http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Więcej Jeża

Krzysztof Varga
2011-02-10, ostatnia aktualizacja 2011-02-09 18:29

czyli komiksy do lektur szkolnych

ZOBACZ TAKŻE
Ujawniam się właśnie publicznie jako absolutny wielbiciel Jeża Jerzego, a pretekst jest taki, że parę godzin temu obejrzałem kinową wersję legendarnego komiksu. Co prawda film wejdzie do kin dopiero w marcu, mnie się poszczęściło i mogłem go zobaczyć na pokazie prasowym, dziś więc już namawiam na wyprawę do kina, bo takich filmów nam brakuje. "Jeż Jerzy" jest bowiem oazą na pustyni polskiej satyry politycznej. Ciekawa rzecz, satyra polityczna najlepiej sprawdza się w undergroundowych historiach obrazkowych, gdzie można robić sobie żarty ze wszystkich bez obaw o proces czy inne nieprzyjemności, że wspomnę prócz "Jeża Jerzego" takie albumy jak "Wilq" czy "Likwidator". Tam się nikt nie pieści, tam jest jazda po bandzie, to nie jest "Szkło kontaktowe", jakby politycy narodowokatoliccy poczytali sobie "Jeża Jerzego", toby zjeżyły im się włosy na głowie. Nie mówię, że im to polecam, nie będę im pocztą wysyłał moich zbiorów, bo to historie dla ludzi z poczuciem humoru, a jak wiadomo, narodowa prawica jest z niejasnych powodów poczucia humoru pozbawiona. Wiem, że są to rzeczy niszowe, że nakłady tych albumów pewnie nie są oszałamiające, ale tomy te powinny zagościć w każdym domu, ja bym wręcz optował za jakimś wsparciem ministerialnym dla takiej akcji, może w ramach wspierania bibliotek albo w wielkiej akcji narodowej psychoanalizy. "Jeż Jerzy" powinien też zagościć w lekturach szkolnych, bo to współczesny kanon, a i rola wychowawcza większa niż czytanie Orzeszkowej, jak ktoś się za młodu wgłębi w "Jeża Jerzego", to później nie zostanie skinheadem, a wręcz pokocha świat i wszystkich ludzi.

Oczywiście z pewnością jakby narodowa prawica czytała "Jeża Jerzego", toby uznała go za element "przemysłu nienawiści", uznałaby, że jest antypolski i promujący relatywizm moralny oraz cywilizację śmierci, ja bym go zaliczył jednak do przemysłu radości, wolności i świetnej zabawy, którego to przemysłu jakoś mi brakuje ostatnio w Polsce, kraju, w którym nawet przebojowe komedie w kinach nie są wcale śmieszne.

Proszę nie myśleć, że stoi za moim uwielbieniem dla historii o Jeżu Jerzym jakiś infantylizm, że ostatnio zdziecinniałem i zamiast czytać współczesne wielkie powieści oglądam sobie komiksy, ja uważam, że to są bardzo poważne historie, choć jednocześnie strasznie śmieszne i raczej nie dla dzieci, bo pełne wulgaryzmów i w ogóle z moralnością tam trochę słabo, a o politycznej poprawności to już nie ma wcale mowy. Więcej - "Jeż Jerzy" jest jedną z najważniejszych powieści o współczesnej Polsce, o naszym społeczeństwie, tyle że powieścią obrazkową, ale więcej mi mówi o tym kraju niż większość współczesnej prozy. Rafał Skarżycki i Tomasz Leśniak w swoim cyklu stworzyli jedną z największych postaci polskiej popkultury, choć sami uwielbiają się z owej popkultury nabijać. Powiedzmy sobie szczerze - jest to wdzięczny temat do wyśmiewania, tak jak wdzięcznym tematem jest nasze obskuranctwo, uprzedzenia i mania wielkości połączona z kompleksem niższości. Komiks jest świetnym sposobem, żeby się z tego pośmiać. Zresztą Skarżycki i Leśniak wyśmiewają się ze wszystkich, z prawicy, lewicy, z policji, Kościoła, nawet z ekologów, nawet z działaczy antyalkoholowych, nawet z samych siebie się śmieją, karykaturując się co jakiś czas.

