Tereny dawnego Fortu Leopolda w Szczecinie. Przedostatnia niedziela stycznia. 9 rano. Prawie 400 mieszkańców dostaje mapy, z którymi będzie wędrować po mieście i podziemiach urzędu wojewódzkiego, rozwiązując "tajemnice kryminalne". Przenoszą się sto lat wstecz, by rozstrzygnąć wątek tajemniczej śmierci rejenta Kurta von Schmelinga. W scenerii podziemi Wałów Chrobrego, wież, korytarzy, sal urzędu dociekają, czy to morderstwo, czy wypadek. By dotrzeć do celu, muszą przesłuchać urzędników, porozmawiać z duchami, rozwiązać hasło, a przy okazji zwiedzić niedostępne na co dzień zabytkowe sale urzędu. Do pierwszej w tym mieście
gry zgłosiło się kilkuset więcej chętnych niż było miejsc. - Zabawa była świetna - mówi Agnieszka Muchla, rzeczniczka UW w Szczecinie. - Wszyscy się zaangażowali, jakby naprawdę odkrywali jakąś tajemnicę. To sposób, by pokazać nieodkryty zabytek, jakim jest nasz urząd. Ale też ocieplić jego wizerunek, by nie kojarzył się tylko z nudną biurokracją.
- Gra miejska to coś na pograniczu podchodów, komputerowych gier i happeningu - opowiada Michał Mochocki z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy z Polskiego Towarzystwa Badania Gier. - Miasto służy w nich jako wielka plansza, a mieszkańcy są pionkami rozwiązującymi zagadki. Przeżywają przygody jak bohaterowie gier komputerowych. Z tą różnicą, że wszystko dzieje się na żywo. Człowiek nie siedzi sam przed ekranem, ale współpracuje z ludźmi, poznając miasto, angażując wszystkie zmysły. Na jeden dzień można zostać policjantem, detektywem, agentem, powstańcem.
Podobne zabawy zorganizowało już kilkanaście miast i wszędzie zrobiły furorę. W Bydgoszczy mieszkańcy przenieśli się do XVI w. Ich zadaniem było odnalezienie magicznego ptaka mistrza Jana Twardowskiego. Gry poznańskie opowiadają o Enigmie, początkach miasta - grodzie Przemysła, czasach II wojny światowej i poznańskim Czerwcu '56. Łódzki magistrat w grze miejskiej zaprezentował szlak willi i pałaców oznaczony specjalnymi fotokodami. Warszawskie Biuro Kultury zamówiło grę zachęcającą mieszkańców, by poznali i docenili wielokulturowość miasta. W trzech rewirach: na Pradze, Woli i w Śródmieściu, warszawiacy poznawali historię dzielnic. - Na Pradze celem było skompletowanie siedmiu części warszawskiej melodii - opowiada Katarzyna Bednarska z firmy Citygames.pl specjalizującej się w organizowaniu wydarzeń. - Wszyscy wędrowali z mapką, spotykając po drodze animatorów przebranych za mieszkańców dawnej Pragi. Poznali żydowskiego kelzmera, kozackiego tancerza, Rastamana, Wietnamczyka i warszawskiego grajka w stylu kapeli praskich. Od każdego dostali zadania, np. z rastamanem musieli odbyć krótką lekcję gry na bębnach.
Motywem gier miejskich często stają się literatura czy film, jak w przypadku zabaw organizowanych przez Muzeum Powstania Warszawskiego. W wielu wykorzystuje się wykrywacze metalu, telefony komórkowe,
GPS-y. Niektóre polegają na poznawaniu prawdziwej historii, ale też na łamaniu stereotypów. W Lublinie mieszkańcy spotykali się z przedstawicielami mniejszości narodowych i wyznaniowych. Takie zabawy odbyły się w Katowicach, Piotrkowie Trybunalskim, Rudzie Śląskiej i Pszczynie. - Gra miejska jest atrakcyjniejsza od gry komputerowej - mówi Michał Cichoracki, socjolog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. - Tamtą ktoś zaprojektował i jest tylko kilka możliwości rozwiązania zagadki. W grze miejskiej wszystko jest możliwe. Mogą służyć jako nieszablonowe sposoby oprowadzania obcokrajowców.
W Poznaniu, we Wrocławiu i w Warszawie cudzoziemcy lubią zwiedzać miasto za pomocą gry. W tym pierwszym gra się za pomocą karty startowej, jaką można ściągnąć z internetu lub dostać w jednym z punktów informacji turystycznej. Potem idzie się w miasto, kierując wskazówkami, tj. architektura czy szczegóły krajobrazu. Grom towarzyszą często chwytliwe hasła: "Miasto to plansza. Ty jesteś bohaterem. To się dzieje naprawdę". - Tradycyjne oglądanie zabytków z przynudzającym przewodnikiem odchodzi do lamusa - mówi Bednarska. - Obcokrajowcy wolą taką zabawę, bo wiele więcej zapamiętują niż z oglądania eksponatów w gablotach. Wśród naszych klientów jest też dużo małych firm i parę korporacji, które zamawiają gry, by integrować pracowników. Kiedyś modne były ogniska, potem paintball i cross, a teraz gry. Ludzie bywają samotni, nie chcą siedzieć przed ekranem monitora. Potrzebują robić coś razem.
Dlaczego gry miejskie stają coraz popularniejsze? - przeczytaj rozmowę z badaczką gier.