W maju ub.r. w artykule "Egzekutor z Kwidzyna" opisaliśmy, jak z wrocławskiej kasy
SKOK wyprowadzono 12 mln zł za pomocą spółek krzaków. Zarzuty postawiono dwóm prawnikom i prezesowi tych spółek, którzy posługiwali się sfingowanymi umowami. Na ich podstawie wprowadzone w błąd sądy wydawały tytuły egzekucyjne, więc komornicy zajęli w SKOK-u owe 12 mln.
W operacji przejęcia od komorników tych wyłudzonych pieniędzy uczestniczył Marcin Dubieniecki, mąż Marty Kaczyńskiej. Prokuratura wrocławska latem ub.r. zajęła w kancelarii ojca Dubienieckiego dokumenty dotyczące tej sprawy.
Dubienieccy - syn i ojciec - odmówili nam rozmowy, powołując się na tajemnicę adwokacką.
Teraz dowiadujemy się, że gdy Marcin Dubieniecki w imieniu figuranta i firmy krzak zabiegał u komorników, by przekazali pieniądze zajęte w SKOK-u, nie miał przez pewien czas pełnomocnictwa. W jakim więc charakterze występował?
- Też chcielibyśmy wiedzieć - mówi Paweł Rochowicz, rzecznik NRA.
Jak podejść komornika Zaczęło się tak. Pod koniec 2008 r. grupa odsuniętych pracowników SKOK-u we Wrocławiu z pomocą radcy prawnego Tomasza T. skonstruowała umowy, które przewidywały kary finansowe od SKOK-u na rzecz podstawionych firm.
Sąd dał wiarę i wydał nakazy egzekucyjne. Tomasz T. uruchomił komorników, którzy zajęli w SKOK-u pieniądze. Ale SKOK zaskarżył umowy jako fikcyjne i wygrał w sądzie.
Komornicy zaczęli więc pieniądze zwracać. Jednak kilku z nich dowiedziało się o tym za późno, a mieli na kontach 5 mln zł zajętych w SKOK-u. Mecenas T. dostrzegł swoją szansę.
Na przełomie maja i czerwca 2009 r. szukał po kraju sądów, które wydałyby kolejne tytuły egzekucyjne, nie wiedząc o nieważności umów. Warunek: firma, która zabiega u komorników o wyłudzone pieniądze, musi mieć siedzibę tam, gdzie sąd, który podejmie decyzję.
Najpierw radca T. zarejestrował spółkę o nazwie OCW w Słupcy w Wielkopolsce. I tamtejszy sąd orzekł na jej rzecz egzekucję.
Wkracza Marcin Dubieniecki 2 czerwca 2009 r. adw. Dubieniecki syn dzwoni do komornika w Wielkopolsce, który ma na koncie 4 mln zł ze SKOK-u. Pyta, czy pieniądze na rzecz OCW zostaną przelane. Komornik informuje, że są wątpliwości co do ważności umów, a więc i do tytułów egzekucyjnych.
Po tygodniu Dubieniecki przychodzi z pełnomocnictwem datowanym 4 czerwca (dwa dni po kontakcie telefonicznym), ale wystawionym już przez inną spółkę - Egzekutor Europejski. Miała ona tego samego prezesa co OCW, a z pełnomocnictwa wynikało, że to jej należą się teraz pieniądze zajęte w SKOK-u.
Jednak ów prezes figurant nie wystawiał nigdy innego pełnomocnictwa kancelarii Dubienieckich. A zatem - gdy Dubieniecki zabiegał u komornika o pieniądze dla OCW, działał bez pełnomocnictwa.
Dubieniecki bez takiego pełnomocnictwa mógł działać jeszcze wcześniej. Egzekutor Europejski został bowiem zarejestrowany 29 maja 2009 r. w Marezie koło Kwidzyna; jako siedzibę spółki podano mieszkanie Dominika Pomierskiego, przyjaciela i wspólnika Dubienieckiego. Pomierski nie umiał wyjaśnić, co ta spółka robiła pod jego adresem.
Mając Egzekutora zarejestrowanego w Marezie, Dubieniecki mógł w lokalnym sądzie wnioskować o tytuły egzekucyjne. Sędzia Halina Maliszewska, przewodnicząca wydziału cywilnego sądu w Kwidzynie, mówiła: - Wniosek wpłynął z kancelarii Dubienieckich. Otrzymał klauzulę do zajęcia pieniędzy, ale po informacji, że dokumenty są przedmiotem śledztwa i mogą być sfingowane, klauzulę uchyliliśmy.
Co tu robi Draba? Pieniądze, które Dubieniecki usiłował wydostać od wielkopolskiego komornika (z pełnomocnictwem), miały być przelane w następujący sposób: • 750 tys. zł na konto kancelarii Dubienieckiego seniora; • 750 tys. zł na konto Roberta Draby, do 2008 r. szefa kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego; • 3,5 mln zł na konto kancelarii, w której pracował radca Tomasz T.
Draba znał się z Dubienieckim z czasów pracy w kancelarii prezydenckiej, dokąd Dubieniecki zaglądał jako narzeczony, a potem mąż Marty Kaczyńskiej. Byli też wspólnikami w jednej ze spółek. Draba nie chciał z nami rozmawiać. Prokuratura, która go przesłuchała, odmawia komentarza.