http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Autobiografie"; "Wojna i wojna"; "Wokulski w Paryżu"; "Spotkania z

Książki poleca Juliusz Kurkiewicz
2011-02-03, ostatnia aktualizacja 2011-02-03 13:25

Gdyby Thomasa Bernharda nie zabiła gruźlica, 12 lutego skończyłby 80 lat. Kilkanaście lat temu ukazała się w Polsce jego autobiografia i zapanowała bernhardomania. Jej dobre skutki to oczywiście mnóstwo tłumaczeń. Ale są i złe - upupienie pisarza w jednostronnym wizerunku austriackiego ponuraka, kaznodziei i potwora. Ten wizerunek stworzył sam Bernhard, przede wszystkim we wznowionych właśnie "Autobiografiach" (Wydawnictwo Czarne, przeł. Sława Lisiecka). Pomysłowy tytuł polskiego wydania to ostrzegawcze światełko: nie mamy tu do czynienia z kawałkiem solennej prawdy, ale ze zbiorem autokreacji. Kolejne przybliżenia, obrazujące kluczowe momenty życia Bernharda, układają się w ponurą baśń o obdarzonym geniuszem półsierocie, oddanym do szkoły z internatem na pastwę sadystycznych nauczycieli (najpierw nazistowskich, potem katolickich), śmiertelnie chorym. W tej nowoczesnej wersji "Baśni mojego życia" Andersena (najbardziej zełganej autobiografii w dziejach) jest i dobra wróżka: to dziadek pisarza, drugorzędny pisarz Johannes Freumbichler, który wierzy, że wnuk jest przeznaczony do rzeczy wielkich.

Najlepsze powieści z książką w roli głównej napisali Umberto Eco i Italo Calvino. W "Wojnie i wojnie" Węgra László Krasznahorkaiego (W.A.B., przeł. Elżbieta Sobolewska) najważniejszy jest tajemniczy manuskrypt odnaleziony przez prowincjonalnego archiwistę. To, że opisano w nim losy czterech mężczyzn, których pojawienie się było zawsze zapowiedzią dziejowej katastrofy, nie uchroni go przed obsesją. Bohater wyrusza do Nowego Jorku, by tam wprowadzić do internetu treść manuskryptu. Czy "Wojna i wojna" potwierdzi opinię Susan Sontag, która nazwała pisarza "mistrzem apokalipsy"?

Jeśli cechą arcydzieła jest magnetyczna siła, która nawet po latach pobudza komentatorów do nowych interpretacji, to na dziś arcydziełem polskiej literatury jest „Lalka”. Kilka lat temu sięgnęła po nią Olga Tokarczuk, odczytując ją przez psychologię głębi. Efektem był esej „Lalka i perła”. Szkoda, że wydana właśnie wspaniała książka Krzysztofa Rutkowskiego „Wokulski w Paryżu” (słowo/obraz terytoria) przeszła prawie niezauważona. To piękna fantazja na temat powieści i jej wywrotowa interpretacja: „Lalka” to tak naprawdę nie książka o Warszawie, ale o Paryżu, i nie powieść pozytywistyczna, ale erotyczna i mistyczna. Niemal równocześnie ukazała się bardziej tradycyjna książka Józefa Bachórza „Spotkania z »Lalką «” (słowo/obraz terytoria). Dowiemy się z niej, że słynne „rumieńce Wokulskiego” to efekt młodzieńczej fascynacji Prusa fizjonomiką, pseudonauką rozwiniętą w XVIII w. przez szwajcarskiego pastora Johanna Kaspara Lavatera, zgodnie z którą charakter człowieka odpowiada wyglądowi jego twarzy. W „Lalce” Prus nie wierzył już tym poglądom - raczej się z nich podśmiewał.

Bardzo lubię "Serię ze strachem" Wydawnictwa Czarne. Nie tylko przybliża nieznanych wcześniej autorów kryminałów (nie wszyscy są Szwedami - co za odmiana!), ale czyni to w niebanalnej oprawie graficznej nawiązującej pastiszowo do estetyki kryminałów wydawanych w PRL-u. W tej serii ukazały się właśnie "Partytura śmierci" Niemca Jana Seghersa (przeł. Sebastian Musielak) i "Mężczyzna o twarzy mordercy" Fina Mattiego Rönki (przeł. Elżbieta Kalinowska). Bohatera pierwszej powieści dogania po latach trauma z dzieciństwa, bohater drugiej szuka zaginionej żony antykwariusza i wplątuje się w narkoaferę. A jeśli, oprócz kryminałów, waszą wstydliwą przyjemnością są filmy porno, możecie już przestać się kryć. Oglądając je, trzymajcie pod ręką naukową książkę Lindy Williams "Hard core" (słowo/obraz terytoria, przeł. Justyna Burzyńska, Irena Hansz i Miłosz Wojtyna). Profesorka z Berkeley opowiada w niej o historii pornografii i jej gatunkach. Pokazuje różnorodność wyklętej gałęzi kinematografii i kwestionuje stereotyp, że wszystkie pornosy poniżają kobiety. Miłego oglądania. To jest czytania.

Źródło: Duży Format
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':