http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy jesteś z tej Polski?

Jakub Śwircz
2011-01-29, ostatnia aktualizacja 2011-01-28 13:26

Kraków, grudzień 2006
Kraków, grudzień 2006
Fot. Mark Power MAGNUM PHOTOS/EK PICTURES

Mark Power wybrał te zdjęcia, bo najlepiej, jego zdaniem, pokazują nasz kraj. Zgadzasz się? Rozmową z angielskim fotografem zapraszamy do dyskusji

warszawa, kwiecień 2009 r.
Fot. Mark Power MAGNUM PHOTOS/EK PICTURES
warszawa, kwiecień 2009 r.
Górny Śląsk, Zabrze, familok, październik 2004
Fot. Mark Power MAGNUM PHOTOS/EK PICTURES
Górny Śląsk, Zabrze, familok, październik 2004
Stężyca, kwiecień 2005
Fot. Mark Power MAGNUM PHOTOS/EK PICTURES
Stężyca, kwiecień 2005
Lublin, kwiecień 2005
Fot. Mark Power MAGNUM PHOTOS/EK PICTURES
Lublin, kwiecień 2005
Krzyżówka, gniazdo bocianie, grudzień 2004
Fot. Mark Power MAGNUM PHOTOS/EK PICTURES
Krzyżówka, gniazdo bocianie, grudzień 2004
Warszawa, październik 2006
Fot. Mark Power MAGNUM PHOTOS/EK PICTURES
Warszawa, październik 2006
Warszawa, luty 2006
Fot. Mark Power MAGNUM PHOTOS/EK PICTURES
Warszawa, luty 2006
Milik, chłopak czekający na autobus, grudzień 2004
Fot. Mark Power MAGNUM PHOTOS/EK PICTURES
Milik, chłopak czekający na autobus, grudzień 2004
ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Mówisz, że twój projekt powstał z myślą o Polakach, że to my mamy być jego odbiorcami, ale nie słychać u nas żadnej dyskusji na temat twojej pracy. Największą recenzję opublikowano w angielskim "Guardianie". Jak to możliwe?

- Szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, jak również tym, że trudno jest pokazać wystawę poza Krakowem. Alec Soth, jeden z najbardziej znanych amerykańskich współczesnych fotografów, uznał moją "Melodię dwóch pieśni", rezultat prawie sześciu lat pracy, za jedną z najlepszych książek fotograficznych 2010 roku. Chciałem pootwierać kilka okien, zainteresować ludzi, wciągnąć ich do dyskusji. A właśnie tej reakcji w Polsce mi zabrakło. Nasza rozmowa jest pierwszą od czasu wydania książki w maju 2010 roku.

Dlaczego Polska?

- Jako członek Magnum zostałem zaproszony w 2003 roku, czyli jeszcze przed akcesją Polski do UE, do wzięcia udziału w projekcie pod nazwą Euro Visions. Jego celem było sfotografowanie przemian zachodzących w dziesięciu krajach, które w 2004 roku miały przystąpić do Unii. Mnie bardzo zależało na Polsce. Dlatego że, gdy spojrzy się na mapę i porówna rozmiar Polski i liczbę jej mieszkańców w stosunku do dziewięciu pozostałych krajów, od razu widać, że ten kraj może silnie wpłynąć na resztę wspólnoty. Poza tym to tu spędziliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje z moją partnerką Jo w 1989 roku.

Dlaczego?

- Przypadek. Poznaliśmy się zaledwie kilka miesięcy wcześniej. 9 listopada, kiedy runął mur, byłem właśnie w Berlinie. To wydarzenie i fakt, że Jo pochodziła ze wschodnich Niemiec, a nawet możliwe, że ma polskich przodków, spowodowało, że bardzo zainteresowaliśmy się sytuacją we wschodniej Europie. Jo również chciała pojechać, a Polska zimą wydawała się bardzo romantycznym wyborem. I tak rzeczywiście było, tylko że było też bardzo zimno.

A ile czasu miałeś na swój projekt w 2004 roku?

- Bardzo niewiele - dwie podróże po dwa tygodnie, w listopadzie i grudniu 2004 roku. A w połowie 2005 roku odbyła się wystawa w Centre Pompidou prezentująca finalny projekt Euro Visions. Okazała się wielkim sukcesem, po Paryżu odwiedzała kolejne miasta.

