http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dane ofiar pilnie kupię

Maciej Stańczyk, Piotr Wesołowski, Łódź
2011-02-25, ostatnia aktualizacja 2011-02-25 13:23

wypadek samochodowy
wypadek samochodowy
Fot. AG

Rodziny ofiar wypadków są nachodzone przez przedstawicieli firm odszkodowawczych, którzy kupują dane od pracowników służby zdrowia. Stawka to 200 zł "od sztuki" i procent od odszkodowania

ZOBACZ TAKŻE
We wtorek w łódzkim wydaniu „Gazety” opisaliśmy historie dwojga nastolatków rannych w wypadkach: •  14-letniego Piotra w Łodzi samochód potrącił na pasach. Chłopak spędził kilka dni w szpitalu. Gdy wrócił do domu, odwiedził go pracownik firmy Mediator. Obiecywał, że za 20 proc. prowizji wywalczy wysokie odszkodowanie; •  17-letnia Dorota została przewieziona do szpitala w Radomsku po tym, gdy potrącił ją pijany kierowca. Miała złamaną rękę i uraz kręgosłupa. Gdy matka przyszła zabrać ją do domu, przy łóżku siedział przedstawiciel firmy Marshal. Oferta? Tak jak u Piotra.

Skąd przedstawiciele firm mieli informacje o wypadkach i adresy ofiar? Dorota Golińska, współwłaścicielka Mediatora: - Ciężko mi powiedzieć. Mamy wielu przedstawicieli. Zdarza się, że nasi klienci mówią, że ktoś z ich znajomych miał wypadek.

- A może ktoś z policji lub pogotowia podaje wam dane ofiar wypadków?

- To tworzenie mitów.

Maciej Kwiecień, dyrektor Marshala: - My nie kupujemy informacji o wypadkach. Ale wiem, że niektóre firmy tak robią. Że konkurencja płaci policji lub pogotowiu 100 zł za informację o wypadku.

Sieć zastawiają w sieci

Po naszej publikacji z redakcją skontaktowało się kilkanaście osób, które również były nękane przez pracowników firm pośredniczących w dochodzeniu odszkodowań. Nie tylko z Łodzi. Ich historie były niemal identyczne do opisanych przez nas. Padały nazwy innych pośredników.

Sprawdziliśmy - "łowienie" ofiar wypadków i informatorów dostarczających ich dane kwitnie w internecie. W portalu NK (wcześniej Nasza-klasa), na forach branżowych, w ogłoszeniach o pracę.

Dostaliśmy zapis rozmowy, którą prowadziła na GG z potencjalnym informatorem osoba przedstawiająca się jako pracownik Europejskiego Centrum Odszkodowań: "Nasza firma dociera do ludzi poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Zależy nam, by dotrzeć do nich jak najszybciej. Dlatego współpracujemy z ludźmi ze szpitali i innych instytucji, które mają bezpośredni kontakt z takimi osobami. Do Pana należałoby dostarczenie danych osoby poszkodowanej (...). Nie spotykamy się z nikim, nikt nie dzwoni, jedyna forma komunikacji to e-mail i GG, gdyż zdajemy sobie sprawę, że dane, które nam państwo przekazujecie, są danymi personalnymi (...). Po 3 miesiącach współpracy za podpisane zgłoszenie - stawka 55 zł, po 6 miesiącach - 60, po 9 - 65, po roku - 100 zł".

Pewnie to jakieś wykroczenie

Damian Kuraś, rzecznik ECO, zaprzecza, że firma kupuje dane od pracowników służb medycznych: - Mamy wewnętrzny regulamin, który zabrania pozyskiwania klientów w ten sposób.

Zdecydowaliśmy się odpowiedzieć na jedno z ogłoszeń o pracę. Znaleźliśmy je w serwisie Gumtree. "Kancelaria prawna poszukuje do współpracy pielęgniarek, rehabilitantów, ratowników medycznych, studentów medycyny, listonoszy, taksówkarzy, blacharzy, wszystkich, którzy mają styczność z poszkodowanymi w wypadkach komunikacyjnych, w rolnictwie itp. Pełna dyskrecja!!!".

Zadzwoniliśmy pod podany numer. Dziennikarz "Gazety" przedstawił się jako ratownik łódzkiego pogotowia. Grzegorz Kawałek z firmy Omega był w domu już po dwóch godzinach.

- Pana rola to dostarczanie informacji o wypadkach - zaczął Kawałek.

- Czy to przestępstwo? Czy za to mogę stracić pracę?

- Pewnie jest to jakieś wykroczenie przeciwko wewnętrznemu regulaminowi. Nas interesuje imię i numer telefonu. Wtedy nie łamiemy ustawy o ochronie danych osobowych. Większość ludzi wie, że ta ustawa istnieje, ale jej nie czytało. A gdy klienci pytają, skąd mam ich adres, zawsze milczę jak grób - uspokajał.

- Ile dostanę za informację o ofierze wypadku? - dopytuję.

Kawałek: - Zaliczka 200 zł. Plus dwa procent całego odszkodowania. Od złamanej nogi to około 400 zł. Gdy wypadki są poważniejsze, to i odszkodowanie większe. Np. jeżeli ktoś zmarł w wyniku wypadku, odszkodowania przekraczają 100 tys. zł. Dwa procent z tego to dwa tysiące złotych!

Na koniec zachęcał, by zbudować własną siatkę informatorów. - Ma pan na tyle dużą pulę pieniędzy dla siebie, że może pan kogoś zwerbować. Oprócz ratowników medycznych dobre źródła informacji to radiolodzy. Świetne są także izby przyjęć, gipsiarze, pielęgniarki, szpitale, gdzie są oddziały ratunkowe. Dalej lekarze pogotowia, oni - wbrew pozorom - nie zarabiają dużo. Jeszcze ortopedzi, chirurdzy, neurolodzy. Gdyby pan się zdecydował kogoś zwerbować proszę dać mi znać. Będę czekał na telefon.

Wszystkie chwyty dozwolone?

Czy to norma, że pracownicy firmy Omega proponują pracownikom pogotowia pieniądze za adresy ofiar? Jarosław Pamasiuk, właściciel sieci, zapewnia, że nie: - Na temat kupowania danych od pracowników pogotowia nic mi nie wiadomo. Szkolimy naszych pracowników z ustawy o ochronie danych osobowych. Wszystko musi odbywać się zgodnie z prawem.

- Takie firmy za nic mają etykę. Nie przestrzegają żadnych zasad. Widać, że dopuszczenie do świadczenia usług prawniczych nie tylko adwokatów sprawiło, że na rynku wszystkie chwyty są już dozwolone - komentuje znany łódzki adwokat Jerzy Szczepaniak.

Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury: - Instytucje administrujące danymi są zobowiązane do ich ochrony. Ujawnianie ich nieuprawnionym osobom jest przestępstwem za które grozi kara pozbawienia wolności nawet do lat dwóch. Osoby, które miały do czynienia ze "sprzedażą" danych osobowych, powinny zgłosić się na policję lub do prokuratury. To pozwoli nam na wyjaśnienie sprawy.

Komentarz: Łowcy nieszczęść wciąż łowią

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':