http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Równość bez pieniędzy

Ewa Siedlecka
2011-02-17, ostatnia aktualizacja 2011-02-16 20:35

Od stycznia RPO ma strzec przepisów równościowych. Nie dostał na to ani grosza. Irena Lipowicz pisze do ministra finansów z prośbą o pieniądze. I do marszałka Sejmu - o zawieszenie ustawy

Irena Lipowicz, Rzeczniczka Praw Obywatelskich
Fot. Waldemar Kompała / AG
Irena Lipowicz, Rzeczniczka Praw Obywatelskich
ZOBACZ TAKŻE
Pod koniec zeszłego roku pod groźbą nałożenia na Polskę milionowych kar za niewdrożenie pięciu unijnych dyrektyw równościowych parlament, praktycznie bez poprawek, przyjął rządowy projekt "ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów UE w zakresie równego traktowania". Przy protestach koalicji kilkudziesięciu organizacji pozarządowych. Jednym z ich powodów było to, że nie przewidziano powołania niezależnego organu do pilnowania przestrzegania przepisów równościowych - istnieje on w zdecydowanej większości krajów UE. Zamiast tego kompetencje podzielono między już istniejące instytucje: pełnomocnika rządu ds. równego traktowania i rzecznika praw obywatelskich. RPO ma: *pomagać ofiarom dyskryminacji; *analizować, monitorować i wspierać równe traktowanie;*prowadzić niezależne badania dotyczące dyskryminacji; *przygotowywać niezależne sprawozdania i wydawać zalecenia dla władzy.

Organizacje argumentowały, że pełnomocnik rządu nie jest organem niezależnym, a ma przecież kontrolować władze. Zaś RPO ma dość własnej roboty. Ale jeśli już ma strzec równości, to powinien dostać dodatkowe środki.

Półtora miesiąca po wejściu w życie ustawy z rzeczniczką praw obywatelskich Ireną Lipowicz spotkali się przedstawiciele organizacji pozarządowych.

- Spodziewaliśmy się, że RPO powoła zastępcę ds. równości. Tak jest w tych nielicznych krajach, gdzie sprawy równościowe powierzono RPO (np. w Grecji) - mówi Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. - Dowiedzieliśmy się, że nie tylko nie będzie takiego zastępcy, ale nawet odrębnego zespołu. A RPO swoją rolę widzi w sprawowaniu ogólnej kontroli nad działaniami władz i reagowaniu na wybrane przypadki.

- Nie dostałam pieniędzy na dodatkowe etaty, nie będzie więc nowego zespołu. Zadania rozdzieliłam pomiędzy już istniejące, przede wszystkim Zespół Prawa Konstytucyjnego i Międzynarodowego. Jeszcze na etapie prac parlamentarnych alarmowałam, że nie mogę odpowiedzialnie podjąć się nowego zadania, jeśli nie dostanę na nie środków. Otrzymałam zapewnienie, że one będą. Nie ukrywam rozczarowania, że tak się nie stało - mówi Irena Lipowicz. - Teraz proszę mi powiedzieć, kosztem ochrony których praw konstytucyjnych mam wykonywać nowe zadania?

"Równościowa" nowelizacja ustawy o RPO mówi, że rzecznik "podejmuje czynności" w każdej sprawie, w której jest podejrzenie naruszenia zasady równości. - To znaczy, że nie może wybierać spraw - mówi Śmiszek. - A zatem realna jest groźba, że utonie pod skargami.

W dodatku unijna dyrektywa (2000/43/WE, art. 13 ust. 2) mówi, że organ ds. równości powinien "świadczyć niezależną pomoc ofiarom dyskryminacji we wnoszeniu skarg". To oznacza udzielanie konkretnej pomocy prawnej. Rzeczniczka Lipowicz uważa jednak, że ma prawo wyboru spraw. - Dysponuję ekspertyzą prawną, z której wynika, że rozumienie tego przepisu w taki sposób, że rzecznik ma obowiązek działania w każdej sprawie, naruszałoby konstytucyjną zasadę, że RPO "jest niezależny od innych organów państwowych" - mówi.

Kolejna sprawa: większość tematyki równego traktowania dotyczy relacji pomiędzy rozmaitymi podmiotami prywatnymi. Przede wszystkim w dziedzinie usług, do której odnoszą się dwie z unijnych dyrektyw, a za nimi - polska ustawa. To np. przypadki niewpuszczania Romów do restauracji (ostatnio w Poznaniu), niedostępności sklepów, kin, banków dla osób niepełnosprawnych. A także dyskryminacja w zatrudnieniu. Tymczasem według konstytucji rzecznik broni obywateli tylko przed naruszaniem ich praw przez "władze publiczne".

- Cóż, tę kompetencję będę realizowała "naokoło": będę się zwracała do organów władzy publicznej, organizacji czy związków, które nadzorują daną działalność - mówi Irena Lipowicz.

Jednak to znaczy, że np. nie będzie przyłączała się do postępowań sądowych w takich sprawach, a więc nie będzie w pełni realizowała postanowienia dyrektywy o pomocy we wnoszeniu skarg dotyczących dyskryminacji.

- Zwróciłam się właśnie do ministra finansów z prośbą o przydzielenie mi środków z rezerwy budżetowej. Czekam na odpowiedź. Zwróciłam się też 17 grudnia do marszałka Sejmu o wstrzymanie wejścia w życie przepisów nakładających na RPO nowe obowiązki do czasu uzyskania na to środków. Też czekam na odpowiedź - mam ją dostać podobno w tym tygodniu. W międzyczasie ustawa weszła już co prawda w życie, ale można ją znowelizować. Przygotowuję też dokument dla NIK, w którym zwracam uwagę, że nie mogę bez pieniędzy realizować zadań na mnie nałożonych. Ja nie odmawiam, ale w tej sytuacji mogę to robić tylko kosztem dotychczasowej działalności - mówi Lipowicz. I zaznacza, że liczy na pomoc organizacji pozarządowych.

- Będziemy nadal robić swoje. Ale to my liczyliśmy na pomoc ze strony organu, który ma kontrolować przestrzeganie zasad równego traktowania. Skoro on nie dostał pieniędzy na działalność i skoro nie będzie świadczył niezależnej pomocy wszystkim ofiarom nierównego traktowania - to znaczy, że unijne dyrektywy nie zostały właściwie wdrożone. Komisja Europejska z pewnością to zbada. I może nie wycofać wniesionych przeciwko Polsce spraw o niewdrożenie dyrektyw równościowych - ostrzega Krzysztof Śmiszek.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':