenia. Straciłem już ponad 10 tys. zł - narzeka Roman Smyt ze Stowarzyszenia Wspierania Edukacji i Rynku Pracy w Łomży, w którym m.in. kilkadziesiąt osób uczy się fryzjerstwa. - Jeśli ich zwolnię, zostaną na lodzie. W szkole nauczą się teorii. Zawód będą mieli, dopiero gdy zdadzą egzamin np. w Izbie Rzemieślniczej. Ale warunkiem jest praktyka zawodowa. I koło się zamyka. Na razie nie zwalniam, czekam, co dalej.
Inni pracodawcy mówią dosadniej. - Postanowiłem pomóc, a zostałem przez państwo oszukany! - mówi właściciel warsztatu spod Białegostoku. - Do opieki nad młodymi zatrudniłem pracownika. Regularnie wypłacałem uczniom pieniądze i opłacałem ZUS. Straciłem kilka tysięcy złotych. Zdecydowałem się ich zwolnić.
Takich firm w województwie są setki, co potwierdzają pracownicy OHP, którzy codziennie odbierają telefony od oburzonych pracodawców.
- Nie jesteśmy adresatem tego niezadowolenia - mówi Anna Szymańska, rzeczniczka Komendy Głównej OHP w Warszawie. - Ministerstwo na refundację pracy młodzieży w 2010 r. przyznało 230 mln zł, a w 2011 r. tylko 170 mln zł. Komendant główny uznał, że ta kwota pozwoli tylko na realizację umów zawartych w latach 2008, 2009 i na początku 2010 r.
Podlaska komenda na refundację kosztów nauki zawodu w 2010 r. otrzymała 5,5 mln zł, a w 2011 r. - 3 mln zł. Na biurkach w podlaskim OHP leży 440 niezawartych umów z pracodawcami, którzy mogliby przeszkolić 1150 uczniów. Większość, nie czekając na refundację kosztów, zatrudniła młodzież, a teraz zwalnia.
Na nasze pytania Ministerstwo Pracy odpowiedziało: "Decyzje o zawieraniu nowych umów o refundację wynagrodzeń młodocianych pracowników (...) są podejmowane przez Komendanta Głównego OHP w ramach kwoty, która zabezpieczona jest na ten cel w planie finansowym. Departament Funduszy Ministerstwa nie ma informacji o braku środków na kontynuację umów zawartych przez OHP w poprzednich latach".
Jerzy Miszczak, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej w Warszawie, prezes Izby Rzemieślniczej w Lublinie: - Absurd sytuacji polega na tym, że Fundusz Pracy tworzą sami przedsiębiorcy. Teraz resort uniemożliwia wydanie ich na szkolenia uczniów. W całej Polsce problem może dotyczyć ok. 50 tys. osób. Gdybym chciał być złośliwy, to powiedziałbym, że cięcia w kwocie na refundację kosztów nauki młodym ludziom to celowe działanie ministerstwa, by pozbyć się uczniów z kraju. Niemieckie firmy są zainteresowane polskimi uczniami w rzemiośle. Za pierwszy rok nauki oferują im 500 euro miesięcznie, za drugi - 750, a za trzeci - 1500. Gwarantują im także nocleg, wyżywienie, naukę języka i pracę po ukończeniu nauki.