Przesłuchanie świadka zgłoszonego przez stronę pozwaną odbyło się przy drzwiach zamkniętych Sądu Okręgowego w Warszawie. Nie ujawniono szczegółów. Jarosława Kaczyńskiego nie było w sądzie (pozwany nie ma takiego obowiązku). Na czas zeznań Engelkinga Kaczmarek opuścił salę sądową. - On już odegrał swoją rolę życiową - powiedział PAP, nawiązując do słynnej konferencji prasowej z 2007 r., gdy Engelking ujawniał podsłuchy rozmów m.in. Kaczmarka, podejrzanego wtedy o utrudnianie śledztwa o przeciek z akcji CBA w "aferze gruntowej".
Jako świadkowie pozwanego stawili się też prokuratorzy z Gdańska - Zbigniew Niemczyk i Piotr Wesołowski. Zasłonili się obowiązującą ich tajemnicą. Sąd zapewne wystąpi do ich przełożonych o zwolnienie ich z tajemnicy, podobnie jak innych świadków pozwanego - byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego.
W 2008 r. Jarosław Kaczyński powiedział, że Kaczmarek "to był po prostu człowiek drugiej strony, jak to niektórzy nazywają - taki śpioch. To jest nawiązanie do agenta śpiocha. Ktoś przez wiele lat nie wypełniał swojej funkcji, potem dostaje sygnał i zaczyna pracować jako agent" - dodał. "Otóż on rzeczywiście bardzo zręcznie się wkupił w łaski naszego środowiska, parę rzeczywistych spraw załatwił, bo to bardzo sprawny i inteligentny człowiek, a następnie zaczął różnych układów bronić i dzięki temu różne śledztwa nagle się okazywały niemożliwe, choćby to paliwowe" - powiedział.
Za te słowa Kaczmarek pozwał Jarosława Kaczyńskiego. Zażądał od szefa
PiS zamieszczenia w licznych tytułach prasowych oraz na stronie internetowej tej partii oświadczenia, w którym Kaczyński wyrazi "szczery żal" i przeprosi Kaczmarka "za postawienie nieprawdziwych zarzutów, że tkwi w układzie, utrudnia śledztwa prowadzone przez organy ścigania". Kaczyński miałby też wyrazić ubolewanie i przeprosić Kaczmarka "za znieważające nazwanie go agentem śpiochem" oraz nieprawdziwe i krzywdzące sugestie. Miałby też wpłacić 10 tys. zł na
Caritas i zwrócić Kaczmarkowi koszty procesu.
- Wszystko podtrzymuję - mówił Kaczyński, gdy w 2009 r. zrzekł się immunitetu poselskiego do tej sprawy. Zapowiedział wtedy, że jako oskarżony zamierza skorzystać z prawa przedstawienia sądowi "informacji, które mają charakter ściśle tajny". Wniósł o przesłuchanie świadków, którzy mieliby zeznawać, czy Kaczmarek, pełniąc funkcje publiczne, "utrudniał niektóre prowadzone śledztwa", "był powiązany w istotnym stopniu z osobami popełniającymi przestępstwa i w swych urzędniczych działaniach bezprawnie realizował ich interes" oraz czy "rozpoczynając i rozwijając swą karierę w administracji rządowej, budując w ekipie rządzącej zaufanie do swojej osoby, zataił swoje powiązania z osobami popełniającymi przestępstwa".
W styczniu br. stołeczny sąd rejonowy umorzył karną sprawę wytoczoną Kaczyńskiemu przez Kaczmarka za słowa o "agencie śpiochu". W prywatnym akcie oskarżenia zarzucił on Kaczyńskiemu, że pomówił go w mediach. Sąd wskazał, że nie można określić co to jest "układ" i czy ma to pejoratywne skojarzenia, a zwrot "agent śpioch" to pochodna określenia "układ". Wobec tego sąd nie dopatrzył się w słowach prezesa PiS karalnego pomówienia - za które grozi do roku więzienia. Kaczmarek złożył już odwołanie.
Kaczmarka odwołano na wniosek premiera Kaczyńskiego z funkcji szefa
MSWiA w sierpniu 2007 r., bo "znalazł się w kręgu podejrzenia" w sprawie domniemanego przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa.
ABW zatrzymała go pod koniec sierpnia 2007 r., razem z byłym szefem policji Konradem Kornatowskim i ówczesnym szefem
PZU Jaromirem Netzlem. Miał zarzut zatajenia spotkania z Ryszardem Krauzem w hotelu Marriott w lipcu 2007 r. i utrudniania śledztwa w sprawie przecieku z akcji CBA. Śledztwa te prokuratura umorzyła ostatecznie w 2009 r. Jeszcze w 2007 r. sąd uznał za bezpodstawne zatrzymanie Kaczmarka, który na drodze sądowej żąda teraz za to od państwa wielomilionowego odszkodowania.