Fotografik Krzysztof Jarczewski ma dość akceptacji dla maltretowania koni w czasie największych w Polsce targów w Skaryszewie. Zaprasza kolegów z branży, którzy udokumentują ciemne strony jarmarku
Wstępy, czyli Skaryszewski Jarmark Koński, którego początki wiążą się z przywilejem targowym nadanym przez króla Władysława IV w 1633 roku, odbywają się co roku w pierwszy poniedziałek i wtorek Wielkiego Postu. W tym roku wypadną 14 i 15 marca. To nie tylko targi i impreza folkowa, ale i miejsce, gdzie cierpią zwierzęta skupowane na rzeź, m.in. do Włoch i Francji.
Fotografik Krzysztof Jarczewski zaprasza pod Radom wszystkich fotografów, których obecność może pomóc powstrzymać maltretowanie koni. Ich działanie będzie realizowane w porozumieniu z fundacją Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt VIVA! i Stowarzyszeniem na rzecz Nowych Metod Komunikacji i Pracy z Końmi oraz Treningu Koni "Okiem Konia". Na terenie targu będzie znajdował się punkt informacyjny dla fotografów, w którym należy się zarejestrować. Każdy uczestnik akcji powinien przesłać na ręce jej organizatorów pięć wykonanych przez siebie zdjęć z targu.
Dorota Wodecka: Pana wzrusza to, że konie idą na rzeź?
Krzysztof Jarczewski: Wzrusza, ale nie jest moim celem walka z wiatrakami. Nie oszukujmy się, jak świat światem ludzie jedzą i będą jedli mięso. Kto co je, to jego sprawa, a ja nie zamierzam nikogo pouczać. Ale przejmuje mnie gehenna ostatnich dni życia koni. Byłem w Skaryszewie kilka razy. Krew się we mnie gotowała, gdy widziałem, w jakim stanie te zwierzęta przyjeżdżają, kto i jak ich dogląda, i w końcu, w jakich warunkach wyjeżdżają z Polski na ubój.
Widział pan, jak umazane gnojem konie wciągane do tirów łamią nogi?
- Widziałem, jak są okładane drągami, by weszły do tych tirów. Albo jak od uderzeń batem pęka im skóra. Te baty są wręcz narzędziami tortur. To nie rzemienie na drewnianym trzonku, tylko metalowe poskręcane pręty, za które łapie mały facet o czerwonym pysku i wali nieposłusznego, bo przerażonego konia, by pokazać, kto tu rządzi. Nie mówię, że wszyscy sprzedawcy koni na rzeź są pijani, ale wielu podpitych jest na pewno. I znęcają się przy powszechnej znieczulicy.
Może ludzie boją się interweniować w obawie, że zostaną zelżeni?
- Przede wszystkim ludzie się tam nie zapuszczają. Najczęściej oglądają stragany wzdłuż głównego deptaka. Patrzą z daleka na ładne koniki, ale jak ktoś już bliżej podejdzie, to może być przerażony dantejskimi scenami, jakie się tam rozgrywają. I pewnie ucieka, żeby jak najszybciej zapomnieć o tym, co widział.
Kiedyś przy mnie zareagowały dwie kobiety. Powiedziały facetowi, by przestał bić konia. Ale to marginalne. Jak mężczyzna zwraca na takie zachowanie uwagę, to właściciel konia najczęściej podnosi głos, woła swoich kolesiów i jest gotów do rękoczynów. Zdarzały się.
Pan tam ściąga fotografów, co pewnie spotka się z agresją ze strony niektórych sprzedawców.
- Jestem tego świadom, dlatego każdy z fotografów musi podjąć decyzję o przyjeździe do Skaryszewa odpowiedzialnie. To apel do tych, którzy chcą pomóc zwierzętom i dołożyć swoją małą cegiełkę do ich godnego traktowania. Wiem, że to słowo dość wyświechtane, ale tak naprawdę o godność tych zwierząt chodzi i o naszą. Tradycja obcowania z końmi zniknęła, odkąd stały się one dostępnym towarem. Niestety, towarem. Mój dziadek miał konia, odwiedzałem go w każde wakacje. To zwierzę było żywicielem i członkiem rodziny. To ono najpierw dostawało jeść, dopiero potem dziadek brał się za siebie. Dziś rodzice kupują dzieciom jednego konia, potem drugiego, szastają pieniędzmi, nie myśląc o tym, by uczyć dzieciaka pracy ze zwierzęciem. Przywiązania do niego. To samo dotyczy psów i kotów, ale ja chcę się zająć końmi.
A co może fotograf?
- Niewiele. Ale może zawstydzić. Nie chcę tych ludzi piętnować, ale mam nadzieję, że po pierwsze, przed obiektywem poczują jakiś respekt i nie będą zachowywać się tak barbarzyńsko. Opamiętają się. Tym bardziej że gdyby do takich scen doszło, będziemy mieli dokumentację fotograficzną, którą mogą wykorzystać organy ścigania. Bo znęcanie się nad zwierzęciem jest przestępstwem. Nie chcę koncentrować się tylko na Wstępach w Skaryszewie. Zamierzamy fotografować również inne targi końskie, a z dobrych zdjęć zorganizować pokazywaną w Polsce wystawę. Wierzę, że dzięki niej znęcanie się nad zwierzętami przestanie w końcu być akceptowalną społecznie normą.