- Sytuacja jest taka: koń, jaki jest, każdy widzi, a
Zbigniew Ziobro jest koniem pociągowym kampanii wyborczej
PiS w Małopolsce - mówi "Gazecie" rzecznik PiS Adam Hofman.
Według naszych informacji w PiS trwają pierwsze przymiarki do list wyborczych przed tegorocznymi wyborami do Sejmu i Senatu. Wśród kandydatów na posłów mają się znaleźć m.in.
Anna Fotyga, była minister spraw zagranicznych oraz
Mariusz Kamiński, były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Szef klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak mówił wczoraj w Sejmie, że na listach tej partii będą także inne osoby z rządu Jarosława Kaczyńskiego. Zarzekł się, że na dyskutowanie o personaliach jest za wcześnie.
Zapytany przez "Gazetę", czy do Sejmu mogą wrócić europosłowie PiS, stwierdził: - To bardzo wartościowi politycy, nie chcę jednak mówić, czy któryś z nich znajdzie się na liście.
Ale jak się dowiadujemy, Zbigniew Ziobro miałby startować jako jedynka na liście w Małopolsce, jego tradycyjnym okręgu wyborczym. Podczas wyborów samorządowych PiS osiągnął tam zaskakująco słaby wynik. Bardzo dobrze zaprezentowali się natomiast politycy PO wywodzący się z frakcji konserwatywnej, na czele z Jarosławem Gowinem.
Nieoficjalnie politycy PiS mówią dużo więcej. Ich zdaniem to niemal pewne, że niektórzy europosłowie wystartują jesienią w wyborach do Sejmu. - To będzie swoisty sprawdzian ich lojalności - mówi jeden z posłów PiS. Jako "pewniacy" do powrotu - oprócz Ziobry - wymieniani są także
Jacek Kurski oraz Tadeusz Cymański. Wszyscy trzej w eurowyborach dostali bardzo dużo głosów.
Ziobro, były minister sprawiedliwości w rządach PiS, został europarlamentarzystą, aby "zejść z linii ostrzału w Polsce". Podobnie sytuacja wyglądała z Jackiem Kurskim. Tadeusz Cymański miał z kolei "lewarować" listę wyborczą PiS na Pomorzu. Jej liderką była popierana przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Hanna Foltyn-Kubicka, która nie była politykiem szczególnie popularnym. A Cymańskiemu poszło aż za dobrze - znany poseł przegonił partyjną liderkę i wszedł do Parlamentu Europejskiego.
Usiłowaliśmy się skontaktować z trzema europosłami PiS. Udało się tylko z Tadeuszem Cymańskim. - Wiem, że pojawiają się takie informacje i mogę przypuszczać, gdzie znajduje się ich źródło - powiedział "Gazecie". Cymański zaznaczył, że nie rozmawiał na ten temat z kierownictwem partii ani sam nie wyrażał woli, by wystartować w krajowych wyborach.
Posłowie PiS twierdzą, że europosłowie PiS będą jednak musieli "spełnić partyjny obowiązek". - Prezes mówił Zbigniewowi Ziobrze, aby uczył się języka angielskiego oraz nabrał obycia w świecie. Chyba miał na to wystarczająco dużo czasu - mówi poseł PiS, który "nie należy do frakcji ziobrystów".
Dla PiS październikowe wybory mają znaczenie kluczowe. To najistotniejsza polityczna kampania w ostatnich latach. Po wyborach parlamentarnych zwycięska partia ma szanse na spokojne rządy do 2015 r., gdy odbędą się kolejne wybory prezydenckie i parlamentarne. Politycy PiS są zdania, że w obecnej sytuacji mają szansę nawet wygrać najbliższe wybory, a przynajmniej osiągnąć znacznie lepszy wynik, niż prorokują sondaże.
Przyznają jednak, że europosłowie, a szczególnie Ziobro nie palą się do powrotu do pracy w ojczyźnie. - Jednak prezes ma olbrzymią siłę perswazji - powiedział nam jeden z polityków PiS.