A w 2006 roku była pokazywana w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Ale dla ciebie to nie był koniec zainteresowania Polską. Ostatnio mieszkałeś tu przez długi czas. Siedzimy w twoim krakowskim mieszkaniu z całą twoją rodziną. Właśnie wróciłeś z fotografowania obchodów przywróconego święta Trzech Króli.

- W 2004 roku jako jedyny z zaproszonych fotografów zdecydowałem się kontynuować pracę, bo czułem, że dotknąłem zaledwie powierzchni. Pod koniec realizacji Euro Visions poznałem fotografa Konrada Pustołę i od razu między nami zaiskrzyło. I tak w ciągu czterech-pięciu lat odbyłem jeszcze 25 podróży do Polski. Niektóre z nich były bardziej udane, inne mniej. Czasami po prostu analizowaliśmy, gdzie nas jeszcze nie było, czego nie widzieliśmy, i jechaliśmy na Mazury lub na granicę z Białorusią, do Białegostoku. Albo do Wrocławia.

We wstępie do książki piszesz, że pociągała cię egzotyka Polski.

- Nigdy nie byłem zainteresowany fotografią z miejsc odległych, jak chociażby Afryka, właściwie nawet nie chcę oglądać takich zdjęć. To po prostu na mnie nie działa.

Więc co jest takiego w polskiej egzotyce?

- Szybko okazywało się, że te niby egzotyczne miejsca nie są wcale dziwne, nie są czymś nieznanym. Myślę, że bardzo charakterystyczne dla Polski, zwłaszcza gdy się wyjedzie poza duże miasta i odrzuci oczywiste różnice w architekturze wschodniej i zachodniej części kraju, jest to, że przestrzeń jest bardzo homogeniczna. Miałem często wrażenie, że choć jestem w zupełnie nowej miejscowości, jest ona dla mnie znajoma. Poza tym im dłużej przebywałem w Polsce, tym więcej pojawiało się rzeczy, które przypominały mi moje rodzinne strony. To nie jest ten rodzaj egzotyki, jaki gwarantować może podróż do Brazylii.

Przypomina mi się rozmowa z innym angielskim fotografem - Matthew Wilsonem, który był na otwarciu twojej wystawy w Krakowie i opowiadał, że podróżując po Polsce, odkrywał miejsca jakby wyjęte z jego przeszłości, miejsca, których już dawno nie ma.

- Myślę, że coś w tym jest. Z pewnością jest tutaj coś, co pozwala się cofnąć w czasie. Sposób, w jaki tutaj pracowałem, przypominał mi moje początki, może nawet w ogóle początki fotografii. Tutaj dzięki pomocy jednej osoby, kilku słów, gestów mogę poznać ludzi, wejść z aparatem na przykład do kościoła, co w Anglii i wielu innych krajach jest prawie niemożliwe. Nie ma tu tej podejrzliwości wobec ludzi z aparatami, jest za to ciągłe zainteresowanie tym, co robisz, twoją pracą, a nie natychmiastowe ocenianie, że jest to złe czy niebezpieczne.

Przestrzenie, które wybierasz, są najczęściej daleko od tego, co nazwalibyśmy centrum. Nawet Warszawa jest u ciebie tylko zarysowana. To są miejsca nieoczywiste, trudne do rozpoznania, nieatrakcyjne dla podróżnika z aparatem. Nie były wcześniej sfotografowane.

- Zgadzam się w stu procentach. Nic nie daje mi większej przyjemności niż fotografowanie w miejscach, które nigdy nie były tematem dla fotografa. Poprzez te fotografie sprawiam, że w jakiś sposób stają się one ważne. Nie jestem zainteresowany miejscami, o których mówi przewodnik. Od początku swojej pracy wiedziałem też dokładnie, że adresatami tego projektu są przede wszystkim Polacy. Byłem bardzo ciekaw, jak zostanie odebrany tutaj. Na przykład dla tych, którzy mieli okazję być na wystawie w Krakowie, najciekawsze było zdjęcie z małej miejscowości Milik. To zdjęcie z chłopakiem z twarzą schowaną w kapturze stojącym na przystanku autobusowym. Zobaczyłem tę scenę z samochodu. Ten róg ulicy bardzo mnie przyciągał. Musiałem się śpieszyć z rozstawianiem aparatu, by zdążyć przed przyjazdem autobusu. To nie jest zdjęcie skupiające się na jakiejś szczególnej scenie, a jednocześnie pokazuje bardzo wiele.

Źródło: Duży Format
  • 118 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    109 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':