http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nowe menu Balcerowicza

Agata Nowakowska
2011-01-28, ostatnia aktualizacja 2011-01-28 13:36

Nareszcie dyskutujemy nie o tym, kto jest lepszym patriotą, a kto zdrajcą, ale o naszych przyszłych emeryturach, polityce społecznej i gospodarce. Bo Leszek Balcerowicz tę dyskusję wciąż podsyca

Agata Nowakowska
Fot. Gazeta
Agata Nowakowska

Wreszcie merytoryczna debata? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Profesor Leszek Balcerowicz i minister finansów Jacek Rostowski znają się od wieków. Gdy na początku lat 90. Balcerowicz przeprowadzał transformację polskiej gospodarki z ręcznie sterowanej na rynkową, Rostowski był jego doradcą.

Teraz Rostowski opowiada, jak na początku lat 90. Balcerowicz pytał go z niedowierzaniem: "Czy to prawda, że własność prywatna prowadzi do lepszego zarządzania?".

- Gdy poznałem Rostowskiego w 1990 r., był monetarystą i liberałem, nawet skrajnym liberałem. Był na pewno bardziej liberalny niż Balcerowicz. Z czasem jego poglądy ewoluowały, zaczął bardziej uwzględniać społeczne ograniczenia - zdradził kiedyś "Gazecie" prof. Stanisław Gomułka (Rostowski był jego studentem w London School of Economics).

Od kilku miesięcy Balcerowicz krytykuje rząd za dramatyczny stan finansów publicznych. Wcześniej tego unikał, uznawał tłumaczenia polityków rządzącej koalicji PO-PSL, że śmielsze reformy i tak zostaną zawetowane przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Gdy Bronisław Komorowski wygrał wybory prezydenckie, Balcerowicz oczekiwał, że teraz rząd na reformy się zdobędzie. Ale gdy się nie doczekał, stanął na czele buntu ekonomistów przeciwko polityce rządu. Pierwszym akordem było zawieszenie w centrum Warszawy licznika długu publicznego.

Spór o OFE toczy się właściwie poza Sejmem. PiS i SLD nie mają żadnej alternatywnej wizji gospodarki. Balcerowicz zaś przedstawia coś w rodzaju drugiego "planu Balcerowicza". Dzięki jego akcji mamy wreszcie niezwykle potrzebną merytoryczną debatę. Biorą w niej udział ludzie, którzy naprawdę mają coś istotnego do powiedzenia, w odróżnieniu od debaty smoleńskiej, pełnej insynuacji i kosmicznych teorii.

Na co więc chcemy wydawać publiczne pieniądze - na emerytury dla 35-latków czy na modernizację kolei? Na finansowanie składki zdrowotnej bogatym rolnikom czy na nowoczesne terapie nowotworów?

Balcerowicz z Rostowskim unikali zrazu personalnych ataków, chadzali na lunche. Debata o OFE jednak ich rozgrzała. Balcerowicz zarzucił Rostowskiemu "opowiadanie bajek" i "prymitywną manipulację".

Rostowski się odciął: Owszem, cięciami wydatków można uratować OFE, tylko po co? I zasugerował, że Balcerowicz "coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że popełnił błąd, próbując bronić obecnego systemu OFE".

Ale o co chodzi?

Swój nowy plan Balcerowicz przedstawił we wtorek. Zastrzegł, że nie proponuje terapii szokowej, tylko podaje menu, z którego rząd może wybrać propozycje do zrealizowania.

W istocie jednak Balcerowicz nie zaproponował czegoś całkiem nowego. Podobne pomysły były w tzw. planie Hausnera (wicepremiera w rządach SLD), ale - co ważniejsze - także w programie PO przygotowanym przez ministra Michała Boniego (raport "Polska 2030" z 2009 r.) czy przygotowanym przez tandem Boni-Rostowski "Planie rozwoju i konsolidacji finansów publicznych" (początek 2010 r.).

To właśnie Boni z Rostowskim proponowali odebranie mundurowym przywilejów emerytalnych czy zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn oraz objęcie bogatych rolników podatkiem dochodowym.

Ale tu nie chodzi o prawa autorskie, tylko o to, że Balcerowicz nie owija w bawełnę, jak zwykle politycy. Balcerowicz zarzuca rządowi, że wybrał drogę na skróty. Że zamiast walczyć z rozdętymi wydatkami (ok. 45 proc. PKB), rząd woli wybrać rozwiązania najmniej dla siebie kosztowne politycznie: podwyżkę VAT czy zatrzymanie dużej części naszych składek do OFE w państwowym ZUS.

Balcerowicz krytykuje także nową filozofię prywatyzacyjną rządu - tworzenia "narodowych czempionów" (jak pomysł kupna przez państwowy PKO BP banku BZ WBK czy zakupu państwowej Energi przez państwową spółkę PGE).

Część pomysłów Balcerowicza budzi sprzeciw, bo oznacza oszczędzanie kosztem biednych (rząd tego nie proponuje). Ograniczenie zasiłków chorobowych byłoby karaniem ludzi za coś, na co nie mają wpływu. Podobnie zmniejszenie zasiłku pielęgnacyjnego. Jak można uderzać w matkę, która rezygnuje z pracy, by zająć się niepełnosprawnym dzieckiem?

Argumentem rządu za powstrzymaniem się od zmian godzących w silne grupy społeczne jest lęk przed przegraniem wyborów. Jednak to rząd Tuska odebrał 900 tysiącom ludzi prawo do wcześniejszych emerytur, a mimo to nie stracił poparcia. Za to bierność rządu może zniechęcić zwłaszcza młodych ludzi, którzy przestaną postrzegać Platformę jako partię modernizacyjną i zamiast pójść do urn - zostaną w domu. Dla nich głos Balcerowicza jest ważny.

Paradoksalnie Balcerowicz może rządowi pomagać. Gdyby osłabły smoleńskie emocje i PiS chciał odgrzać dawny, fałszywy podział na Polskę solidarną i liberalną, miałby z tym kłopot. Bo okazałoby się, że liberalną Polską jest Balcerowicz, a solidarną - Platforma z PSL.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 58 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':