Posłowie
PiS ogłosili natychmiast, że oto mamy widomy dowód patologii, jaką zrodziło oddzielenie prokuratury od rządu: powstała instytucja poza kontrolą. Rzeczywiście, gdyby prokuratorem generalnym nadal był minister sprawiedliwości, posłowie mogliby zmusić go do przyjścia na komisję lub przysłania przedstawiciela.
A tak mogą tylko zapraszać. A jeśli zapraszają po to, by wieszać na nim psy, to nic dziwnego, że gość z zaproszenia nie korzysta. Żadnego w tym zagrożenia dla państwa i demokracji nie ma. Wystarczy po prostu więcej kultury.
Nie jest natomiast prawdą, że oto powstała instytucja poza kontrolą. Prokurator Generalny jest bowiem uzależniony od premiera i ministra sprawiedliwości. Premier może wnieść do Sejmu o jego odwołanie, jeśli odrzuci jego roczne sprawozdanie. A minister sprawiedliwości wydaje rozporządzenia dotyczące wewnętrznego funkcjonowania prokuratury.
Lepiej byłoby, aby Prokurator Generalny odpowiadał nie przed premierem, a przed Sejmem. Żeby to Sejmowi przedstawiał roczne sprawozdanie, tak jak robią to szefowie
NIK, Trybunału Konstytucyjnego, RPO, RPD, KRRiTV czy
Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Ale obecne rozwiązanie - odpowiedzialność przed premierem - powstało na skutek nacisków PiS-u który argumentował, że prokuratura powinna być powiązana z rządem, bo rząd odpowiada za bezpieczeństwo obywateli i musi mieć do tego narzędzie w postaci prokuratury.
Skoro więc PiS nie walczył o to, by opozycja mogła używać narzędzia kontroli sejmowej w stosunku do Prokuratora Generalnego - niech teraz nie narzeka.
A póki co, niezależność prokuratora generalnego sprawdza się całkiem dobrze. Ot, choćby zwrócił się on właśnie do prezydenta o odwołanie swojego zastępcy odpowiedzialnego za pion śledczy
IPN. Pion, którego sztandarową działalnością jest wydawanie milionów złotych na ustalanie przyczyn śmierci generała Sikorskiego (w tym ekspertyzę dendrologiczną drzazgi znalezionej w jego ciele), czy własne śledztwo w sprawie zamachu na
Jana Pawła II polegające na finansowaniu tłumaczenia z włoskiego protokołów przesłuchań papieskiego zamachowca.
Prokurator Generalny będący członkiem rządu rozważając taką inicjatywę musiałby się liczyć, że PiS rozedrze szaty na temat politycznej dintojry. I prawdopodobnie dałby swojemu zastępcy spokój. Prokurator generalny niezależny może się kierować racjonalnością, a nie polityczną kalkulacją - z pożytkiem dla państwa. A PiS-owi pozostaje rozedrzeć szaty, że prokurator pozostaje poza jego kontrolą.