Agnieszka Kublik: Kto to mógł powiedzieć:"Jesteśmy formacją, która jest przygotowana do rządzenia, chce rządzić, nie chce być w kącie". Aleksander Smolar, prezes Fundacji im. Stefana Batorego: Przedstawiciel opozycyjnej partii, albo ktoś z PiS, albo z
SLD.
No właśnie, to jest zdanie, które mógł wypowiedzieć każdy polityk opozycji. Autorem jest Grzegorz Napieralski. Zdanie banalne i charakterystyczne dla niego, często powtarzane w ostatnim czasie. - Bo w SLD jest poczucie, że władz znów się przybliża, a raczej, że SLD się przybliża do władzy. I stąd ta częstotliwość takich wypowiedzi.
Ta wypowiedź dowodzi, że Napieralski to mistrz banału. - Ja myślę. Ale trzeba też powiedzieć, że politycy nie muszą być ludźmi jakoś szczególnie oryginalnymi, uwodzącymi paradoksami, żartami słownymi, retorycznie. Ale rzeczywiście w przypadku pana Napieralskiego to jest uderzające. Może dla jego wyborców to jest pewien plus.
Tak czy owak Napieralski będzie wicepremierem - albo w koalicji z PO albo z PiS? - Jeżeli tak się zdarzy, że SLD wejdzie w koalicję bądź z PO bądź z PiS-em, to wtedy najbardziej prawdopodobne, że pan Napieralski zostanie wicepremierem.
Która koalicja wydaje się panu bardziej prawdopodobna? SLD się zarzeka, że na pewno nie wejdzie w koalicję z PiS, ale PiS się już nie zarzeka. Joachim Brudziński w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" pytany o koalicję z PO (ale bez Tuska) odpowiada: "Dzisiaj to byłaby dla nas bardziej egzotyczna koalicja niż z LPR czy SLD". - To interesująca wypowiedź. To takie wykopywanie dalszych okopów i definiowanie Platformy jako głównego wroga. To jest pewnego rodzaju propozycja wobec SLD.
Brudziński składa ofertę współpracy Napieralskiemu, który jeszcze niedawno źle mówił o IV RP, straszył nią przed wyborami prezydenckimi. - Można założyć, że już w ogóle nie będziemy słyszeć o IV z ust ludzi PiS, bo to doprowadziło do ich klęski. Oni wiedzą doskonale, że symbolicznie posługiwanie się tym pojęciem ucina jakiekolwiek możliwości porozumienia się z SLD.
Więc mnie się wydaje się, że porozumienie tych partii jest absolutnie możliwe. Inne rzeczy mogą umożliwić koalicję z PO, inne - z PiS.
Z PiS Sojusz mógłby się porozumieć tylko wtedy, gdyby koalicji PO-PSL zabrakło głosów? - To też może wynikać z kalkulacji, co jest groźniejsze dla SLD. SLD - jak każda partia - nie chciałaby powtórzyć losu Samoobrony i LPR i stać się przystawką PiS. W pewnej koniunkturze SLD może uznać, że bardziej niebezpieczna jest Platforma niż PiS.
Bo ich elektoratom jest do siebie bliżej? - Tak, pewnego typu elektoratom: elektoratowi ludowemu, ludziom poranionym przez transformację, nieufnym, wrogim wobec elit, bojącym się szerokiego świata i zagranicy. To jest elektorat PiS i w dużym stopniu SLD. Elektorat, który przepłynął do Platformy, w dużym stopniu ze strachu przed możliwością powrotu PiS do władzy był centrolewicowy, to klasa średnia, ludzie otwarci, o liberalnie lewicowych poglądach. To może łączyć SLD z Platformą.
Tu widzę niebezpieczeństwo dla SLD wynikające z porozumienia z PO. Sojusz może liczyć na powrót ludzi, którzy poszli do Platformy. Jeżeli SLD będzie w opozycji wobec PO, będzie grali na niezadowoleniu ludzi, którzy przeszli do PO. Jeżeli by się porozumiał z Platformą, utworzył wspólny rząd, to wtedy ci ludzie, którzy przeszli do PO nie mieliby powodu, żeby wracać do Sojuszu. To jest jeden z argumentów, który może przemawiać na korzyść porozumienia SLD z PiS.
Napieralskiemu bardziej się kalkuluje dogadać z Kaczyńskim? - To zależy od tego, co by uzyskał. I od tendencji notowań partyjnych. Jeśli notowania PiS by spadały, to wtedy Napieralski mógłby uważać, że zagrożenia płynące ze strony PiS byłyby ograniczone.