http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Giesche dostanie tylko mapki?

Anna Malinowska
2011-02-14, ostatnia aktualizacja 2011-02-13 18:26

Mimo prokuratorskich zarzutów przedstawiciele spółki Giesche wciąż walczą o odzyskanie przedwojennego majątku

Czy prezydent Katowic będzie musiał oddać zabytkowe osiedle Giszowiec
(na zdjęciu) Markowi Niegrzybowskiemu, właścicielowi spółki Giesche SA?
Fot. Dawid Chalimoniuk / AG
Czy prezydent Katowic będzie musiał oddać zabytkowe osiedle Giszowiec (na...
ZOBACZ TAKŻE
Mózgiem operacji jest Marek N., biznesmen z Wybrzeża. Wraz z kilkoma osobami kilka lat temu kupuje od kolekcjonera pakiet przedwojennych akcji na okaziciela spółki Giesche. Rozpoczynają proces reaktywacji spółki, do której należały przed wojną fabryki, kopalnie i huty - niemal jedna trzecia ówczesnych Katowic.

Posiadacze akcji idą do sądu i żądają upoważnienia do zwołania walnego zgromadzenia akcjonariuszy przedwojennej spółki Giesche SA. Sąd daje im to prawo. Ponieważ nikt inny nie ma akcji, podejmują uchwałę o reaktywacji firmy i wpisują ją do Krajowego Rejestru Sądowego.

W sądach pojawiają się pierwsze pozwy o zwrot nieruchomości w Katowicach, a to dopiero początek.

Akcjonariusze starają się także obalić decyzję, na mocy której majątek rodu Giesche został po wojnie znacjonalizowany. - Spółka nigdy nie została wykreślona z rejestru, a jej mienie było znacjonalizowane bezprawnie. Część nieruchomości została jej odebrana na podstawie dekretu o mieniu poniemieckim. Władze polskie uznały, że to była spółka niemiecka, a to nieprawda, bo była amerykańska - uzasadniał Leszek P., pełnomocnik spółki.

Reaktywowaną spółką zainteresowała się ABW. Ustalono, że akcje rzeczywiście należały do Amerykanów, ale Polska już w 1967 r. spłaciła ich roszczenia. Przywiezione z USA papiery wartościowe zostały ostemplowane i zdeponowane w Ministerstwie Finansów. Stamtąd w latach 80. wywieziono je do skupu makulatury. Nie zostały jednak zniszczone. Jeden z pracowników punktu skupu wyniósł je na targ staroci, gdzie za kilka butelek wódki kupił je Ryszard Kowalczuk, kolekcjoner starych druków, dziś kluczowy świadek w sprawie. To od niego akcje odkupił Marek N.

Członkom zarządu Giesche postawiono zarzuty usiłowania wyłudzenia mienia znacznej wartości. Jak dowiedzieliśmy się w Prokuraturze Okręgowej w Tarnobrzegu, zamknięto śledztwo w tej sprawie, ale decyzja, czy akt oskarżenia zostanie przesłany do sądu, jeszcze nie zapadła.

Mimo to przedstawiciele Giesche wciąż walczą. - Kilka miesięcy temu Giesche zwróciło się do nas o wydanie wyrysów i map geodezyjnych nieruchomości, o które się ubiegają. Nie zgodziliśmy się, uważając, że spółka nie jest do tego uprawniona. Spółka oddała sprawę do NSA. Właśnie zapadł wyrok, że dokumenty mamy przekazać - mówi Jakub Jarząbek z biura prasowego magistratu. Jednak do przejęcia jakichkolwiek nieruchomości przez reaktywowaną spółkę daleka droga.

W styczniu rozpoczął się w Katowicach proces, w którym prokuratura chce podważyć legalność działań spółki. Udowadnia, że kilka lat temu sąd, wydając posiadaczom akcji upoważnienie do zwoływania walnego zgromadzenia akcjonariuszy, został wprowadzony w błąd. - Zamiast akcji wnioskodawcy pokazali jedynie pismo, że zostały one zdeponowane u notariusza. Jeśli sąd widziałby, że akcje są ostemplowane, nabrałby wątpliwości co do ich charakteru i zainteresowałby się, jak okaziciel wszedł w ich posiadanie - wyjaśnia prokurator Małgorzata Słowińska. Podkreśla, że akcje mają wyłącznie charakter kolekcjonerski.

Jeśli prokuraturze uda się przekonać sąd do unieważnienia upoważnienia do zwoływania walnego zgromadzenia, zostanie otwarta droga do wykreślenia Giesche z Krajowego Rejestru Sądowego. Wszystkie jej roszczenia majątkowe zostaną anulowane.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    40 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':