http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Engelking zeznawał na procesie Kaczmarek kontra Jarosław Kaczyński

Łukasz Starzewski (PAP)
2011-02-17, ostatnia aktualizacja 2011-02-17 16:40

Były wiceprokurator generalny za rządów PiS Jerzy Engelking zeznawał tajnie w czwartek jako świadek w procesie wytoczonym przez Janusza Kaczmarka prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu, który nazwał byłego prokuratora krajowego i byłego szefa MSWiA "agentem śpiochem"

Przesłuchanie świadka zgłoszonego przez stronę pozwaną odbyło się przy drzwiach zamkniętych Sądu Okręgowego w Warszawie. Nie ujawniono szczegółów. Jarosława Kaczyńskiego nie było w sądzie (pozwany nie ma takiego obowiązku). Na czas zeznań Engelkinga Kaczmarek opuścił salę sądową. - On już odegrał swoją rolę życiową - powiedział PAP, nawiązując do słynnej konferencji prasowej z 2007 r., gdy Engelking ujawniał podsłuchy rozmów m.in. Kaczmarka, podejrzanego wtedy o utrudnianie śledztwa o przeciek z akcji CBA w "aferze gruntowej".

Jako świadkowie pozwanego stawili się też prokuratorzy z Gdańska - Zbigniew Niemczyk i Piotr Wesołowski. Zasłonili się obowiązującą ich tajemnicą. Sąd zapewne wystąpi do ich przełożonych o zwolnienie ich z tajemnicy, podobnie jak innych świadków pozwanego - byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego.

W 2008 r. Jarosław Kaczyński powiedział, że Kaczmarek "to był po prostu człowiek drugiej strony, jak to niektórzy nazywają - taki śpioch. To jest nawiązanie do agenta śpiocha. Ktoś przez wiele lat nie wypełniał swojej funkcji, potem dostaje sygnał i zaczyna pracować jako agent" - dodał. "Otóż on rzeczywiście bardzo zręcznie się wkupił w łaski naszego środowiska, parę rzeczywistych spraw załatwił, bo to bardzo sprawny i inteligentny człowiek, a następnie zaczął różnych układów bronić i dzięki temu różne śledztwa nagle się okazywały niemożliwe, choćby to paliwowe" - powiedział.

Za te słowa Kaczmarek pozwał Jarosława Kaczyńskiego. Zażądał od szefa PiS zamieszczenia w licznych tytułach prasowych oraz na stronie internetowej tej partii oświadczenia, w którym Kaczyński wyrazi "szczery żal" i przeprosi Kaczmarka "za postawienie nieprawdziwych zarzutów, że tkwi w układzie, utrudnia śledztwa prowadzone przez organy ścigania". Kaczyński miałby też wyrazić ubolewanie i przeprosić Kaczmarka "za znieważające nazwanie go agentem śpiochem" oraz nieprawdziwe i krzywdzące sugestie. Miałby też wpłacić 10 tys. zł na Caritas i zwrócić Kaczmarkowi koszty procesu.

- Wszystko podtrzymuję - mówił Kaczyński, gdy w 2009 r. zrzekł się immunitetu poselskiego do tej sprawy. Zapowiedział wtedy, że jako oskarżony zamierza skorzystać z prawa przedstawienia sądowi "informacji, które mają charakter ściśle tajny". Wniósł o przesłuchanie świadków, którzy mieliby zeznawać, czy Kaczmarek, pełniąc funkcje publiczne, "utrudniał niektóre prowadzone śledztwa", "był powiązany w istotnym stopniu z osobami popełniającymi przestępstwa i w swych urzędniczych działaniach bezprawnie realizował ich interes" oraz czy "rozpoczynając i rozwijając swą karierę w administracji rządowej, budując w ekipie rządzącej zaufanie do swojej osoby, zataił swoje powiązania z osobami popełniającymi przestępstwa".

W styczniu br. stołeczny sąd rejonowy umorzył karną sprawę wytoczoną Kaczyńskiemu przez Kaczmarka za słowa o "agencie śpiochu". W prywatnym akcie oskarżenia zarzucił on Kaczyńskiemu, że pomówił go w mediach. Sąd wskazał, że nie można określić co to jest "układ" i czy ma to pejoratywne skojarzenia, a zwrot "agent śpioch" to pochodna określenia "układ". Wobec tego sąd nie dopatrzył się w słowach prezesa PiS karalnego pomówienia - za które grozi do roku więzienia. Kaczmarek złożył już odwołanie.

Kaczmarka odwołano na wniosek premiera Kaczyńskiego z funkcji szefa MSWiA w sierpniu 2007 r., bo "znalazł się w kręgu podejrzenia" w sprawie domniemanego przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa. ABW zatrzymała go pod koniec sierpnia 2007 r., razem z byłym szefem policji Konradem Kornatowskim i ówczesnym szefem PZU Jaromirem Netzlem. Miał zarzut zatajenia spotkania z Ryszardem Krauzem w hotelu Marriott w lipcu 2007 r. i utrudniania śledztwa w sprawie przecieku z akcji CBA. Śledztwa te prokuratura umorzyła ostatecznie w 2009 r. Jeszcze w 2007 r. sąd uznał za bezpodstawne zatrzymanie Kaczmarka, który na drodze sądowej żąda teraz za to od państwa wielomilionowego odszkodowania.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':