Chodzi o wydarzenia z marca 2003 r. W domu w podwarszawskiej Magdalence ukrywali się Robert Cieślak i Igor Pikus podejrzani o udział w zabójstwie policjanta we wsi Parole, do którego doszło niemal rok wcześniej. Do zatrzymania gangsterów oddelegowano 40 funkcjonariuszy (w tym 28 antyterrorystów). Akcja zakończyła się tragicznie - gdy policjanci podeszli pod budynek, bandyci odpalili minę pułapkę, potem z okien rzucili granaty. Dwóch funkcjonariuszy zginęło, 16 zostało rannych. Zginęli też obaj bandyci.
Prokuratura uznała, że dowodzący akcją popełnili rażące błędy, które przyczyniły się do śmierci i ranienia policjantów. Przed sądem stanęli Grażyna Biskupska (b. naczelnik wydziału do walki z terrorem kryminalnym stołecznej policji),
Kuba Jałoszyński (b. szef antyterrorystów) i Jan P. (zastrzegł nazwisko, b. zastępca komendanta stołecznego).
Cała trójka po wielomiesięcznym procesie została uniewinniona w czerwcu 2006 r. Uzasadnienie wyroku było dla prokuratury miażdżące. Sędzia Andrzej Krasnodębski mówił m.in.: - To nie działania oskarżonych, lecz przestępców spowodowały śmierć antyterrorystów. Sąd wyraża żal, że w szeregach policji nie ma już ludzi [to o oskarżonych], o których na tej sali powiedziano, że są jednymi z najlepszych policjantów w kraju.
Prokuratura odwołała się od wyroku i sąd apelacyjny nakazał powtórzyć proces. W lipcu ub.r. po drugim procesie policjanci zostali ponownie uniewinnieni. Uzasadnienie wyroku było równie niekorzystne dla prokuratury. Zdaniem sądu, choć były drobne błędy w przygotowaniu akcji, to nie miały one wpływu na tragiczny finał.
"Sytuacja, która miała miejsce w Magdalence, była sytuacją bez precedensu zarówno w skali ogólnokrajowej, jak i europejskiej. Sąd nie doszukał się jakichkolwiek dowodów, które uzasadniałyby winę oskarżonych" - napisali sędziowie w uzasadnieniu.
Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce przygotowała apelację. Prok. Andrzej Rycharski: - Apelację już skierowaliśmy do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.