Po dziesięciu latach od polskiej premiery słynny komiks "Maus" Arta Spiegelmana ukazał się jako zbiorcze wydanie w twardej okładce. Przez te dziesięć lat zdążyliśmy się oswoić z dwiema rzeczami, które w 2001 r. były skandalem: że komiks może traktować o sprawach poważnych i że Polacy podczas Holocaustu nie byli tylko bezradnymi obserwatorami, jak to zdążyliśmy sobie sami wmówić przez poprzednie półwiecze.
Szok pierwszy przeszedł nam bardzo szybko. Ci sami, którzy w 2001 r. sarkali na komiks o Holocauście, potem śpiewali peany na chwałę komiksów o Powstaniu Warszawskim.
Z szokiem drugim oswajamy się nieco wolniej, ale jeśli spojrzeć na to, jak daleko zaszliśmy w naszej publicznej debacie po ujawnieniu sprawy Jedwabnego (zbiegło się to z publikacją "Mausa"), postęp jest widoczny. Kiedy w latach 90. czytałem Spiegelmana po angielsku, scena linczu przeprowadzonego przez Polaków na ocalałym z Holocaustu, który w 1945 r. wraca do Sosnowca i próbuje odzyskać swój przedwojenny majątek, wydała mi się projekcją lęku tych, którzy nie chcieli wracać do kraju, z którego wzięli tyle złych wspomnień. Po tym wszystkim, co od 2001 r. na ten temat przeczytałem, obawiam się, że to realizm, a nie projekcja.
Zbiorczą edycję czytałem dziś, próbując sobie przypomnieć atmosferę tamtego skandalu. Byliśmy wtedy bardzo oburzeni graficzną metaforą zastosowaną przez Spiegelmana do opowieści o tym, jak jego ojciec Władek przeżył Holocaust. Ukrywających się Żydów pokazał jako antropomorficzne myszy, tropiących ich Niemców - jako koty, Polaków - jako świnie, zaś Amerykanów - jako psy.
Znów debata płynęła więc pod hasłem: "Słoń a sprawa polska", choć tym razem chodziło o innego ssaka. Zamiast czytać komiks, debatowaliśmy, czy Spiegelman chciał nas obrazić.
A przecież świńska metafora jest bardzo celna. Z punktu widzenia gospodarza różnica między myszą a świnią to różnica tylko między zwierzęciem, które chcesz zabić od razu, a zwierzęciem, które czeka na egzekucję w późniejszym terminie.
Świnie i myszy traktowane są tu przez koty inaczej, ale przecież lądują za tymi samymi drutami, odziane w jednakowe pasiaki. Jednym i drugim koty dają kij do poganiania współwięźniów, ale uprzedzenia wobec Polaków, które w tym komiksie wyczytali prawicowi publicyści, to wyłącznie projekcja urojeń z ich włochatej podświadomości.
Załóżmy zresztą, że Spiegelman użyłby odwrotnej metafory: Amerykanie byliby w jego komiksie świniami, Polacy - psami. Reakcje byłyby przecież równie histeryczne. Potrafię sobie wyobrazić, co pisaliby prawicowi publicyści: "Spiegelman wierny tradycji Goebbelsa rysuje polskie psy, a Amerykanie to sympatyczne prosiaczki".
A przecież gdyby w tej opowieści nie występowali pozytywni Polacy, Władek Spiegelman nie dożyłby wkroczenia Amerykanów do Dachau. Sens zwierzęcej metafory wyjaśnia nam w tym komiksie sam autor w scenie, w której pokazuje siebie samego rozmawiającego z psychoanalitykiem (także ocalonym z Holocaustu): na tej płaszczyźnie narracji mamy z kolei ludzi noszących zwierzęce maski na twarzach.
Największym błędem, jaki robimy, rozmawiając o Holocauście, jest przyjęcie hitlerowskiej optyki, w której rzeczywiście zaczynamy dostrzegać "Żydów" i "Aryjczyków". A przecież tak naprawdę powinniśmy widzieć w Żydach uwięzionych w getcie czy wywożonych do Treblinki nie jakiś obcy naród, tylko Polaków. Którymi większość z nich była do września 1939.
Spiegelman celowo użył zwierzęcej metafory do dekonstrukcji "rasowego" spojrzenia na Holocaust. Pokazuje więźnia Auschwitz, który próbuje wytłumaczyć esesmanom, że jest takim samym Niemcem jak oni, mówi bez akcentu, walczył za Kajzera w pierwszej wojnie światowej, dostał nawet medal za odwagę. Oni tylko się śmieją i dalej go katują.
Postać na zmianę pokazana jest jako mysz i jako zmaltretowany kot. Bo przecież wszystkie te narodowe etykietki są tylko maskami i kostiumami. Widać to najwyraźniej z perspektywy
USA, w której każda świnia i każda mysz staje się w końcu po paru latach psem.
To jest punkt widzenia Arta Spiegelmana, punkt widzenia mieszkańca Nowego Jorku. W 2001 r. czytaliśmy ten komiks z punktu widzenia mieszkańca Mycisk Niżnych. Przeczytajmy go ponownie, by sprawdzić, gdzie jesteśmy teraz.
Art Spiegelman (scen. i rys.), "Maus - wydanie zbiorcze", wyd. Post, 2011, tłum. Piotr Bikont