Peter i Hazelmary Bull prowadzą swój Chymorvah Hotel w nadmorskim Marazion w Kornwalii od 1986 r. A jako że są starszymi ludźmi i gorliwymi chrześcijanami, to w biznesie, podobnie jak w życiu, kierują się głównie literą Biblii. Dlatego też we wrześniu 2008 r. poprosili parę gejów z Bristolu, którzy zarezerwowali wcześniej pobyt w ich zabytkowym hotelu, by spędzili noc - według ich przekonań - po bożemu, to znaczy w oddzielnych pokojach.
Jednak Martyn Hall i Steven Preddy odmówili, twierdząc, że mają prawo spać razem, gdyż związek partnerski, który zawarli, jest w świetle brytyjskiego prawa małżeństwem. Państwo Bull odprawili więc gejów z kwitkiem, a ci skierowali sprawę do sądu w Bristolu.
W zeszłym tygodniu sędzia Andrew Rutherford orzekł, że właściciele hotelu złamali ustawę z 2007 r. zakazującą dyskryminacji (również ze względu na orientację seksualną). I zasądził po 1,8 tys. funtów odszkodowania dla każdego z poszkodowanych. Na nic zdały się zapewnienia właścicieli, którzy tłumaczyli, iż do rodzinnych pokojów nie wpuszczają także niezamężnych par heteroseksualnych.
Właściciele hotelu znaleźli się - chcąc nie chcąc - na pierwszej linii światopoglądowej batalii, jaka toczy się na Wyspach. Z jednej strony barykady są środowiska konserwatywnych anglikanów, z drugiej - lobby gejowskie.
Ci pierwsi twierdzą, że w imię fałszywie pojmowanej równości odbiera się im prawo do przekonań religijnych. Ci drudzy zaś straszą ciemnogrodem. I snują wizję powrotu starych rasistowskich tabliczek z napisem: "No dogs, no blacks, no Irish" ("Zakaz wstępu psom, czarnym i Irlandczykom"), które można było spotkać ponad pół wieku temu na angielskiej prowincji, wzbogaconych o nową adnotację: no gays.
Zresztą sam proces, szeroko komentowany w brytyjskich mediach, nie był zwykłą potyczką sądową. Po Wyspach krążyły plotki, że homoseksualną parę z Bristolu celowo wysłała do Bullów walcząca o prawa gejów organizacja Stonewall, która słynie z prowokacji przeciwko homofobicznym biznesom. Zaprzeczył temu niedawno Steven Preddy: - Nikt nas tam nie nasłał. Chcieliśmy po prostu spędzić relaksujący weekend z dala od domu, tak jak w każdy weekend robi to tysiące innych brytyjskich par.
Obie strony, procesując się, korzystały ze wsparcia, także finansowego, różnych organizacji. Koszty sądowe właścicieli hoteliku wyceniane na 45 tys. funtów zapłacił konserwatywny Christian Institute. Gejów wspierali zaś prawnicy luźno związanej z rządem komisji ds. równości i praw człowieka walczącej o równe prawa obywateli.
Jej szef John Wadham przekonuje, że hotel jako przedsięwzięcie komercyjne podlega standardom biznesowym i prywatne poglądy właścicieli nie powinny wpływać na jego prowadzenie. - Prawo do praktykowania religii i życia zgodnie z jej zasadami jest jednym z fundamentalnych praw jednostki, ale podobnie jest z prawem, w imię którego nie można odmówić ci noclegu w hotelu tylko dlatego, że jesteś gejem - mówi Wadham.
Jeszcze dosadniej ujmuje sprawę Ben Summerskill, dyrektor gejowskiej organizacji Stonewall: - Nie możesz wyrzucić ludzi z hotelu tylko dlatego, że to czarni albo Żydzi, a w 2011 r. nie możesz tego robić także z gejami. Wolność religijna nie może być zasłoną dla uprzedzeń.
Zupełnie inaczej widzi problem Mike Judge ze wspierającego Bullów Christian Institute. Jego zdaniem niekorzystny dla małżeństwa wyrok pokazuje, że "prawo zakazujące dyskryminacji stosowane jest jako miecz, a nie tak, jak powinno - jako tarcza". - Chrześcijanie spychani są na margines. Sędzia uznał przecież, że jego decyzja miała wielki wpływ na wolność religijną Petera i Hazelmary - tłumaczył.
Państwo Bullowie nie zamierzają się poddawać i zapowiadają odwołanie się od wyroku.
Źródło: Gazeta Wyborcza