W piśmie do prokuratorów apelacyjnych sprzed kilku dni prokurator Andrzej Seremet ocenia, że "zbyt pochopnie" pozbywają się takich spraw, uzasadniając to brakiem znamion przestępstwa. Gdy na murach, nagrobkach lub synagogach ktoś narysuje swastykę, gwiazdę Dawida na szubienicy albo napisze "heil Hitler" czy "Żydzi do Izraela", prokuratorzy potrafią odmówić wszczęcia sprawy. Uzasadniają to tym, że nie ma tu propagowania faszystowskiego ustroju czy nawoływania do nienawiści, bo brakuje dowodu, że sprawca miał faszystowskie lub antysemickie poglądy.
Niedawno pisaliśmy, że prokuratura rzeszowska częściowo umorzyła sprawę przeciwko kibicom klubu piłkarskiego Resovia, którzy na meczu trzymali transparenty z napisem "Śmierć garbatym nosom" i karykaturą Żyda w jarmułce. Prokuratura tłumaczyła, że samo trzymanie transparentu nie dowodzi, że trzymający utożsamia się z jego treścią. Po publikacji "Gazety" i przeanalizowaniu akt sprawy prokurator generalny polecił wznowić postępowanie. A teraz pisze do prokuratorów apelacyjnych, że prokuratury zbyt chętnie dają wiarę tłumaczeniom sprawców, że prezentując ksenofobiczne hasła, nie utożsamiają się z nimi.
Prokuratorzy umarzają też sprawy o rasistowskie wyzwiska pod pretekstem, że wyzwisko było nietrafione. Lubelska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa przeciwko profesor Barbarze Jedynak z Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie, która do koleżanki prowadzącej zajęcia z judaistyki powiedziała "ty Żydówo". Powód: pokrzywdzona Żydówką nie jest.
Seremet zwraca uwagę, że niektórzy z prokuratorów "nie zauważyli" najnowszych zmian w kodeksie karnym. Choćby tego, że przestępstwem stało się produkowanie i obrót faszystowskimi gadżetami (handel nimi kwitnie na portalu Allegro pod pozorem, że "są przeznaczone do rekonstrukcji historycznych" i "nie odzwierciedlają poglądów sprzedającego").
Prokuratorzy nie zauważyli także innych nowych przepisów ułatwiających postawienie zarzutów np. za uczestnictwo w manifestacji, na której padają hasła antysemickie czy rasistowskie.
Prokurator generalny przeanalizował statystykę spraw o przestępstwa ksenofobiczne. Jego wnioski potwierdzają to, o czym pisaliśmy pod koniec zeszłego roku: systematycznie rośnie liczba umorzeń i odmów wszczynania postępowań, a spada liczba aktów oskarżenia. O ile w 2007 r. umorzono 55 proc. spraw, o tyle w 2010 r. - już 77 proc. Aktów oskarżenia w 2007 r. było 36 proc., a w 2010 - tylko 16 proc.
"Mając na uwadze zobowiązania międzynarodowe oraz odbiór społeczny tych spraw, z którym wiąże się medialne nagłośnienie (...), należy je traktować poważnie" - pisze Seremet do prokuratorów. Przypomina też o konieczności poszanowania praw osób pokrzywdzonych.
O tym, że Polska postrzegana jest jako kraj, w którym toleruje się mowę nienawiści wobec innych narodowości, pisał do prokuratora generalnego w czerwcu zeszłego roku szef
MSZ Radosław Sikorski. Domagał się skuteczniejszego ścigania takich przestępstw.
Część z nich umyka prokuratorskim statystykom. Niedawno Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita zwróciły uwagę prokuraturze Lublin-Południe, że napaść na mieszkanie szefa ośrodka Brama Grodzka Teatr NN Tomasza Pietrasiewicza powinna zakwalifikować jako przestępstwo na tle etnicznym. Na cegłach wrzuconych mu przez okno namalowano swastyki, a on sam od lat zajmuje się kulturą żydowską. Jednak prokuratura uznała, że skoro Pietraszkiewicz nie jest Żydem, to przestępstwa nie popełniono z motywów ksenofobicznych. W swoim piśmie Seremet przypomina więc prokuratorom, że według kodeksu karnego przestępcza motywacja sprawcy w takich przypadkach może się wiązać nie tylko z pochodzeniem ofiary, ale też z jej światopoglądem.
W zeszłym roku prokuratury prowadziły 182 sprawy o przestępstwa na tle ksenofobicznym. Skierowały 30 aktów oskarżenia. Jak wynika z badań Fundacji Helsińskiej, większość ofiar takich przestępstw w ogóle nie zgłasza.