http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy można uczyć seksu bez moralności?

red
2011-02-19, ostatnia aktualizacja 2011-02-19 16:08

Czy katolicy nie mogą wiedzieć, jakie są metody antykoncepcji? Mogą! I jak nie chcą, to nie muszą ich stosować - debata "Gazety" pod tytułem "Edukacja seksualna -jaka jest? Jaka może być?"

Piotr Pacewicz
Fot. Albert Zawada / AG
Piotr Pacewicz
ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj komentarz Aleksandry Pezdy



Piotr Pacewicz: Co trzeci 16-17-latek i co dziesiąty 15-latek ma już za sobą pierwszy seks. W połowie przypadków odbyło się to bez żadnego zabezpieczenia. Wszystkich nas, niezależnie od światopoglądu, powinno to niepokoić.

Paulina Wawrzyńczyk: Od kilku lat obserwujemy skutki braku edukacji seksualnej w szkołach.

To, że według badań dla GazetaEdukacja.pl tylko 33 proc. gimnazjalistów uważa zajęcia z wychowania do życia w rodzinie (WDŻ) za potrzebne, wynika ze złego prowadzenia zajęć. W 2009 r. zapytaliśmy 600 młodych osób, jak te zajęcia wyglądają. Okazało się, że tylko 40 proc. badanych zetknęło się choćby raz z takimi zajęciami. I większość opinii była negatywna. W dużej mierze WDŻT uczą katecheci, co nie podoba się młodzieży.

Rodzice nie posyłają dzieci na zajęcia, żeby nie słuchały rzeczy niezgodnych z prawdą. Zmiana, którą wprowadził MEN 1 września ub.r. - że WDŻ teoretycznie jest obowiązkowe i dopiero rodzice muszą wykonać wysiłek, by dziecko z zajęć zwolnić - niewiele zmienia: najpierw trzeba zadbać o kadrę nauczycielską i o to, by program był realizowany nie według światopoglądu nauczyciela, ale na podstawie obiektywnych wytycznych.

Polska jest zobowiązana do zapewnienia dzieciom edukacji seksualnej - podpisała międzynarodowe umowy na ten temat, mówi o tym także ustawa o planowaniu rodziny.

Tomasz Leonowicz: Rodzice i szkoła powinni wspólnie przeprowadzać młodych ludzi bezpiecznie przez wiek dorastania, tak jak ich uczymy przechodzić przez jezdnię. Nie możemy pomijać spraw seksu.

Krótka statystyka: każdego dnia odbywa się na świecie 100 mln stosunków płciowych, wynikiem tego jest 1 mln ciąż, w tym 250 tys. niechcianych, codziennie dokonuje się 150 tys. samoistnych poronień, 50 tys. aborcji, a w związku z zabiegiem umiera 500 kobiet.

Jeśli mówimy do młodzieży w sposób zideologizowany, ona traci zainteresowanie i szuka informacji w internecie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę dowolny termin związany z seksualnością, np. pochwa. I co dostajemy? Tysiące stron pornograficznych. Trafienie na stronę, która by dostarczała wiedzy, jest prawie niemożliwe.

Czym to się kończy? M.in. niechcianymi ciążami, nawet u 12-latek. A trzeba podkreślić, że ciąża u nastolatki nie jest objawem zdrowia jak u jej starszej koleżanki - to jest dwukrotnie większe ryzyko zgonu w związku z ciążą i porodem. Najprościej jest seksu zakazać. Ale jeśli nie podamy rozsądnych powodów, to zakaz wywoła tylko śmiech.

Małgorzata Rybak-Dowżyk, kierownik ds. PR MTV Polska: W 2009 r. robiliśmy kampanię "Nastoletnie ciąże, stop. Przerywamy milczenie", ponieważ ten temat w mediach nigdy nie istniał, choć ciąże nastoletnie to 10 proc. wszystkich ciąż.

Nie wierzę, że tak mało dzieci jest zainteresowanych edukacją seksualną. Nasze filmy dokumentalne o nastoletnich ciążach, o AIDS mają ogromną oglądalność. Do młodzieży trzeba mówić ich językiem - wprost! Proszę się przyjrzeć, co interesuje młodzież, o czym rozmawia. Gdy zmienimy metodologię nauczania, młodzież chętniej będzie na te zajęcia chodzić.

Wojciech Ronatowicz: W stacjach typu MTV, Viva pokazywane są programy, jak uwieść kolegę, jak się umówić na randkę. Zdaję sobie sprawę, że firma MTV robi też dobre ruchy - np. film "Transit", który mówi o profilaktyce HIV - AIDS. Ale większość programów pokazuje jako normę to, że młodzież współżyje seksualnie, że ma tylko jedną rzecz w głowie, że trzeba się umówić na randkę, że trzeba wyglądać seksownie.

M.R.D.: Nasze programy są odważne - np. pomagamy chłopcu homoseksualnemu znaleźć akceptację. Ale na rynku jest ponad 150 kanałów tematycznych i nikt nie zmusza młodzieży, by wybierała nas.

Emitujemy też dokumenty - np. "Licealne ciąże" - one nie hołubią nastolatek, pokazują prawdę o życiu. Jak to obejrzałam, pomyślałam: "To jest antykoncepcja totalna". Te dziewczyny płaczą, są odrzucone przez środowisko.

Tomasz Garstka: Wraz z Michałem Kostrzewskim, psychoterapeutą, i Jackiem Królikowskim, nauczycielem, jesteśmy autorami podręcznika "Kim jestem". Niestety, reedycja tego podręcznika nie została dopuszczona na rynek z powodu złej recenzji m.in. ks. Augustyna.

Postuluję, by przedmiot zmienił nazwę na "edukacja psychoseksualna" lub "wiedza o życiu seksualnym". I żeby był oparty na wiedzy naukowej. W przeciwieństwie do światopoglądu, w którym się otorbiamy, nauka stawia pytania i szuka odpowiedzi - to na niej powinniśmy się opierać. Ale jak mamy zdobyć się na naukową perspektywę, jeśli na liście recenzentów są m.in. ks. dr Józef Augustyn czy prof. dr hab. Bogdan Hazan, ginekolog, propagator naprotechnologii?

P.P.: Czy to wszyscy recenzenci?

T.G.: Nie. Na liście są także m.in prof. Lew-Starowicz i Jacek Jakubowski z Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Recenzowali pierwszą edycję naszego podręcznika i była to bardzo dobra recenzja. Dziwi mnie, że zaktualizowana reedycja została uznana za beznadziejną.

W podręczniku pani Teresy Król znalazłem takie zdanie: "Homoseksualizm jako zaburzenie tożsamości powstaje na bazie pewnych odziedziczonych cech osobowości, na które nałożyły się nieprawidłowa struktura rodzinna oraz negatywne przeżycia seksualne w dzieciństwie".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 72 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':