http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wielka draka z tybetańskim lamą

Maria Kruczkowska
2011-02-09, ostatnia aktualizacja 2011-02-09 12:00

Czy żyjący na wygnaniu w Indiach Karmapa, trzeci co do ważności duchowny tybetański po Dalajlamie, jest chińskim szpiegiem? Czy to prowokacja hinduskich służb specjalnych obawiających się infiltracji ich kraju przez rosnące w siłę Chiny?

SONDAŻ
Czy Twoim zdaniem Tybet wywalczy kiedykolwiek wolność?

Tak
Nie
Nie mam zdania

Afera wybuchła, gdy tydzień temu w klasztornej celi Karmapy hinduska policja znalazła cztery skrzynie z pieniędzmi - rupie, dolary i chińskie juany o łącznej wartości aż 765 tys. dol. Na trop klasztoru policja wpadła przy okazji wyjaśniania sprawy podejrzanej transakcji zakupu ziemi. Biznesmeni, którzy jej dokonali, wskazywali na klasztor Karmapy jako źródło finansowania. Policjanci zatrzymali prawą rękę Karmapy wraz z czwórką innych osób. Przesłuchali też samego lamę.

Największą sensację wzbudziły chińskie banknoty. - Karmapa jest w stałym kontakcie z władzami w Pekinie - mówi jeden ze śledczych.

Gazety, bazując na źródłach policyjnych, budują kolejne teorie.

Piszą, że Chińczycy mieli w 1999 r. pomóc Karmapie w ucieczce przez Himalaje, bo 14-latek nie dałby rady dokonać tego sam. Teraz lama ma pomagać Pekinowi w kontroli buddyjskich klasztorów w stanie Arunaćal Pradeś. Chiny do dziś uważają, że historycznie należy im się większa część terytorium tego stanu.

25-letni dziś XVII Karmapa jest dla Tybetańczyków żyjącym Buddą. Światową sławę zyskał przed 12 laty po ucieczce z Tybetu. Opowiadał chętnie, jak przez osiem dni przemierzał Himalaje konno, pieszo i helikopterem. Zdecydował się na to, mimo że kilka lat wcześniej komunistyczne władze w Pekinie oficjalnie uznały jego reinkarnację i potwierdziły, że jest nowym przywódcą jednej z głównych szkół buddyzmu tybetańskiego (XVII Karmapę uznał również Dalajlama). Już po udanej ucieczce Karmapa tłumaczył, że uciekł z Tybetu, ponieważ się bał, że Chińczycy zmuszą go do wypowiedzenia się przeciwko Dalajlamie.

W Indiach dostał status uchodźcy, zamieszkał w klasztorze i poświęcił się studiom buddyjskim. Dalajlama od lat jest opiekunem duchowym młodego mnicha. Mówiło się, że to on stanie na czele społeczności tybetańskiej po 75-letnim dziś przywódcy.

Teraz nie jest to już takie pewne, choć Dalajlama broni Karmapy, jednocześnie opowiadając się za przeprowadzeniem szczegółowego śledztwa w sprawie pieniędzy. - Nie wierzymy, by Karmapa miał cokolwiek wspólnego z Chinami Ludowymi. Ufamy, że prawda wyjdzie na jaw - oświadczył tybetański rząd emigracyjny w hinduskiej Dharamsali.

Otoczenie Karmapy zapewnia, że pieniądze to datki od wiernych, a juany zostawili chińscy buddyści. Chińczycy już się nie boją tak jak kiedyś wyznawać tybetańskiego buddyzmu i odwiedzają indyjskie klasztory. Karmapa powiedział, że to nie on prowadzi księgowość klasztoru i nie orientuje się, w jaki sposób datki były księgowane.

To nie pierwsza awantura wokół XVII Karmapy. Od przybycia do Indii jest ciągany po tamtejszych sądach przez zwolenników konkurencyjnego lamy, który spiera się z nim o tytuł.

- Niewykluczone, że i tym razem rywal Karmapy próbuje mu zepsuć reputację. Jego starania zbiegły się teraz z widoczną chęcią hinduskiego wywiadu, by wykreować spisek chiński z tybetańskim lamą w roli głównej - mówi "Gazecie" znawca Tybetu Robbie Barnett. Jego zdaniem hinduskie służby specjalne podsycają wszechobecną antychińską paranoję, by podnieść swój status, a przy okazji budżet. - To medialny lincz na Karmapie. Zarzuty uważam za wyssane z palca. To jest tak, jak by twierdzić, że Jan Paweł II tylko udawał antykomunistę, a w rzeczywistości był radzieckim szpiegiem.

W Delhi, gdzie potęguje się strach przed rosnącym w siłę sąsiadem, roi się od antychińskich teorii spiskowych. Hindusi wierzą, że Chińczycy infiltrują Indie i wszędzie mają agentów. Nieufności nie zmniejszają wzmacniające się kontakty gospodarcze - Pekin to dziś trzeci partner handlowy Indii.

Delhi powoli traci też sympatię dla 100 tys. tybetańskich uchodźców z powodu ich ciągłych protestów i sporów z Chinami, które dodatkowo zwiększają napięcie na linii Delhi - Pekin.

- Sytuacja robi się poważna - twierdzi Barnett. - Tybetańską emigrację toleruje się w Indiach ze względu na Dalajlamę, ale po jego śmierci nie będzie już mogła liczyć na polityczne względy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':