Dziękując rodzinie i współpracownikom, Polański przypomniał, że kończył film w więzieniu (ostatnie wskazówki montażowe przekazywał z aresztu w Szwajcarii, gdzie trafił na wniosek Amerykanów, którzy ciągle chcą go sądzić za gwałt na nieletniej w 1977 r.). Publiczność zebrana w piątkowy wieczór w paryskim teatrze Châtelet nagrodziła Polańskiego owacją na stojąco. "Autor widmo" dostał też Cezary za montaż Hervé de Luze'a, muzykę Alexandre'a Desplat i scenariusz stanowiący adaptację książki Roberta Harrisa.
Największe niespodzianki zdarzyły się w kategoriach aktorskich. 24-letnia Sara Forestier, która w "Le nom des gens" Michela Leclerca przekabaca swych przeciwników politycznych, idąc z nimi do łóżka, pobiła faworyzowaną Catherine Deneuve, czyli żonę przejmującą władzę w fabryce kierowanej dotąd przez męża w "Potiche: żona doskonała" François Ozona. Forestier mówiła na scenie, że to "nierzeczywiste" i że nie przygotowała wcześniej żadnej przemowy, za to założyła majteczki, które przynoszą jej szczęście. Nie chciała ich jednak pokazać. Natomiast Eric Elmosnino grający tytułowego bohatera "Gainsbourga" Joanna Sfara (reżyser odebrał nagrodę za debiut, mówiąc, że ma już dość zadawanego mu wciąż pytania, czy ten film podobałby się Gainsbourgowi) pozbawił statuetki nominowanego po raz szósty w karierze Lamberta Wilsona, czyli opata klasztoru w "Ludziach Boga". Poza Cezarem dla filmu roku "Ludzie Boga" musieli się zadowolić nagrodą za zdjęcia i drugoplanową rolę Michaela Lonsdale'a jako zakonnego lekarza.
Ten wieczór Cezarów był amerykański. Mówiąca po francusku Jodie Foster pełniła obowiązki mistrzyni ceremonii. Przyznała, że urodziła się w 1962 r., a był to dobry rocznik, bo we Francji powstały wtedy filmy "Jules i Jim", "Cléo od 5 do 7" i "Cartouche zbójca". Cezara honorowego dostał Quentin Tarantino (druga owacja na stojąco). Prowadzący galę Antoine de Caunes wyjaśnił mu, że w przeciwieństwie do telewizji amerykańskiej we francuskiej można używać słowa "fuck", po czym robił to na różne sposoby. Dodał, że "fuck" jest podobne do francuskiego słowa "foka". W tym momencie na scenę wprowadzono fokę, De Caunes nakarmił ją rybą, stwierdził, że ma na imię Uma i że po ceremonii zostanie odesłana do pokoju Tarantino. Nieco później na rozbawionego Tarantino rzuciły się (z siadaniem na kolana włącznie) panie lekkich obyczajów występujące w filmie Mathieu Amalrica "Tournée".
Za najlepszy francuski dokument 2010 r. 3287 członków francuskiej Akademii Filmowej uznało "Oceany" Jacques'a Perrina i Jacques'a Cluzauda kręcone przez cztery i pół roku na wszystkich oceanach świata. Wśród animacji triumfował "Iluzjonista" Sylvaina Chometa według scenariusza Jacques'a Tati, a wśród filmów zagranicznych "The Social Network" Davida Finchera. Francuzi są zadowoleni ze swego kina - w zeszłym roku miało rekordową frekwencję 206 mln widzów.
Źródło: Gazeta Wyborcza