Wielu w PO się obawia, że forsowane przez rząd zmiany w OFE mogą zniechęcić elektorat Platformy do głosowania w jesiennych wyborach. Posłowie mają rozmawiać o tym w środę z ministrem finansów Jackiem Rostowskim. Rząd chce przenieść sporą część składki emerytalnej z OFE do
ZUS (zamiast 7,3 proc. składki OFE mają dostawać 2,3 proc.).
- Tusk jest zdeterminowany. Przeforsuje zmiany, nawet gdyby miał wprowadzić dyscyplinę podczas głosowania - mówi polityk z władz PO. Dodaje, że na spotkaniu z kierownictwem klubu w ostatnią środę premier postawił sprawę OFE na ostrzu noża. Tłumaczył, że za wszelką cenę trzeba obniżyć
dług publiczny, a jeśli rząd nie wprowadzi zmian w OFE, będzie trzeba radykalnie obniżać inne wydatki.
Jednak argumentacja Tuska nie przekonuje wszystkich z PO. O ile zmiany w OFE popierają szef klubu Platformy Tomasz Tomczykiewicz, wiceszefowa Małgorzata Kidawa-Błońska i sekretarz klubu Andrzej Halicki, o tyle niechętni są im
Jarosław Gowin i Rafał Grupiński.
Podobnie jest w komisji finansów. Tam też zmiany w OFE mają przeciwników. - Drastyczne cięcia wydatków mogą oznaczać koniec rządów PO, tak samo jak źle przeprowadzone zmiany w OFE - mówi "Gazecie" Sławomir Neumann z sejmowej komisji finansów. Jego zdaniem rząd może przeprowadzić zmiany w OFE tylko przy akceptacji społecznej. W przeciwnym razie wyborcy odwrócą się od Platformy.
Na razie w PO panuje przekonanie, że w sprawie OFE rząd jest w defensywie. Odpiera ataki ekonomistów z prof. Leszkiem Balcerowiczem na czele, bo nie opozycja jest tu przeciwnikiem - tylko OFE i ekonomiści. Propozycje
PiS i PJN sprowadzają się do tego, żeby Polacy mogli sami wybierać, czy chcą odprowadzać składki do OFE, czy do ZUS.
- W sprawie OFE mleko się już rozlało. Trzeba było od początku tłumaczyć, że pieniądze ludzi są bezpieczne. Nie odparliśmy demagogicznych argumentów, że w ZUS są tylko obietnice polityków, a w OFE prawdziwe pieniądze, jak mówi Balcerowicz. Bo przecież środki w ZUS są tak samo gwarantowane przez państwo jak obligacje w OFE - podkreśla Neumann. - Jeśli ludzie tego nie zrozumieją, stracimy.
Niechętni zmianom w OFE argumentują, że przenoszenie sporej części składki z OFE do państwowego molocha, czyli ZUS, to wbrew liberalnym wartościom Platformy. - Nasza filozofia zakłada raczej rozmontowywanie centralizmu państwowego na rzecz indywidualnego wyboru jednostki. W takim kierunku idzie reforma służby zdrowia, w takim powinny też iść emerytury - mówi posłanka Joanna Mucha (doktor ekonomii) z komisji finansów. - Poza tym mieliśmy umowę społeczną z Polakami, a teraz wywraca się ją do góry nogami. Mucha będzie wnioskować, by składka do OFE była wyższa, bo otwarte fundusze są ważnym graczem na giełdzie, a tak duża obniżka składki może oznaczać spadek inwestycji na giełdzie. Posłowie podkreślają, że będą pilnować, by składki w ZUS były dziedziczone tak jak w OFE.
Jednak otoczenie premiera przypomina, że posłowie powinni zrozumieć, że rząd musi przygotować się na różne zagrożenia, np. załamanie gospodarcze w Portugalii i Hiszpanii. Jak mówi były premier Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy premierze, gdyby do tego doszło, te państwa mogłyby mieć problem ze sprzedażą swoich obligacji i zachwiać strefą euro. A to odbiłoby się na cenie i sprzedaży polskich obligacji. Dlatego polski rząd musi jak najszybciej obniżyć dług publiczny.
Politycy PO traktują zmiany w OFE jak zło konieczne. W pierwszym roku ustawa ma dać 11 mld zł oszczędności, w kolejnym - 17 mld. Alternatywą była podwyżka podatków. Szef zespołu doradców premiera Michał Boni proponował podwyżkę składki rentowej po stronie pracodawcy (dałoby to 6-8 mld zł więcej do ZUS). Ale jak mówi wiceszefowa klubu PO Małgorzata Kidawa-Błońska, podwyżka podatków odbiłaby się na przedsiębiorcach, którzy wychodzą z kryzysu.
W PO panuje przekonanie, że na zmianach w OFE partia nie straci, jeśli będą one przeprowadzone w pakiecie z innymi reformami. - Są duże szanse, że rządowi uda się zrobić reformę mundurówek, a to byłoby naprawianie systemu emerytalnego - mówi Sławomir Neumann. Inni rozmówcy dorzucają uszczelnienie
KRUS i likwidację becikowego dla najbogatszych. Jednak mało prawdopodobne, by rząd odważył się na takie cięcia przed wyborami.