http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nieugięty prokurator i tajemniczy doradcy

Wojciech Czuchnowski, Wacław Radziwinowicz
2011-02-19, ostatnia aktualizacja 2011-02-18 19:41

Konferencja po powrocie polskich prokuratorów z Moskwy
Konferencja po powrocie polskich prokuratorów z Moskwy
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Polscy prokuratorzy nie przesłuchali w Moskwie osoby, z którą konsultowała się kontrola lotniska w Smoleńsku. Rosjanie wiedzą, kto to jest, ale nie chcą powiedzieć

ZOBACZ TAKŻE
Gdy zaraz po zapowiedzi piątkowej konferencji polskiej prokuratury w sprawie katastrofy smoleńskiej pojawiła się informacja, że konferencję organizują też Rosjanie, wydawało się, że dojdzie do kolejnej odsłony "wojny na konferencje".

Zaczęła się ona w styczniu od przedstawienia na konferencji w Moskwie raportu MAK. Winą za katastrofę obciążono tylko stronę polską. Na kolejnej konferencji - w czwartek - rosyjscy eksperci oskarżali polskich pilotów o nieudolność, co spotkało się jeszcze tego dnia z ostrą reakcją komisji badającej katastrofę, która działa przy MSWiA.

Wczorajsze wystąpienia prokuratorów ostudziły temperaturę. Polscy prokuratorzy (ppłk Karol Kopczyk i mjr Jarosław Sej), którzy w Moskwie brali udział w przesłuchaniach czterech osób z kontroli lotniska w Smoleńsku odpowiedzialnych za przyjęcie 10 kwietnia 2010 r. samolotu z delegacją prezydenta RP, nie chcieli podać ani funkcji, ani nawet stanowisk przesłuchiwanych Rosjan.

- Nie ugnę się przed państwa naciskiem - mówił ppłk Kopczyk, gdy dziennikarze pytali, czemu robią tajemnice, z nazwisk, które są powszechnie znane. Oficerowie przekonywali, że zeznania kontrolerów miały charakter "kluczowy" i że dostali odpowiedź na wszystkie pytania. Wcześniej szef prokuratury wojskowej gen. Krzysztof Parulski oświadczył, że między polską a rosyjską prokuraturą "klimat do współpracy został odbudowany".

Ze zdawkowych wypowiedzi ppłk. Kopczyka wynikało, że nie przesłuchał osoby, do której kontrolerzy ze Smoleńska dzwonili konsultować się, czy mimo złej pogody pozwolić prezydenckiemu Tu-154 na próbę lądowania.

Więcej światła na ten wątek rzucili prokuratorzy z komitetu śledczego Federacji Rosyjskiej, którzy swoją konferencję zorganizowali dwie godziny po polskiej. Michaił Guriewicz kierujący grupą, która prowadzi śledztwo, ujawnił, że Rosjanie wiedzą, z kim 10 kwietnia rozmawiał przez telefon komórkowy płk Nikołaj Krasnokutski. To ten oficer nadzorował pracę kontrolerów lotów w Smoleńsku i to on telefonicznie radził się, jak postąpić z samolotem polskiego prezydenta zbliżającym się do tonącego w gęstej mgle portu lotniczego.

Guriewicz nie powiedział jednak, kim była osoba lub osoby, do których dzwoniono z wieży kontrolnej, ani czy zostały one przesłuchane. Zapewnił jednak, że przynajmniej na razie śledczy nie stwierdzili, by przełożeni wywierali nacisk na kontrolerów, nakłaniając ich do przyjęcia polskiego samolotu, choć warunki atmosferyczne na to nie pozwalały. Jego zdaniem po prostu doradzali, co robić.

- Czy to, że ktoś się radzi, co zrobić, oznacza, że wywierany jest na niego nacisk? - pytaniem na pytanie "Gazety" odpowiedział Guriewicz.

Jego i Władimira Markina, rzecznika komitetu śledczego, pytano także o los szczątków samolotu prezydenckiego, które według mec. Rafała Rogalskiego, pełnomocnika części rodzin ofiar katastrofy, m.in. Jarosława Kaczyńskiego, były przez Rosjan z premedytacją niszczone. Guriewicz, który kilka godzin po wypadku był na miejscu tragedii, zapewnił, że fragmenty Tu-154 cięto tylko po to, by wydobyć z nich części ciał ofiar, które "były wszędzie". - Bez tego nie udałoby się tego dokonać - zapewnił i dodał, że te fragmenty, w których nie było ludzkich szczątków, nie zostały pocięte.

Sam wrak samolotu i jego czarne skrzynki - czego domaga się Warszawa - nieprędko zostaną przekazane Polsce. Stać się to może dopiero po podjęciu, jak to określili Rosjanie, "decyzji procesowej", a więc albo wyroku określającego, kto i w jakim stopniu ponosi winę za tragedię, albo po zamknięciu śledztwa, jeśli nie zakończy się ono sporządzeniem aktu oskarżenia. Wcześniej będą one dowodami rzeczowymi, których Rosjanie się nie pozbędą.

Na pytanie, czy kontrolerzy w Smoleńsku mogli zamknąć lotnisko z powodu złych warunków atmosferycznych, Guriewicz udzielił sprzecznej odpowiedzi. Najpierw odczytał fragment regulaminu lotniska lotnictwa państwowego, z którego wynikało, że przy widoczności mniejszej niż 1000 m powinni byli zabronić Polakom lądowania. Zaraz potem, komentując to, co odczytał, zapewnił, że zamknąć lotniska nie mogli. Jego zdaniem kontrolerzy mieli podawać dane o warunkach na lotnisku, ale odpowiedzialność za decyzję o lądowaniu podejmowali polscy piloci.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':