O tym, że Leonardo da Vinci użył do namalowania najsłynniejszego obrazu świata modela, nie modelki, mówiło się już od pewnego czasu. W środę wieczorem Silvano Vincetti, przewodniczący włoskiej komisji, oświadczył jednak zdecydowanie: - Nie ma wątpliwości, Mona Lisa to mężczyzna.
Zdaniem Vincettiego i jego ekspertów da Vinci użył jako modela swego życiowego partnera Giana Giacomo Caprottiego, przez znajomych znanego jako Salai.
Salai i da Vinci mieszkali i pracowali razem przez 25 lat. Według Vincettiego Salai był inspiracją wielu innych dzieł mistrza. To Salai był - zdaniem Włochów - modelem użytym do namalowania portretu m.in. Jana Chrzciciela.
Do tej pory historycy sztuki uważali, że "Mona Lisa" przedstawia Lisę Gheradini, żonę handlarza jedwabiem, którego znał da Vinci.
Problem w tym, że Vincetti nie mógł osobiście zbadać obrazu, bo nie zgodziło się na to kierownictwo Luwru, gdzie wisi obraz. Zespół Vincettiego studiował więc olbrzymie zdjęcie obrazu w wysokiej rozdzielczości. Włosi twierdzą, że w oczach Mony Lisy znaleźli literki "L" i "S" od imion kochanków.
Luwr wydał w czwartek oświadczenie, w którym odrzucił ustalenia włoskiej komisji. Eksperci Luwru twierdzą, że zbadali obraz i żadnych literek nie znaleźli. Vincetti odpowiada na to, że Francuzi są "ślepi" i zgłasza gotowość wyjazdu do Paryża i zbadania obrazu na miejscu.
Ciąg dalszy zapewne nastąpi, a tłumy w Luwrze jeszcze się zwiększą.
Źródło: Gazeta Wyborcza