Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
To pierwsze badanie na taką skalę. Firma Sedlak & Sedlak przez cały zeszły rok sprawdzała w internecie zarobki Polaków. W ankiecie pytano: o zawód, wykształcenie, pensje i rodzaj firmy, w której się pracuje. Na podstawie danych od 96 tys. osób powstał szczegółowy raport prezentujący mapę wynagrodzeń Polaków w 2010 roku - z podziałem na województwa i branże.
Kto pierwszy, kto ostatni Na najlepiej zarabiającym Mazowszu płacono przeciętnie 4,5 tys. zł brutto*.
Wysokie pensje (3,7 tys. zł) mieli też mieszkańcy województw: Pomorskiego i Dolnośląskiego. Przedostatnie miejsce pod względem wysokości wynagrodzeń zajęły: Podkarpackie, Świętokrzyskie i Warmińsko-Mazurskie (2,8 tys. zł).
Najniższe płace były w Lubelskiem (nieco ponad 2,7 tys. zł). To o ponad 20 proc. mniej niż wynik ogólnopolski.
Zaczynający karierę najgorzej mieli na Warmii i Mazurach. Pierwsza pensja wynosiła tam nieco ponad 1,5 tys. zł brutto. Pierwsza praca na Mazowszu to już 2,7 tys. zł.
Mężczyźni w całym kraju zarabiali o jedną trzecią więcej niż kobiety.
- To był dobry, stabilny rok dla pracowników. W większości krajów europejskich dynamika wynagrodzeń jest mniejsza niż u nas. U nas płace wzrosły średnio o 2 proc. - mówi Kazimierz Sedlak, prezes firmy Sedlak & Sedlak, która przygotowała "Ogólnopolskie badanie wynagrodzeń".
Polska A, Polska B Raport potwierdza, że podział na biednych i bogatych nie zmienia się od lat. Mazowsze z Pomorzem i Śląskiem zawsze są w czołówce, Lubelskie, Podlaskie oraz Warmia i Mazury - zawsze na końcu stawki.
- Różnice w wynagrodzeniach Polaków, w zależności od miejsca, w którym pracują, to przykład nierówności społecznej. Dany region to inne miejsce na drabinie społecznej - mówi Bartosz Soczówka, socjolog, dyrektor zarządzający firmy szkoleniowej Berndson.
W miastach wojewódzkich najwyższe zarobki odnotowano w Warszawie: kobiety zarabiały 4,5 tys. zł, a mężczyźni 6 tys. zł. Najgorzej znów mieli pracujący w Lublinie - odpowiednio 2,7 tys. zł i 3,2 tys. zł.
Bartosz Soczówka podkreśla, że najłatwiej wyjaśnić, dlaczego tyle się zarabia w Warszawie. To centrum administracyjne i biznesowe kraju, w którym jest najwięcej stanowisk pracy. - Stanowiska te są oczywiście należycie wynagradzane, co solidnie podnosi średnią - zauważa socjolog.
Dodaje jednak, że kultura pracy w najlepiej opłacanych regionach różni się znacznie od reszty kraju. - Kiedyś biznesmen powiedział mi, że w Warszawie jest w stanie robić interesy o każdej porze. Po czym ironicznie stwierdził: "spróbuj dodzwonić się do kogoś w Lublinie po 17". To pokazuje kolejną różnicę w tzw. równowadze praca-życie. W Warszawie wygląda to inaczej - podkreśla socjolog.
Przełomowy rok? - Ubiegły rok to nadal czas wychodzenia z kryzysu. W niewielu branżach panowała euforia wiążąca się z podnoszeniem płac, bo wszyscy szukali nadal oszczędności, ale też nie było tak źle jak wcześniej. Stąd lekka poprawa wynagrodzeń - ocenia Ryszard Petru, ekonomista.
Petru przypomina, że wciąż mamy wysokie
bezrobocie - 12,3 proc. - To hamuje presję na płace - podkreśla.
Ale jego zdaniem obecny rok może być przełomowy: - Gospodarka się rozkręca. 1 maja otworzy się na naszych specjalistów rynek niemiecki. Np. wśród lekarzy ze Szczecina, Wrocławia czy Poznania na pewno znajdą się tacy, którzy pomyślą o pracy za zachodnią granicą. To zwiększy presję na płace. Ale też powiększy podział na Polskę A i B. Na bogatszy zachód i biedną ścianę wschodnią.
Czy raport potwierdza dane
GUS? Za 2010 r. jeszcze nie ma danych GUS, dostępne są opracowania w poszczególnych sektorach gospodarki. W sektorze przedsiębiorstw średnie wynagrodzenie wyniosło prawie 3,5 tys. zł brutto. Według GUS średnia krajowa płaca wynosi 3165 zł. I, niestety, 70 proc. z nas zarabia poniżej tej średniej.
Komu lepiej, komu gorzej W jakich branżach płacono najlepiej? Inżynierowie, informatycy i spece od nowych technologii zarabiali w 2010 r. przeciętnie ponad 5 tys. zł. Pracownicy telekomunikacji dostawali 4,7 tys. zł, bankowości - 4,4 tys. zł, przemysłu ciężkiego - 3,9 tys. zł.
29-letnia Barbara pracuje od pięciu lat w jednym ze stołecznych oddziałów banku BZ WBK. Jest doradcą klienta. Zarabia 4,5 tys. zł brutto. W zeszłym roku jej pensja wzrosła o ok. 100 zł. - To średnie wynagrodzenie w moim oddziale. Wcześniej pracowałam na tym samym stanowisku w innym banku. Zarobki miałam niższe o blisko tysiąc, ale staż miałam krótszy - mówi.
Najgorzej opłacani w całym kraju byli pracownicy usług w turystyce, hotelarstwie i gastronomii. Zarabiali 2,5 tys. zł. Tylko o 100 zł więcej dostawali pracownicy nauki i szkolnictwa. Pod koniec stawki są też: służba zdrowia (2,8 tys. zł) oraz sektor publiczny (2,9 tys. zł) i szkolnictwo wyższe (3 tys. zł).
Jak będzie w 2011 r.? - Nie spodziewałbym się dużych zmian. Sytuacja na rynku pracy będzie się stabilizować - mówi Kazimierz Sedlak. - Możliwe, że w regionach biedniejszych, gdzie trwają i zaczynają się unijne inwestycje, wynagrodzenia pójdą mocniej w górę.
Soczówka: - Nadciąga era pracownika. Coraz bardziej odczuwać będziemy brak młodych. Co roku osób w wieku 19-24 lata jest mniej na rynku o ok. 100 tys. Nasi sąsiedzi mają podobne problemy i szukają rozwiązań, m.in. w Polsce. Choćby
Niemcy, dzięki rządowym projektom, zamierzają ściągnąć do siebie polskich uczniów i studentów. Argumentów im nie brakuje: wysokie stypendia, praktyki i, co najważniejsze, gwarancja zatrudnienia - wylicza socjolog. - Dlatego polski przedsiębiorca musi zapewniać atrakcyjne zarobki. I to nie tylko w Warszawie - podkreśla.
*To nie średnia, ale tzw. mediana, czyli wartość dzieląca wszystkie dane na pół. Połowa pensji w danym województwie jest wyższa, a połowa niższa Jak zarabiały kobiety, a jak mężczyźni? Jak płacono w różnych branżach? Czytaj w poniedziałek w "GazetaPraca.pl"
>