Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Najpierw była informacja, która obiegła media: "Ciągnęli psa tak długo za samochodem, aż odpadła mu głowa". Zaraz później w internecie ruszyła lawina.
W sieci powstała petycja o wymierzenie sprawcom najwyższej kary przewidzianej za zabicie psa ze szczególnym okrucieństwem (dwa lata więzienia). Podpisało się pod nią ponad 100 tysięcy osób. Na Facebooku utworzono stronę promującą petycję - zgromadziło się tam 150 tysięcy internautów.
Gdy na forach ktoś upublicznił nazwiska, zdjęcia sprawców i linki do ich profilów z Naszej Klasy, szybko posypały się tysiące drastycznych gróźb - pod adresem morderców, ich rodzin i sąsiadów. W końcu ruszyły nawoływania do linczu.
Facebook: "Słuchajcie, ja mam już tego dosyć. Ja mam autokary - mam firmę przewozową - może zbierzemy się i tam pojedziemy i zajebiemy pałami. Widzę tu dużo chętnych do tego, to rozprawimy się raz dwa ze skurwysynami".
Nasza Klasa: "Kiedyś wpadniesz w moje ręce, a wtedy przekonamy się, jak twoja głowa zniesie kolczasty drut i samochodowy hak".
Facebook: "Mam kilka serwisów, kilkaset tysięcy zarejestrowanych osób i sporo odwiedzających. Pokażę ich ryj wszystkim i będę to robił tak długo, jak się da - by nie mogli spokojnie przejść ulicą bez obaw w przyszłości, że ktoś ich nie zlinczuje i nie wymierzy bardziej adekwatnej kary".
Nasza Klasa: "Odrąbałbym twojej starej łeb i kazał Ci na to patrzeć"; "Teraz czas na wasze głowy. Gińcie!!!".
W końcu ktoś na Facebooku napisał: "O co wam chodzi, bo już się pogubiłam. O to, żeby zwierzęta nie cierpiały, czy żeby zlinczować bestie? Bo jeśli to drugie, to chyba upodabniacie się do bestii".
No właśnie.
Dlaczego szlachetny odruch sprzeciwu wobec okrucieństwa tak szybko przeradza się w masową nienawiść i żądzę linczu? O to później zapytam specjalistę. Najpierw jadę na spotkanie bestii.
Bestie lęgną sięLipnica Mała na Orawie tuż przy granicy ze Słowacją wbrew nazwie jest dużą wsią: około 3600 mieszkańców, ponad 900 chałup, trzy szkoły, kilkanaście sklepów. To z tej wsi pochodzą bestie.
Rankiem Lipnica Mała zaczyna tętnić życiem - ulice, przystanki pekaesu, szkoły i spożywczaki się zaludniają. Gwar trwa tu zaledwie kilka godzin, po południu wszystkie te miejsca świecą już pustkami i zapada monotonna cisza. Jeszcze wieczorem wieś na chwilę się ożywia - wtedy w stronę kościoła ciągną kobiety. Droga jest nieoświetlona, więc z okna można ich nie zobaczyć, ale wiadomo, którędy idą, bo psy przy kolejnych chałupach szczekają.
- Panie, u nos tako nuda, że hej! Najgorzyj jest w weekendy, ferie i wakacje. Jak mo być po prowdzie, to powiem, że czasem nie idzie wytrzymać - mówi 17-letnia lipniczanka.
Dziewczyna o nudzie może długo rozmawiać, ale gdy słyszy pytanie o bestie, ucieka. Podobnie jest z kolejnym dwojgiem napotkanych dzieciaków. Poza nimi na ulicy pustki.
- Strasznie u was spokojnie - wołam do stojącego w ogrodzie Leona Łuki, sołtysa Lipnicy Małej, który właśnie wyszedł przed dom, by nakarmić psa.
- Nawet nudno - odpowiada z uśmiechem. - Ta nuda jest przekleństwem. Stworzyliśmy klub parafialno-sportowy, na jesieni otworzyliśmy orlika, chcemy, żeby młodzież miała jakieś zajęcie i żeby głupota jej się w głowach nie lęgła.
- To bestie wylęgły się z nudy?
- To nie jest takie proste. Oprócz nudy jest jeszcze samotność. Większość dorosłych wyjeżdża z kraju za chlebem. Jak w chałupie zostaje dziecko z dziadkami, to sprawa się komplikuje. Kiedyś tutejszy człek żył z ziemi, młody był przy swoich i zawsze miał zajęcie. Teraz na miejscu pól uprawnych stoją jedna przy drugiej chałupy, a w nich zamiast rodziców często są tylko komputery z internetem. Tylko że kto wysiedzi przed takim komputerem, to wysiedzi. Reszta zaczyna kombinować.