Będzie to czwarta i ostatnia runda ekshumacji w lasku w Bykowni, gdzie spoczywają ukraińskie i polskie ofiary represji stalinowskich. Przeprowadzą ją polscy archeolodzy pod kierunkiem prof. Andrzeja Koli z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. - To zależy od pogody, ale prace mają trwać od 10 kwietnia do czerwca - mówi "Gazecie" Andrzej Kunert, szef Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Bykownia jest miejscem, gdzie od lat 30. XX wieku chowano ofiary NKWD zakatowane w stolicy Ukrainy. Zdaniem ukraińskich historyków może tam być pogrzebanych od kilkudziesięciu do ponad 100 tys. ofiar stalinizmu różnych narodowości. Wiosną 1940 r. w Bykowni pochowano także do 3,5 tys. polskich oficerów z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej przewiezionych do Kijowa z więzień zachodniej Ukrainy.
Kilka lat temu podczas pierwszych ekshumacji w Bykowni odkopano polskie orzełki, guziki, monety, strzępki mundurów, przedmioty osobiste i kości. Przynajmniej niektóre należały do oficerów, których nazwiska widniały na liście katyńskiej.
W znanych nam miejscach kaźni polskich oficerów w ramach zbrodni katyńskiej - Katyniu, Miednoje i Charkowie - jest pochowanych 15 z 22 tys. oficerów zamordowanych na rozkaz Stalina i innych członków Biura Politycznego. Ok. 3,5 tys. leży prawdopodobnie w Bykowni, zaś ostatnia część być może na Białorusi (miejsce ich kaźni oraz pochówku nie jest znane do dziś, a władze w Mińsku nie chcą współpracować).
- Ekipa prof. Koli ma ostatecznie opisać polskie mogiły w Bykowni. W 80-90 proc. praca jest zrobiona, dlatego nie spodziewamy wielkich niespodzianek - mówi Andrzej Kunert.
Od kilku lat trwają starania, by w Bykowni otwarto tzw. czwarty cmentarz katyński. We wrześniu zgodę na to zadeklarował ukraiński premier Mykoła Azarow podczas spotkania z prezydentem Bronisławem Komorowskim w Charkowie. Podczas niedawnej wizyty w Warszawie prezydenta Wiktora Janukowycza Ukraińcy potwierdzili, że są gotowi do współpracy w sprawie upamiętnienia ofiar stalinizmu w Bykowni. - Już po tym spotkaniu byliśmy z wizytą w Kijowie dla omówienia szczegółów dalszych prac. Klimat współpracy jest bardzo dobry - mówi Kunert. Potwierdził to w zeszły piątek w Warszawie ukraiński szef
MSZ Kostiantyn Hryszczenko.
Po zakończeniu pracy przez archeologów rozpocznie się konkurs na projekt cmentarza w Bykowni. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa chce go rozstrzygnąć w miesiąc. Budowa może rozpocząć się jeszcze w sierpniu. Podobnie jak inne cmentarze katyńskie będzie się składał z części miejscowej (ukraińskiej) i polskiej.
- Mamy świadomość, że dysproporcja w liczbie ofiar pomiędzy częścią polską a ukraińską jest w tym przypadku ogromna. Będziemy pracować w najbliższej współpracy z gospodarzami. To będzie wspólny pomnik. Polska część na pewno nie przyćmi ukraińskiej - mówi Kunert.
Lasek w Bykowni leży tuż za granicami Kijowa. Do wczesnych lat 50. był to teren zamknięty przez stalinowskie służby specjalne. Potem stał się miejscem spacerów. W latach 60. i 70. władze komunistyczne chciały zbudować tam wielki dworzec autobusowy, by na zawsze zatrzeć ślady zbrodni. Ludzie rozkopywali jednak dawne mogiły, znajdowali kości i przedmioty osobiste po zamordowanych. Dziś masowe groby w Bykowni upamiętnia krzyż, a na drzewach ludzie wieszają zdjęcia zamordowanych bliskich z haftowanymi ukraińskimi ręcznikami. Po lesie chodzi się jak po sanktuarium.