Wkładki zwane spiralami to skuteczny środek antykoncepcyjny. Sprzedawane są w aptekach na receptę i muszą być zakładane przez ginekologów. Raz założona wkładka zapewnia antykoncepcję przez okres od dwóch do sześciu lat. Można ją jednak usunąć w każdej chwili i niedługo potem starać się o zajście w ciążę. Kosztują od kilkunastu do kilkuset złotych, w zależności od rodzaju.
- Chciałam wymienić wkładkę. Zgłosiłam się do trzech przychodni ginekologicznych w Krakowie, które mają kontrakty z
NFZ. We wszystkich spotkałam się z odmową - mówi czytelniczka.
Dzwonimy do tych placówek, pytając o możliwość bezpłatnej wymiany wkładki. Spółka Pro Feminae chwali się na stronie internetowej, że podstawą jej działalności jest kontrakt z NFZ, a filozofia działania to "bycie przyjaznym kobiecie". W rejestracji słyszymy jednak: - W przychodni wkładek się nie zakłada.
Antykoncepcja nie jest na NFZ.
Kierownik tej przychodni dr Jacek Drzewicki tłumaczy, że odmowa wynika z tego, że spółka nie ma kontraktu z NFZ na chirurgię, a wymiana wkładki wymaga jałowych warunków. W rejestracji Krakmedu podobnie: - U nas takich rzeczy się nie robi.
Szefowa firmy Ewa Kucharska jest zdziwiona: - Może nie mamy odpowiednich warunków do takich zabiegów? Zapytam moich ginekologów.
Z kolei w poradni ginekologicznej krakowskiego szpitala Narutowicza dowiedzieliśmy się, że nie ma z tym problemu i zapraszają na wizytę.
Stanowisko NFZ w tej sprawie jest jasne. - W przychodniach ginekologicznych kontraktujemy specjalistyczne porady, w ramach których - zgodnie z rozporządzeniem ministra o świadczeniach gwarantowanych - jest też usunięcie i zakładanie wkładek wewnątrzmacicznych - wyjaśnia Jolanta Pulchna, rzeczniczka małopolskiego NFZ.
- To prosty zabieg i specjalista nie powinien mieć z tym problemu - dodaje Józef Krzysiek, profesor ginekologii ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem wkładkę trzeba kupić za własne pieniądze, ale jej założenie przychodnia z kontraktem powinna oferować za darmo. Małopolski NFZ tę procedurę wycenił na pięć punktów i płaci za nią około 42 zł.
Tymczasem na rynku można taką usługę kupić w cenie od stu do 400 zł. Jeszcze drożej jest w Warszawie - koszt założenia wkładki to nawet tysiąc złotych.
Małopolski konsultant wojewódzki ds. ginekologii Antoni Basta podejrzewa, że opór lekarzy może mieć podłoże etyczne. - Nie jest do końca zbadane, czy wkładka zapobiega połączeniu się plemnika z jajem, czy również nie dopuszcza do zagnieżdżenia się już zapłodnionego jajeczka, czyli działa poronnie.
W literaturze fachowej można jednak wyczytać, że nie ma dowodów na to, by wkładki mogły wywoływać poronienie.
Inny krakowski ginekolog, który chce zachować anonimowość, w sprawie widzi wyłącznie problem finansowy: - Wkładka zabezpiecza przed ciążą na kilka lat. Dla lekarza to strata, bo taka pacjentka nie wróci kilka razy w roku po recepty na tabletki antykoncepcyjne. Ona nie zapłaci za wizyty, lekarz nie zarobi.
- To przykład żerowania na potrzebach kobiet - mówi Wanda Nowicka, szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. - Ceny tego zabiegu nie da się wytłumaczyć ani kosztami, ani trudnością procedury. Nieetyczne jest tutaj tylko to, że cenniki lekarzy nijak mają się do faktycznych kosztów.