http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemiecki historyk: Nie igrajcie z ogniem

Bartosz T. Wieliński
2011-02-16, ostatnia aktualizacja 2011-02-16 12:30

Bundestag
Bundestag
Bundestag

- Jako Niemiec nie mogę milczeć, gdy mój parlament przyjmuje tak skandaliczną uchwałę - mówi historyk prof. Michael Wildt. Jest sygnatariuszem listu otwartego 68 naukowców przeciwko gloryfikowaniu przez Bundestag wypędzonych.

SERWISY
SONDAŻ
Historycy z całego świata potępiają uchwałę Bundestagu gloryfikującą zasługi wypędzonych dla pojednania z sąsiadami. Czy boisz się, że taka uchwała zaszkodzi stosunkom polsko- niemieckim?

Tak, jej przyjęcie przez Bundestag to zły sygnał dla Polski
Nie, bo uchwała przyjęta z powodów politycznych spotkała się ze zdecydowaną reakcją niemieckich historyków
Zupełnie mnie to nie obchodzi

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



O liście historyków z całego świata, którzy ostro skrytykowali niemieckich polityków, "Gazeta" jako pierwsza napisała wczoraj. Naukowcy z Niemiec, Polski, Czech, USA i Izraela zganili posłów chadecji i liberałów, którzy w zeszły czwartek przeforsowali w Bundestagu uchwałę uznającą wypędzonych za pionierów pojednania z sąsiadami, a przyjętą w 1950 r. "Kartę Wypędzonych" - za jeden z najważniejszych dokumentów w historii RFN.

Historycy przypomnieli, że w "Karcie" nie pada słowo o wywołanej przez Niemcy wojnie ani o jej żydowskich, polskich czy radzieckich ofiarach, jest za to zapis o "rezygnacji z zemsty i odwetu". "Ta uchwała to fałszywy sygnał z punktu widzenia polityki i historii" - podkreślili autorzy listu. Zaprotestowali przeciwko zapisanemu w uchwale żądaniu, by 5 sierpnia, rocznicę uchwalenia "Karty", ustanowić ogólnoniemieckim dniem wypędzonych.

Przepychając uchwałę, chadecy i liberałowie chcieli przypodobać się wyborcom w lokalnych wyborach w Badenii-Wirtembergii. Są one ważne dla gabinetu Angeli Merkel, bo landy obsadzają Bundesrat, drugą izbę parlamentu. Gdyby koalicja przegrała te wybory, straciłaby głosy potrzebne w Bundesracie do skutecznego rządzenia.

Po opublikowaniu listu rzecznik rządu oświadczył, że gabinet Merkel do pomysłu wprowadzenia dnia wypędzonych podchodzi sceptycznie. - Robienie po fakcie z "Karty Wypędzonych" głównego dokumentu polsko-niemieckiego pojednania nie ma sensu. Osobiście uważam, że ustanowienie dnia wypędzonych nie byłoby właściwą decyzją. Mamy już w kalendarzu narodowy dzień żałoby po ofiarach wojen - powiedziała "Gazecie" Cornelia Pieper, wiceminister spraw zagranicznych Niemiec z ramienia liberałów i pełnomocnik ds. kontaktów z Polską.

Rozmowa z prof. Michaelem Wildtem, historykiem z Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie

Bartosz T. Wieliński: Jak w ciągu weekendu zdołaliście zebrać tylu wybitnych historyków?

Prof. Michael Wildt: Sami jesteśmy zaskoczeni. Z prof. Krzysztofem Ruchniewiczem, z którym zasiadamy w radzie naukowej przyszłego muzeum wypędzonych w Berlinie [zbuduje je niemiecki rząd], mieliśmy do końca nadzieję, że Bundestag nie przyjmie uchwały o tak skandalicznej treści.

Gdy stało się inaczej, postanowiliśmy działać. Mam do tego osobisty stosunek. Gdyby tylko jedna partia twierdziła, że "Karta Wypędzonych" z 1950 r. była podstawą dla pojednania Niemiec z Polską i Czechosłowacją, machnąłbym ręką. Ale nastąpiło coś gorszego - chadecji i liberałom udało się ten nieprawdziwy pogląd przeforsować przez parlament. To teraz zdanie całego Bundestagu. Jako Niemiec nie mogę milczeć.

Na początku myśleliśmy o liście małego grona naukowców. Gdy rozpuściliśmy wici, okazało się, że historycy z ośrodków rozsianych po całym świecie dosłownie zapchali nam skrzynki mailowe.

Co pana koledzy mówią o uchwale Bundestagu?

- Są rozczarowani i oburzeni. Prof. Dieter Langewiesche, wybitny badacz historii nazizmu z uniwersytetu w Tybindze, mówił nam, że sam coś zamierzał zrobić, bo uchwała jest nie do przyjęcia. Pod naszym listem podpisał się nawet nestor niemieckich historyków prof. Heinrich August Winkler, który bardzo rzadko wypowiada się publicznie. Najważniejsze jest to, że udało nam się głośno zaprotestować.

Szefowa Związku Wypędzonych, posłanka chadecji Erika Steinbach twierdzi, że przeciwnicy uchwały są obojętni na piekło, przez które przeszli po wojnie niemieccy wypędzeni.

- Nieprawda. Szanujemy wypędzonych i wiemy, przez co przeszli. Ale to nie ma nic do rzeczy. „Karta Wypędzonych” była adresowana do Niemców mieszkających w głębi kraju, którzy przyjęli wypędzonych. Wypędzeni zapewniali w niej, że chcą pomóc odbudować kraj. Domagali się, by traktowano ich jak równoprawnych obywateli. Ale wówczas nikt nie myślał o pojednaniu z Polakami czy Czechami. Wyciąganie tego dokumentu ze skrzyni historii i przedstawianie go jako historycznego osiągnięcia Niemców jest niepoważne.

Jak na wasz list zareagowali niemieccy politycy?

- Nic do nas jeszcze nie dotarło. Oczekujemy jednak, że rząd przemyśli sprawę i nie ugnie się przed żądaniem ustanowienia dnia wypędzonych.

W Polsce słychać głosy, że uchwała Bundestagu to kolejny dowód, że Niemcy fałszują historię i chcą z wypędzonych zrobić ofiary wojny.

- Nasza błyskawiczna odpowiedź ma być właśnie dowodem, że na takie zachowania nie ma w Niemczech przyzwolenia. To także apel do polityków. Niech nie zapominają, że Polska jest naszym sąsiadem i jednym z najważniejszych krajów UE. Ryzykowanie stosunków z Warszawą tylko po to, by w nadchodzących wyborach lokalnych w Badenii-Wirtembergii zdobyć głosy konserwatywnej prawicy, to igranie z ogniem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    51 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':