Czy tu chodzi o striptiz? - pyta w filmie "Burleska" Steve'a Antina główna bohaterka (Christina Aguilera), wchodząc do tytułowego lokalu. Osoba, której zadaje to pytanie, energicznie zaprzecza. A ponieważ to zmanierowany gej, zaprzeczenie jest bardzo ekspresyjne. Nie pada jednak odpowiedź na pytanie, od którego zaczął się ten artykuł.
Jeśli nie striptiz - to co?
Prywatnie najbardziej lubię odpowiedź, której udzielił w 1968 roku niesłusznie zapomniany musical w reżyserii Williama Friedkina "The Night They Raided Minsky's" (dosł. "Noc policyjnego nalotu na lokal braci Minsky"). Najpopularniejsza piosenka z tego musicalu "Take Ten Terrific Girls" definiuje burleskę następująco:
"Weź dziesięć wspaniałych dziewczyn, ale tylko dziewięć kostiumów - i szykuje się wspaniałe danie. Dodaj trochę bursztynowego oświetlenia, domieszaj niezły jazz-band, jakiegoś zabawnego człowieka, by przyprawić to śmiechem - podawaj na gorąco. Co upichciłeś? Spektakl burleski!".
Choreografia w tym musicalu odpowiada tekstowi. Widzimy, jak dziewięć pięknych tancerek w skąpych, ale jednak strojach, osłania dziesiątą. Najwyraźniej nagą, ale taniec reżyserowany jest tak, żebyśmy nie zobaczyli nic niedozwolonego.
Musical w oryginalnej wersji nie miał dystrybucji w Polsce, ale polscy widzowie mogą znać jego parodystyczną wersję z "Muppet Show". W pewnym momencie zgryźliwi dziadkowie Waldorf i Statler przerywają z balkonu Kermitowi i podają mu swoją recepturę na naprawdę udaną rewię. I tak jak u Friedkina, po raz pierwszy w "Muppet Show" niby mamy lalkę bez kostiumu, ale nigdy jej nie możemy zobaczyć w pełnej krasie...
Nie mogło być inaczej. Klasyczna burleska rozwijała się w purytańskiej Ameryce w czasach, w których obowiązywały surowe regulacje dotyczące tego, ile nagości może pokazać na scenie tancerka. Stąd opracowana przez braci Minskych do perfekcji sztuka wykorzystywania tych przepisów do oporu, a nawet trochę bardziej, w nadziei, że zauroczony cenzor łaskawie przymknie oko.
Ta nadzieja okazała się płonna. Tytuł musicalu odwołuje się do prawdziwego policyjnego nalotu na teatr braci Minskych w Nowym Jorku w roku 1925. Zgodnie z ówczesnymi regulacjami aktorka mogła pokazywać piersi na scenie tylko pod warunkiem zachowania całkowitego bezruchu: umożliwiało to aranżowanie tak zwanego tableau, czyli scenicznego odtworzenia sławnego obrazu typu "Wolność wiodąca lud na barykady".
Wyuzdane biodra Mademoiselle Fifi
20 kwietnia 1925 niejaka Mademoiselle Fifi (która przyszła na świat jako Mary Dawson w rolniczym zakątku Pensylwanii) poruszyła się, demonstrując nagą pierś podczas spektaklu. Wystarczyło.
Na sali były dwie osoby, które nie przyszły się tu bawić. Jedną z nich był John Sumner, sekretarz Nowojorskiego Stowarzyszenia na rzecz Zapobiegania Nieprawości. Drugą - jego przyjaciel, oficer policji George Buzzby. Obaj tylko czekali, aż uda im się przyłapać Minskych na złamaniu paragrafu 1140a nowojorskiego kodeksu karnego: "Spektakl mogący deprawować młodzież".
Na widok poruszających się nagich piersi obaj panowie przerwali spektakl. Braciom Minsky i Mary Dawson postawiono zarzuty. Ich prawnikom udało się jednak doprowadzić proces do komediowej parodii. Skoro John Sumner zarzucał im, że taniec Mademoiselle Fifi był nieprzyzwoity ze względu na sugestywne ruchy bioder - obrońcy zażądali demonstracji.
Przejęty swoją rolą obrońca moralności nie zauważył pułapki. Zgodził się zademonstrować, jakie konkretnie ruchy bioder wzbudziły jego zastrzeżenia. Wyszedł na środek sali - i rozpoczął taniec erotyczny.
Po kilku sekundach sala pokładała się ze śmiechu. Sędzia uniewinnił oskarżonych. Cała ta sytuacja wiele lat później została opisana w książce Rowlanda Barbera "The Night They Raided Minsky's", którą Friedkin zaadaptował w musicalu.
Bracia Minsky wygrali tę bitwę, ale ich dni w Nowym Jorku były policzone. Wkrótce burmistrzem został Fiorello La Guardia, który przysiągł wyborcom wyplenienie korupcji i moralnego rozpasania. Z tym pierwszym La Guardia radził sobie średnio, ale nadrabiał tym drugim. W 1937 roku zakazał nie tylko burleski, ale nawet samego wspominania nazwiska "Minsky" w tytułach spektakli, żeby nie można było niczego reklamować aluzyjnym hasłem typu "Widowisko w stylu Minskych".
Triumf obrońców moralności...
...był krótkotrwały. Wybuchła druga wojna światowa. Zawodowi obrońcy moralności mieli inne zmartwienia. Poza tym: czy żołnierzom na przepustce można było odmówić odrobiny relaksu? Burleska szybko dotarła więc tam, gdzie byli amerykańscy żołnierze: do Londynu, Paryża, Rzymu, a nawet do Tokio.
W ten sposób jej historia zatoczyła pełne koło. Zaczęło się przecież od tego, że bracia Abraham, William, Herbert i Morton Minsky, otrzymawszy od ojca salę widowiskową na szóstym piętrze gmachu przy Houston Street, zastanawiali się, jak mają konkurować z teatrami mieszczącymi się wygodnie na parterze.
Abe, najstarszy z braci, był w Paryżu i widział kabarety takie jak Moulin Rouge i Folies Bergere. Zaproponował, żeby scenę rozbudować o wybieg, taki jak dla modelek, żeby półnagie tancerki mogły pokazywać swoje wdzięki od każdej strony.
Bracia potrzebowali jeszcze jakiegoś hasła reklamowego, które pozwoliłoby wyjaśnić publiczności, dlaczego warto się wspinać na ich szóste piętro. Do tego czasu zapożyczone z języka włoskiego pojęcie "burleski" miało w Ameryce mniej więcej takie samo znaczenie, jak wodewil, rewia, kabaret czy show.