To informacje z przygotowanego po publikacji "Gazety" raportu szefa Kolegium ds. Służb Specjalnych.
Polska jest unijnym liderem w sięganiu przez służby, policję i wymiar sprawiedliwości po nasze dane od operatorów telefonicznych. W listopadzie pisaliśmy, że rocznie, bez żadnej kontroli i ograniczeń, 1 mln 60 tys. razy pobrały billingi, dane abonentów i dane o przemieszczaniu się właścicieli telefonów (BTS). To oznacza 27,5 "sprawdzeń" na tysiąc dorosłych Polaków. Drugie w klasyfikacji Czechy miał 10 sprawdzeń na tysiąc.
Wielka Brytania i Francja - ok. 8,5, Niemcy - 0,2 na tysiąc mieszkańców (35 razy mniej niż w Polsce).
Napisaliśmy też, że jednym z powodów jest to, że
policja i służby mogą sięgać po te dane bez kontroli i ograniczeń, podczas gdy w innych krajach ograniczenia i kontrola istnieją.
Po naszym tekście sekretarz działającego przy premierze Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki zwrócił się do wszystkich służb, policji, prokuratury i sądów z pytaniem, ile i jakie dane pobierają. - Nie było to łatwe, bo służby niechętnie o tym informują, a jeśli już, to mają różny sposób klasyfikowania danych i trudno je porównać - mówił wczoraj na spotkaniu z dziennikarzami minister Cichocki. Powiedział też, że danych nie podała policja (w tym
CBŚ). Mimo że każde wystąpienie funkcjonariusza zostawia elektroniczny ślad, stwierdziła, że danych nie gromadzi. Nie zbierają ich też prokuratura i sądy.
Co wynika z tych danych, które udało się zebrać?
Po odjęciu tego, do czego przyznały się służby, wynika, że na prokuraturę, sądy i policje łącznie przypada 56 proc. "sprawdzeń". Zdaniem min. Cichockiego policja pobiera dane częściej niż Straż Graniczna, która jest autorką 15 proc. wszystkich sprawdzeń. Zaraz za nią jest ABW - 13 proc. ABW jest jedyną służbą mającą otwarty katalog spraw, którymi może się zajmować. W listopadzie niekonstytucyjność takiej sytuacji zasygnalizował rządowi Trybunał Konstytucyjny.
Trzy tygodnie temu rzeczniczka praw obywatelskich Irena Lipowicz skierowała do premiera wystąpienie, w którym stwierdza, że przepisy dotyczące pobierania danych od operatorów łamią konstytucję i europejską konwencję praw człowieka, bo: * nie ma nad pobieraniem danych żadnej zewnętrznej kontroli; * nie ma ograniczeń celu pobierania danych (np. dla ścigania jakich przestępstw); * nie ma ochrony osób korzystających z tajemnicy zawodowej (dziennikarzy czy adwokatów); * nie ma obowiązku niszczenia danych, które nie przydadzą się do wykrywania przestępstw; * nie ma wymogu, by dane telekomunikacyjne można było pobrać, tylko jeśli inne sposoby dotarcia do dowodów zawiodły (tak jest w przypadku podsłuchów).
RPO zwróciła się o "podjęcie działań w celu zmiany obowiązującego stanu prawnego i jego dostosowanie do standardów konstytucyjnych".
Na zeszłotygodniowej konferencji u Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, w dyskusji z min. Cichockim rzeczniczka podkreśliła, że oczekuje, że premier przedstawi projekt odpowiednich rozwiązań prawnych. "Gazecie" powiedziała, że jeśli reakcja jej nie zadowoli, rozważy wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego (w Trybunale jest już skarga na te przepisy złożona przez posłów
SLD).
Wczoraj min. Cichocki mówił, że nie należy się szybko spodziewać projektu zmiany przepisów: - Trzeba to przemyśleć, zbadać rozwiązania przyjęte w innych krajach - mówił. Pytany, z którymi postulatami RPO rząd się zgadza, wymienił ograniczenie prawa do sięgania po dane telekomunikacyjne, np. by wyłączyć sprawy cywilne (o billingi występują sądy np. w sprawach rozwodowych) i wprowadzenie obowiązku niszczenia danych nieprzydatnych. Rząd myśli też o systemie kontroli, np. specjalnym wydziale w
MSWiA, który sprawdzałby - badając skargi i akta spraw - czy służby i policja prawidłowo korzystają ze swoich uprawnień. Rząd chce zobowiązać służby oraz sądownictwo i zachęcić prokuraturę do corocznego sprawozdawania.
Odpowiedź premiera dla RPO ma być przygotowana na początku marca.