http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W stumilowym lesie

Jacek Hugo-Bader, współpraca Daniel Łubiński
2011-02-20, ostatnia aktualizacja 2011-02-18 22:56

Demonstracja w obronie wolnego słowa ze zdjęciami zamordowanych dziennikarzy. Moskwa, listopad 2010 r.
Demonstracja w obronie wolnego słowa ze zdjęciami zamordowanych dziennikarzy. Moskwa, listopad 2010 r.
Fot. Andrey Stenin RIA Novosti

Tak długo tłukli go bejsbolami aż zdechł

SERWISY
Ponura gęstwina. Cholernie ponura. Jak ta część Stumilowego Lasu, w której mieszka Kłapouchy - przyjaciel Kubusia Puchatka.

Michaił wstaje tylko na posiłki. Resztę dnia spędza w łóżku, w pościeli z bohaterami książki Alana Milne'a. Poza Kubusiem i Kłapouchym jest Sowa Przemądrzała, Tygrysek, Prosiaczek i cała reszta.

No, a ten pies? To był może mały biały pudelek albo jamnik?

Nie, nie. Całkiem wielkie psisko. Owczarek niemiecki Miszy. Zatłukli go na śmierć, ale jego pan nic nie zrozumiał, więc bandziory wysadzili jego samochód, a ten znowu nic, to wybrali się z bejsbolami do niego samego.

Zmiażdżyli mu czaszkę i połamali wszystkie prawie kości. Nadeszły pierwsze, listopadowe mrozy, a on ponad dobę leż nieprzytomny na podwórku przed swoim domem. Jasne, że nie chcieli go zabić. Zabić jest znacznie prościej. Chcieli, żeby się pomęczył.

Psa już zatem Misza nie miał, ani samochodu, ani prawej połowy mózgu. Nie miał też władzy w ręku i kilku palców, ale miał za to całkiem nową padaczkę, 7,5 tysiąca rubli renty inwalidzkiej (750 złotych), 53 lata i pecha coraz większego. Lekarze go pocerowali, opakowali w gips, ale nogę źle poskładali, więc zgniła i trzeba było ją uciąć.

Ale o co tu chodzi?

Sęk w tym, że o las. Ponurą gęstwinę, w której są drzewa. I będą je rżnąć.

Komitet

Po trzech miesiącach podróży przez Syberię wracam w grudniu do Moskwy, a wszystkie stacje telewizyjne pokazują nagranie z monitoringu, na którym dwaj zakapturzeni bandyci dopadają Olega i masakrują go za pomocą armatury łazienkowej. Straszne współczesne narzędzie miejscowego kryminaliteta - torba foliowa z kilkoma kilogramami ocynkowanych muf, zaworów i kolanek.

Uwielbiam te nowe ruskie słowa. Powstają z literowego skrótu jakiegoś pojęcia, jak bicz - bywszy inteligentny czeławiek (były inteligentny człowiek), po prostu menel, albo ze zbitki kilku słów, tak jak żurfak, czyli fakultet żurnalistyki (wydział dziennikarstwa). Kryminalitet to też dwa słowa i zupełnie nie to samo co kryminaliści. Ci byli już w Związku Radzieckim. Kryminalitet to coś dużo lepszego, finezyjnego - kryminalny komitet, czyli zorganizowani kryminaliści, faceci w garniturach, mafia po prostu. Wszyscy niewidoczni, niejawni, domyślni, szwarcbohaterowie tego reportażu, to właśnie takie typy. W Rosji najostrzejszym nawet nożem nie podzielisz składników tego ekskluzywnego komitetu, nie odetniesz świata polityki od świata biznesu, skorumpowanych organów porządku publicznego, wymiaru sprawiedliwości, lokalnej administracji i sprzedajnych dziennikarzy od zwykłych bandziorów masakrujących przeciwników hydraulicznym badziewiem.

Zaraz! Miał być bejsbol.

Bejsbolem załatwili Miszę Bikietowa, właściciela i głównego redaktora "Chimkinskiej Prawdy". To było w listopadzie 2008 roku. W listopadzie 2010 roku dopadli z hydrauliką Olega Kaszyna, dziennikarza opiniotwórczego "Kommiersanta". Pomiędzy tymi wydarzeniami, w styczniu 2009 roku, w pełnym słońcu, w środku miasta, bandyta zastrzelił Stanisława Markiełowa i Anastazję Baburową. Stas był adwokatem Bikietowa, Nastia - dziennikarką "Nowej Gaziety". Wszyscy oni będą bohaterami tego reportażu. Dorzucę jeszcze Ajgul Machmutową, bardzo młodą redaktor naczelną gazetki "Sud'ba Kuzminek". Sudba to po rosyjsku los, a Kuzminki to jedna z wielu dzielnic rosyjskiej stolicy.

Od 1993 roku, odkąd Fundacja Wolnego Słowa prowadzi tę statystykę, w Rosji zginęło 332 dziennikarzy. Dlatego tę profesję nazywa się razstrielną.

Od stycznia do października 2010 roku w Rosji dokonano sześciu napadów na redakcje (nocne włamania, wybuch bomby, ostrzelanie) i 38 ataków na dziennikarzy: postrzelenia, pobicia, aresztowania, odbieranie materiałów, niszczenie sprzętu. Bardzo często agresorami są przedstawiciele władzy, milicjanci.

Właśnie tak zaczęła się historia Miszy Bikietowa, którego gazeta poparła protesty mieszkańców Chimek w obronie miejscowego lasu, przez który władza chciała p nową drogę do Petersburga.

Baszta

Chimki przytulają się do Moskwy jak nasz Otwock do Warszawy albo Nowa Huta do Krakowa.

W niedzielę podmiejskie pociągi, czyli elektryczki, jeżdżą bardzo rzadko, więc tłum na peronie Dworca Leningradzkiego kłębi się nielichy. A mróz jak cholera. Pociąg niby stoi, ale do środka nie puszczają. Szkoda, bo coś nietęgo się czuję. Nie, żeby mi coś dolegało, ale jakoś tak... Obco, nieswojo. Sam nie wiem.

Wreszcie drzwi się otwierają i tłum wlewa się do wagonów. Czego oni się tak gapią? Mordy zapite... Jakby zaraz mieli spuścić mi wpierdol. Co jest?! Przerażony odwracam wzrok, patrzę w okno, a w szybie moje odbicie. Jasny gwint! Czapka! Czerwona jak diabli! A w wagonie wszyscy w niebieskich.

Źródło: Duży Format
  • 2
  • 1
  • 1
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':