http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nawet dzieci myślą

Dorota Jarecka
2011-02-03, ostatnia aktualizacja 2011-02-04 09:59

Mirosław Bałka na wystawie ''Fragment'', CSW w Warszawie
Mirosław Bałka na wystawie ''Fragment'', CSW w Warszawie
Fot. Rafał Siderski/Forum

Ludzie na tym słynnym dziś zdjęciu stoją nad czaszkami, wszyscy weseli. Skojarzyło mi się to z procesją Bożego Ciała, tylko że zamiast płatków kwiatów pod nogami tych ludzi są kości. Rozmowa z Mirosławem Bałką, rzeźbiarzem, autorem filmów wideo


Fot. Wojciech Duszenko
"7 x 7 x 1450", mydełka nanizane na sznur, 2000 r.
Kadr z filmu
Fot. Centrum Sztuki Współczesnej
Kadr z filmu "Bottom" 1999/2003
Kadr z filmu
Fot. Centrum Sztuki Współczesnej
Kadr z filmu "Bottom" 1999/2003
Kadr z filmu
Fot. Centrum Sztuki Współczesnej
Kadr z filmu "Bottom" 1999/2003
Kadr z filmu
Fot. Centrum Sztuki Współczesnej
Kadr z filmu "Bottom" 1999/2003
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Ostatnio Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku oddało ci twoją pracę z lat 80. Był to zając uszyty z różnych tkanin, rekwizyt w performansie "Wystawa poświąteczna" z 1986 roku. Co się stało?

- Tam były katastrofalne warunki magazynowe, myszy i mole zaczęły tę rzeźbę zjadać. Zająca trzy razy gazowano, moli nie udało się wytruć. Dostałem list informujący, że praca zostanie komisyjnie zlikwidowana. Poprosiłem o oddanie. Teraz jest w kolekcji Tate Modern w Londynie.

Zadziwiające, że chcieli się pozbyć tej pracy, ale z drugiej strony fajnie, że oddali.

Większość twoich dzieł jest w zachodnich kolekcjach, tam odbywa się też najwięcej wystaw.

- To nie jest tak, że ja sobie wyznaczyłem taki cel. To się po prostu stało. W 1987 roku Ryszard Stanisławski, dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi, za namową kuratorki Marii Morzuch kupił do kolekcji dwie moje rzeźby. Były to "Św. Wojciech" i "Pamiątka Pierwszej Komunii Świętej" - mój autoportret według komunijnego zdjęcia. Polskie muzeum miało wtedy odwagę kupić pracę młodego artysty, dwa lata po dyplomie. Potem przyszła zapaść, w latach 90. polskie muzea kupowały mało. A ja akurat wtedy spotkałem się z zainteresowaniem za granicą. Dla artysty najważniejsza jest możliwość pokazywania swoich prac, a jeśli okazuje się, że on mówi nie tylko po polsku, ale w takim esperanto, które jest zrozumiałe także dla Czecha czy Amerykanina, to jest to budujące. Przełomem była wystawa Aperto w Wenecji w 1990 roku, na której pokazałem rzeźbę "Good God", moją pierwszą pracę pozbawioną elementów figuralnych. Potem były Documenta w Kassel i indywidualna wystawa w Tate Gallery w 1995 roku. W tej chwili współpracuję z czterema galeriami: White Cube w Londynie, Barbara Gladstone w Nowym Jorku, Juana de Aizpuru w Madrycie i Nordenhake w Berlinie.

Z żadną polską?

- Nie dałbym rady. W każdej z tych galerii wystawiam co dwa-trzy lata i to musi być przemyślana całość. Pod tym względem wystawa w galerii komercyjnej nie różni się od wystawy w muzeum.

W CSW w Warszawie można teraz zobaczyć twoje filmy wideo, które powstawały od końca lat 90., m.in. "Staw" i "Bambi", kiedy za ogrodzeniem dawnego obozu Auschwitz sfilmowałeś pasące się sarny. Co się dzieje, kiedy rzeźbiarz sięga po kamerę?

