- Jeżeli państwo będą mieli życzenie, zorganizują sobie swoją konferencję. Na razie to ja jestem jej gospodarzem! - nie wytrzymała Beata Kempa, gdy w kieleckiej siedzibie
PiS na jej konferencji niespodziewanie wystąpił europoseł PiS Jacek Włosowicz. Zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu i krajowym władzom partii nieliczenie się z działaczami lokalnymi i mianowanie pełnomocniczką w regionie "przywiezionej w teczce" posłanki. Wcześniej przez dziewięć i pół roku wojewódzkim PiS rządził związany z regionem
Przemysław Gosiewski, który zginął w katastrofie smoleńskiej.
Europoseł wyliczał, że od poprzednich wyborów samorządowych liczba członków PiS w regionie wzrosła z 1600 do 1920. - Nie wiem, czy z tego się śmiać, czy to jest żałosne, że nasza praca tak została oceniona. Nie możemy sobie, ja i jeszcze parę osób, pozwolić na to, żeby nasze osiągnięcia były niedoceniane - przemawiał Włosowicz, a usta Kempy były coraz bardziej zaciśnięte. - Gdyby komitet polityczny przysłał tu Koziołka Matołka czy Misia Colargola, też musielibyśmy to zaakceptować. Kiedy trzeba pojechać na kongres dużą reprezentacją, to z woj. świętokrzyskiego pięć autokarów od razu jest, w innych sytuacjach jesteśmy niedostrzegani. Jeżeli komuś zależało na osłabieniu naszej organizacji, to komitetowi politycznemu Prawa i Sprawiedliwości to się udało - mówił Włosowicz.
Do krytyki przyłączył się senator PiS Grzegorz Banaś: - Czas wyłonienia lidera jest inny. Przypominam, że w tym roku miał się odbyć zjazd regionalny. Dlaczego nie można było poczekać? Ta decyzja (nominacja Kempy) jest niedobra, rozbija strukturę i środowisko PiS w województwie. Zostaliśmy potraktowani instrumentalnie. Dopytywani przez dziennikarzy obaj parlamentarzyści nie wykluczyli, że jeśli polityka władz krajowych wobec "dołów" się nie zmieni, wystąpią z partii.
Beata Kempa próbowała załagodzić sytuację. - Ten incydent ja przyjmuję jako element, być może, jeszcze kolejnego zaskoczenia. Mam nadzieję panowie, że się porozumiemy - mówiła pojednawczo.
Włosowicz odpowiedział: - Komitet polityczny PiS wbił wielki klin w organizację świętokrzyską. Jest nam bardzo przykro, że taki nierozważny mamy komitet polityczny.
Już po konferencji Włosowicz i Banaś w rozmowie z dziennikarzami potwierdzili, że nie widzą miejsca w PiS kierowanym arbitralnie z Warszawy.
Beata Kempa była do tej pory związana z Dolnym Śląskiem, a nie regionem świętokrzyskim. Studia ukończyła na Uniwersytecie Wrocławskim. Przez siedem lat była radną w gminie Syców, gdzie się urodziła. Z okręgu wrocławskiego była dwa razy wybierana do Sejmu. Wczoraj zapowiedziała, że przychylność świętokrzyskich wyborców chce zdobyć przede wszystkim, objeżdżając region i uczestnicząc w spotkaniach.
- Trzeba było posprzątać w tym regionie. Gdy zabrakło Przemka Gosiewskiego, zrobił się bałagan. Przypuszczam, że pan senator i pan europoseł chcą się przyłączyć do PJN, a nawet jeśli nie, to i tak czekają ich konsekwencje partyjne - mówi "Gazecie" członek komitetu politycznego PiS. I dodaje, że centrala partii może zainterweniować w taki sposób w jeszcze kilku regionach.