http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wyższa szkoła zmian

Adam Leszczyński
2011-02-05, ostatnia aktualizacja 2011-02-05 15:40

Praca na kilku etatach, zatrudnianie rodziny, dożywotnie posady - to ma się skończyć. Sejm przyjął w piątek rządową reformę szkół wyższych. To początek największych od dziesięcioleci zmian na uczelniach

Sejm radykalnie przerobił dwie kluczowe dla polskiej nauki i naszych uczelni ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym oraz ustawę o stopniach naukowych i tytule naukowym.

Zmiany przygotowano w tempie ekspresowym - pierwsze czytanie projektu odbyło się w październiku. W ten sposób posłowie przyjęli ostatni element wielkiej rządowej reformy nauki i uniwersytetów. Wczoraj za reformą głosowały PO i PSL, PiS był przeciw, a SLD wstrzymało się od głosu.

- Projekty zmian w zasadach tworzenia nowych kierunków studiów są dojrzałe, przemyślane i podniosą jakość studiowania - uważa prof. Jerzy Woźnicki, prezes Fundacji Rektorów Polskich.

Lista nowości na uczelniach jest bardzo długa. Szkoły wyższe będą m.in.:

* mogły same tworzyć nowatorskie kierunki studiów (dziś listę kierunków zatwierdza ministerstwo);

* zobowiązane do walki z plagiatami i nepotyzmem;

* musiały monitorować kariery absolwentów;

* zawierały ze studentami umowy gwarantujące określone prawem usługi (a więc nie będą mogły np. dowolnie narzucać dodatkowych opłat).

Główna idea reformy to zmotywowanie uczelni do inwestowania w jakość studiów i badań naukowych. Z tych najlepszych wydziałów i instytutów powstaną tzw. KNOW - Krajowe Naukowe Ośrodki Wiodące. Będą one miały swobodę wyboru w przeznaczaniu pieniędzy z państwowej dotacji np. na zwiększenie wynagrodzeń pracowników czy ufundowanie atrakcyjnych stypendiów dla doktorantów. KNOW dostaną też dodatkowe pieniądze na badania.

Bardzo zmienią się zasady pracy na uczelniach. Rząd chce ułatwić awans naukowy młodym naukowcom i ograniczyć różne patologie: wieloetatowość, zatrudnianie po znajomości i dożywotnie posady.

* Nauczyciele akademiccy mają być zatrudniani generalnie na podstawie umów o pracę na czas określony lub nieokreślony (mianowanie zachowają profesorowie tytularni);

* zatrudnienie będzie się miało odbywać tylko po przejrzystych i publicznie ogłaszanych konkursach;

* wprowadzono limit ośmiu lat na zrobienie habilitacji dla adiunktów;

* zmieniono zasady uzyskiwania habilitacji - procedura będzie krótsza, m.in. ze względu na likwidację wykładu i kolokwium habilitacyjnego;

* zatrudnienie na drugi etat będzie możliwe tylko za zgodą rektora;

* nauczyciele akademiccy będą oceniani (nie rzadziej niż co dwa lata, profesorowie - nie rzadziej niż co cztery), w tym m.in. przez studentów;

* rektor będzie miał prawo zwolnić nauczyciela akademickiego po jednej ocenie negatywnej, a po dwóch - obowiązek.

Wiele elementów reformy budziło kontrowersje. Spór wywołał pomysł rządu - marginalny w skali reformy - żeby ograniczyć możliwość bezpłatnego studiowania na drugim kierunku, dając ją nie wszystkim, ale 10 proc. najlepszych studentów. Ostatecznie Sejm postanowił, że to prawo będą mieli tylko najlepsi studenci (ci, którzy kwalifikują się do stypendium za wyniki). Dobrymi stopniami będą się musieli wykazywać co rok. Środowisko naukowe sprzeciwiło się planom zniesienia habilitacji (rząd ustąpił, ale zmienił zasady jej uzyskiwania). Protestowali rektorzy i studenci uczelni niepublicznych, którzy zarzucali, że nowe prawo finansowo faworyzuje uczelnie publiczne.

- Protestujemy przeciwko nieuczciwej konkurencji - wyjaśnia prof. Edmund Wnuk-Lipiński, rektor Collegium Civitas z Warszawy. - Studenci szkół niepublicznych płacą za naukę podwójnie: raz w postaci podatków, drugi - czesnego. Nie chodzi nam o to, żeby państwo dotowało w równym stopniu szkoły publiczne i niepubliczne, tylko żeby pieniądze szły za studentem, np. żeby stypendia dla studentów były równie dostępne w publicznych i niepublicznych. W ten sposób studenci będą mieli możliwość wolnego, równego wyboru lepszej uczelni.

- 34 szkoły niepubliczne już dostały finansowanie na badania. Dodatkowo od 2008 r. w konkursach otrzymały prawie miliard złotych na poprawę jakości kształcenia. Chcemy dofinansowywać z budżetu najlepsze szkoły niepubliczne i reforma wprowadza takie możliwości. Pieniądze dostaną np. te, które prowadzą studia doktoranckie lub kierunki studiów wyróżnione przez Państwową Komisję Akredytacyjną - mówi Bartosz Loba, rzecznik Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Reformą zajmie się teraz Senat, który będzie mógł wprowadzić poprawki. Rząd chce, żeby większość zmian weszła w życie od października, czyli z początkiem najbliższego roku akademickiego.

- Ostateczny kształt reformy jest wynikiem rozmaitych przetargów i uzgodnień. Przez to jest lepsza, niż można się było jeszcze niedawno obawiać - mówi prof. Karol Modzelewski, do końca grudnia wiceprezes PAN, który wielokrotnie publicznie krytykował plany rządu. - Nadal niepokoi mnie w niej filozofia komercjalizacji nauki. Słusznie ograniczono wieloeatowość i utrzymano habilitację, ale zmiany nie zapewniają dostatecznej ochrony przed obniżeniem jakości. Dostrzegam w niej brak troski o elitarne kształcenie, a jeżeli zaprzepaścimy kształcenie elit, będziemy mieszkać w europejskim domu w suterenie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 298 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':