- Jestem jak sprzątaczka z odkurzaczem. Wybieram miejsce, które chcę odkurzyć, jadę tam, zbieram rozproszone rzeczy, raczej z podłogi niż z nieba nad tym miejscem, przywożę do pracowni, wyrzucam na stół i przebieram w tym, co tam jest.

To odpadki? Coś, czego inni nie zauważyli?

- Raczej tematy, które są na marginesie. Kiedy zacząłem się zajmować - nie lubię tego sformułowania - tematem Holocaustu, było to jeszcze tabu. Już samo pojawienie się tego słowa - Zagłada - wywoływało dreszcze. Nie uważano, by akurat sztuka powinna przebić tę skorupkę. Dzisiaj wielu artystów zajmuje się Holocaustem, i dobrze.

Na wystawie są filmy, które uznałem za całość, które według mnie mogą funkcjonować jako dzieło sztuki. To kilku- albo kilkunastosekundowe fragmenty wyjęte z dłuższych nagrań. Nie są montowane, jedyny zabieg to połączenie początku z końcem, są zapętlone.

A kiedy tak sprzątasz, co jeszcze znajdujesz?

- Zdjęcia, wycinki z gazet. Np. zdjęcie, o które teraz trwa spór - grupa chłopów z łopatami na miejscu dawnego obozu w Treblince - wyciąłem z "Dużego Formatu" trzy lata temu. Od niego wyszli Grossowie w książce "Złote żniwa", która dopiero ma się ukazać. Mówi o wojennych i powojennych rabunkach na Żydach, a także o Polakach grzebiących w grobach na terenie obozów zagłady w poszukiwaniu kosztowności. "Rzeczpospolita" napisała teraz o tym zdjęciu, że to nie jest grupa rabująca groby, tylko grupa sprzątająca teren po obozie. Pewnie słusznie, ale nie sądzę, by to zmieniało zasadność książki. Bo to, co się tam działo po wojnie, czyli kopanie w ziemi pełnej ludzkich szczątków, jest prawdą. Nie tylko w Treblince, w Bełżcu też.

Dlaczego wyciąłeś akurat to zdjęcie?

- Zastanawiałem się, dlaczego oni się cieszą. Przerażała mnie pogoda tego zdjęcia. Stoją nad kośćmi, nad czaszkami, wszyscy weseli - od milicjanta do chłopów - jakby pozowali do zdjęcia parafialnego. Skojarzyło mi się to z procesją Bożego Ciała, tylko że zamiast płatków kwiatów pod nogami tych ludzi są wysypane kości. Kupiłem jeszcze jedną gazetę. Jedno zdjęcie wyciąłem i zawiesiłem na tablicy w pracowni, gdzie przyczepiam różne rzeczy, myśli, wyrywki. Drugie odłożyłem na półkę. Zrobiłem też serię rysunków.

Jakich?

- "Jamy ciał". Jamy, dziury w ziemi, wyrwane fundamenty, intymne otwory ciała wypełnione diamentami albo złotem. To zdjęcie przypomina mi o książce "Suche i wilgotne" Jonathana Littela.

Dlaczego?

- To historia belgijskiego faszysty Degrelle'a, który założył ochotniczy oddział SS walczący w Rosji. Tego dnia, kiedy skończyła się wojna, samolotem przeleciał nad całą Europą do Hiszpanii. Tam go zestrzelono, ale ponieważ Hiszpania była krajem faszystowskim, oni go przygarnęli, opublikował tam pamiętniki, fotografował się w mundurze SS. Littel reprodukuje zdjęcia Degrelle'a z frontu i podejmuje temat przedstawiania zwłok. Zauważa, że zwłoki Rosjan w czasie wojny były przedstawiane najczęściej w bagnie, wyszargane, rozkładające się, a martwy żołnierz niemiecki był wysuszony, schludny.

Źródło: Duży Format
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':