Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Janusz Śniadek rządził "Solidarnością" przez osiem lat. W październiku przegrał wybory na przewodniczącego związku i od tego czasu jest starszym specjalistą w biurze Komisji Krajowej w Gdańsku. Służbową limuzynę zamienił na podmiejską kolejkę. Gabinet z sekretariatem na pokoik piętro wyżej. W związku zajmuje się "sprawami gospodarczymi". Publicznie występuje rzadko.
- Nie ukrywam, że od pewnego czasu szukam dla siebie miejsca, aby właściwie wykorzystać wiedzę i doświadczenie - mówi "Gazecie" Śniadek.
Nowy szef "S" Piotr Duda dał poprzednikowi posadę, ale postawił warunki: żadnej krytyki i wtrącania w kierowanie związkiem. Pod kierownictwem Dudy o "S" nie mówi się już - jak za Śniadka - że to przybudówka
PiS. Symbolem zmiany jest choćby współpraca Dudy z Lechem Wałęsą.
Nie oznacza to, że Śniadek popiera nowe porządki i godzi się na marginalizację. Zostali mu sojusznicy - szefowie regionu gdańskiego "S", którzy nadal sympatyzują z PiS, organizują konferencje historyczne z
IPN, wręczają odznaczenia Marcie Kaczyńskiej.
- Bardzo poważnie rozważam kandydowanie do parlamentu z listy PiS - przyznaje Janusz Śniadek. - O szczegółach nie chciałbym mówić. Mam świadomość, że po objęciu mandatu musiałbym zrezygnować z członkostwa w Komisji Krajowej. Brakuje nam posłów, który reprezentowaliby solidarnościowe spojrzenie na politykę społeczną.
- Wystartuje na pewno. Przyjął propozycję Kaczyńskiego - mówi nam jeden z pomorskich polityków PiS. - Szczegółów nie ogłasza, bo jego kandydatura istotnie wpływa na sytuację wyborczą innych naszych działaczy.
W okręgu gdańskim listę PiS ma otwierać b. szefowa
MSZ Anna Fotyga, w gdyńsko-słupskim Maciej Łopiński (minister w kancelarii Lecha Kaczyńskiego) lub posłanka Jolanta Szczypińska. Śniadek może być drugi lub trzeci na gdyńsko-słupskiej liście. Nie można jednak wykluczyć startu z Gdańska, gdzie PiS mocno osłabł - do Parlamentu Europejskiego odeszli Jacek Kurski i Tadeusz Cymański.
"S" pod wodzą Śniadka wielokrotnie popierała PiS w kampaniach wyborczych. Jarosław Kaczyński występował ze Śniadkiem na wiecach, a ten gościł na kongresach partii.
- Jako przewodniczący angażował się w PiS osobiście i programowo. To nasiliło się jeszcze po śmierci Lecha Kaczyńskiego - ocenia Marian Krzaklewski, szef "S" w latach 1991-2002. - Miał z nim bliskie relacje, więc ja tu widzę ciągłość wyboru politycznego.
- Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i Ojczyźnie podnieśliśmy głowy. Zróbmy wszystko, aby rozpalony w sercach i umysłach płomień nie wygasł - przemawiał Śniadek na Wawelu na pogrzebie prezydenta. W rozmowie z "Gazetą" dodawał: - Poczułem, że po katastrofie smoleńskiej muszę stanąć w pierwszym szeregu i walczyć o Polskę, nie będzie zmiłuj się.
I walczył. Osobiście zbierał podpisy poparcia dla prezesa PiS i krytykował jego rywala Bronisława Komorowskiego. Wbrew faktom podkreślał, że związek nie udzielił poparcia żadnej partii politycznej.
- To dobry pomysł, by Janusz pracował w parlamencie. Jego start nie wywoła w związku takich napięć, jak moje kandydowanie do Parlamentu Europejskiego dwa lata temu, bo wtedy szedłem z listy PO, a związek rozmawiał o moim starcie z PiS - mówi Krzaklewski.
Piotr Duda: - W wyborach na poparcie "S" mogą liczyć nie partie, ale konkretni kandydaci, którym kwestie pracownicze i ideały NSZZ "Solidarność" są bliskie. A Janusz Śniadek na pewno jest takim kandydatem.
- To mocne nazwisko, ale jedynie dla elektoratu PiS - uważa Agnieszka Pomaska, szefowa PO w Gdańsku. - Dla naszych wyborców może to być dodatkowy argument mobilizujący do udziału w głosowaniu. Śniadek uwikłał "S" w politykę i teraz mamy potwierdzenie jego współpracy z PiS.
- Nie wróżę mu sukcesu, bo jedno mówił, a co innego robił, gdy zapewniał o apolityczności związku - mówi
Lech Wałęsa. - Chyba że dostanie pierwsze miejsce na liście, to wtedy go może ludzie wybiorą.