Jeż Jerzy jest naprawdę jeżem, tyle że nie chodzi z jabłkiem na grzbiecie, ale jeździ na deskorolce, pali jointy, pije straszliwe wręcz ilości piwa i często jest w stanie pomroczności oraz uprawia skrajny promiskuityzm, mianowicie zadaje się z paniami rozlicznych zawodów, również tych najstarszych, chociaż ma jedną stałą kochankę, niejaką Yolę, mężatkę i katoliczkę. Rzeczywiście nie jest to postać, którą należałoby stawiać młodzieży za wzór, ale komiksy z Jeżem Jerzym nie o tym są, że fajnie jest jeździć na desce i pić piwo, bo to wiemy i bez tego, są to komiksy o polskiej ksenofobii, zaściankowości i głupocie, i w tym upatruję ich potęgi. O tym, że Polska to taki kraj, gdzie zwierzęta są mądrzejsze od większości ludzi. Choć zwierzęta mówiące ludzkim głosem i mające ludzkie potrzeby, jak te wyżej wymienione.

Prześladują Jerzego za to dresiarze oraz dwaj wyjątkowo głupi skinheadzi, Stefan i Zenek, walczący o Wielką Polskę i w obronie białej rasy, atakujący z okrzykiem "Bogurodzica Dziewica!" i "Teraz Polska!". A że jeże raczej nie są przedstawicielami białej rasy panów, to los Jerzego bywa naprawdę trudny i musi bronić się on przed ich atakami za pomocą swojej deskorolki. Krótko mówiąc, często dostaje potężny łomot od "prawdziwych Polaków". W ekranizacji filmowej skini odgrywają zasadniczą rolę, choć zabrakło tam miejsca na innego prześladowcę, niejakiego El Dresso, którego pseudonim mówi wyraźnie, jakie ubranie preferuje, i usiłuje ciągle przemocą przebrać Jerzego w dres. Nie ma też Przemysława R., seryjnego mordercy, który dybie na Jerzego, nie ma jeszcze paru barwnych postaci, no ale rozumiem, trudno w jednym 80-minutowym filmie zmieścić wszystkich bohaterów z dziewięciu tomów komiksowych.

W skrócie fabuła jest taka, że pewien oszalały naukowiec wytwarza klon Jeża Jerzego, żeby zarobić na tym miliony - klon ów, podobny, za to niebywale wręcz głupi i prymitywny, będzie wynajęty pewnemu politykowi, który chce wygrać wybory prezydenckie, ale potrzebuje do tego poparcia młodzieży. A Jeż Jerzy jest idolem młodzieży, więc klon ma wystąpić na festynie poparcia dla owego polityka. Stefan i Zenek zostają wynajęci do zdobycia DNA Jerzego i zabicia go, ale że tak naprawdę są ograniczonymi patałachami, to sprawy się komplikują. Film jest przyjemny w oglądaniu, choć niestety nie rechotałem na nim aż tak jak przy lekturze komiksów. Czegoś mi tam brakowało, jakby odwagi i bezkompromisowości, które pamiętam z komiksów. Przy czytaniu praktycznie na każdej stronie płakałem ze śmiechu. Może wynika to z tego, że proces powstawania takiej animacji trwa na tyle długo, że pewne sprawy się dezaktualizują? Polityk hochsztapler w filmie przypomina kogoś w rodzaju Leppera, a Lepper to już dzisiaj przeszłość, miejmy nadzieję, że nieodwracalna, kiedy był rysowany, był kimś niestety, dziś jest tylko figurą woskową w gabinecie polskich osobliwości. Wolałbym raczej zobaczyć tam premiera Tuska i prezesa Kaczyńskiego, więcej - z przyjemnością zobaczyłbym tam Antoniego Macierewicza i Beatę Kempę, już zaczynam rechotać, jak o nich myślę jako o bohaterach komiksowych Skarżyckiego i Leśniaka. Podrzucam autorom ten pomysł i wracam do lektury komiksów.

Źródło: Duży Format
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':