Łukasz Kasprowicz jest dziennikarzem lokalnej gazety "Fakty Mosińsko-Puszczykowskie" i radnym w Mosinie. Cztery lata temu założył blog poświęcony życiu gminy. Dużo pisał o burmistrz Zofii Springer, najczęściej krytycznie. Dwa lata temu burmistrz uznała, że wpisy ją zniesławiają, i zażądała od prokuratury ścigania Kasprowicza. Prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa i odmówiła wszczęcia śledztwa. Wtedy burmistrz skierowała do sądu prywatny akt oskarżenia. Napisała w nim, że bloger zniszczył jej dobre imię, na które pracowała 50 lat. Co ją zniesławiło?
* Kasprowicz, pisząc, że burmistrz przecinała wstęgę na otwarciu sklepu Netto w Mosinie, pytał: "Czy przecinała wstęgę niczym dygnitarze PZPR-u, którzy przecinali wstęgi nawet do miejskich kibli? Czy nie uważacie, że to było prymitywne?".
* Odwołanie wiceszefowej rady gminy Małgorzaty Twardowskiej Kasprowicz nazwał "żałosnym aktem zemsty", za którym stać miała burmistrz (Twardowska była jej konkurentką w poprzednich wyborach). "Oglądając ten żałosny cyrk z boku, zbierało się na wymioty" - komentował.
* Dziennikarz opisywał imprezę integracyjną zorganizowaną dla miejscowych nauczycieli. Gdy podobną chcieli zorganizować gminni urzędnicy, bloger pytał, czy takie "szkolenia połączone z konsumpcją alkoholu" staną się normą, by "krótko przed wyborami spędzić żyjących z budżetu w jedno miejsce i upić wódką, by głosowali na Zofię Springer lub wskazaną przez nią osobę".
* Bloger nazwał burmistrz "kłamczuchą" i "kłamliwą bestią". Porównał zdjęcie z materiałów promocyjnych burmistrz oraz inne jej zdjęcia i ocenił, że zostały poddane cyfrowej obróbce, bo "nawet gdy zrobi perfekcyjny makijaż, to nie będzie tak wyglądać".
Springer oskarżyła blogera z art. 212 kodeksu karnego. To wielokrotnie krytykowany przepis przewidujący karę więzienia za zniesławienie w mediach. Publicyści prawni nazywają go kneblem na media.
Proces, który poznański sąd utajnił, zakończył się we wtorek wyrokiem skazującym blogera na trzysta godzin prac społecznych i rocznym zakazem wykonywania zawodu dziennikarza oraz publikowania materiałów o charakterze prasowym w jakiejkolwiek formie.
Kasprowicz: - Już na pierwszej rozprawie odniosłem wrażenie, że sędzia ma swoje wyrobione zdanie. Traktował mnie jak jakiegoś zbrodniarza, a nie uczestnika publicznej debaty, który patrzy władzy na ręce.
Bloger złożył już wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku. Zapowiada apelację.
Wyrokiem jest zaskoczona Dominika Bychawska-Siniarska, koordynatorka Obserwatorium Wolności Mediów przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która jako jedna z nielicznych osób za zamkniętymi drzwiami przyglądała się procesowi Kasprowicza. - W swoim blogu używa często ostrego, niepublicystycznego języka - przyznaje Bychawska-Siniarska. Ale od razu dodaje: - Jego artykuły oparte na sądach wartościujących stanowią komentarz do faktycznych działań pani burmistrz.
Zdaniem fundacji, która już skrytykowała werdykt, wyrok jest sprzeczny z gwarancjami wolności słowa i z orzecznictwem Trybunału w Strasburgu. - Sąd nie uwzględnił żadnego z argumentów, które przedstawialiśmy - mówi Bychawska-Siniarska. I wymienia: burmistrz jest osobą publiczną i powinna mieć "grubszą skórę". Bloger wyrażał wyłącznie opinie mające podstawy w faktycznych zdarzeniach, a w swoich wypowiedziach nie wkraczał w życie prywatne Zofii Springer, koncentrując się na jej działalności jako burmistrza. Pisał o sprawach istotnych dla społeczności lokalnej. I w dodatku tak surowa kara jak zakaz wykonywania zawodu przez rok stanowi nieproporcjonalną ingerencję w wolność słowa blogera. - Sąd wysłał sygnał do dziennikarzy i blogerów funkcjonujących w społecznościach lokalnych, by mieli się na baczności - podsumowuje Bychawska-Siniarska.
Zofii Springer nie było wczoraj w pracy. Jej zastępca nie chciał komentować wyroku. - Nie mieszam się w to - powiedział nam tylko.
Tymczasem w sądzie wciąż trwa cywilny proces, który blogerowi wytoczyła pani burmistrz. Żąda od niego 10 tys. zł zadośćuczynienia.
Sąd i wolność słowa. Komentarz Piotra Rogowskiego