W grudniu 2010 r. Fundacja oceniła, że wszczęte dwa lata wcześniej śledztwo jest przewlekłe i nie przynosi efektów. Powołała się też na opinię Thomasa Hammarberga, komisarza praw człowieka Rady Europy, który uważa, że sprawy dotyczące łamania praw człowieka nie powinny być chronione tajemnicą państwową, a opinia publiczna powinna znać ich szczegóły.
W odpowiedzi Jerzy Szymański, dyrektor departamentu ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Generalnej, stwierdził, że "nie można podzielić stanowiska" Hammarberga, ale nie napisał dlaczego. Podkreślił tylko, że materiały śledztwa są objęte klauzulą "ściśle tajne", a ich ujawnienie byłoby przestępstwem. Nic też nie zapowiada, by klauzula tajności została zniesiona.
Według Szymańskiego "czynności procesowe były i są prowadzone w sposób zaplanowany i pozwoliły na uzyskanie istotnych dowodów". Jakich? Nie wiadomo. Szymański potwierdza ogólnie znane fakty: że na lotnisku wojskowym w Szymanach lądowały samoloty wynajmowane przez
CIA i że odbywało się to z pominięciem odprawy celnej i granicznej. Pisze, że prokuratura ma pełny wykaz tych lotów. Nie ma jednak nazwisk pasażerów. Potwierdza, że w śledztwie uznano za pokrzywdzonych dwóch więźniów CIA - Abda al-Rahima al Naszriego oraz Abu Zubayda. Obaj twierdzą, że byli przetrzymywani w Polsce.
W piśmie dyr. Szymańskiego nie ma żadnych informacji, kiedy kilkakrotnie już przedłużane śledztwo będzie zakończone. Jedyne przestępstwo, które jest na razie brane pod uwagę, to "przekroczenie uprawnień" przez polskich urzędników państwowych (rząd
SLD), którzy zgodzili się, by Amerykanie prowadzili na terenie naszego kraju niekontrolowaną działalność.
- Prokuratura nieco uchyliła maskę niejawności, za którą ukryte jest to śledztwo, ale nie ujawniła, czy jest szykowany wniosek do Trybunału Stanu przeciwko politykom, którzy podejmowali tutaj decyzje, i kto z przedstawicieli ówczesnej władzy został już przesłuchany - ocenia odpowiedź prokuratury Adam Bodnar z Fundacji Helsińskiej. Podkreśla, że nadal należy walczyć o jak najszersze ujawnienie materiałów śledztwa. - W Wielkiej Brytanii i we Włoszech te postępowania prowadzono jawnie. W Polsce na razie nie ma na to szans. To pokazuje, jak drażliwa politycznie jest ta sprawa - podsumowuje Bodnar.